Strona główna Kultura Jako uczeń byłem oszołomiony Festiwalem Wielkiej Brytanii – ale ukazał on podzielony...

Jako uczeń byłem oszołomiony Festiwalem Wielkiej Brytanii – ale ukazał on podzielony naród | Teatr

3
0


„Powinniśmy zrobić coś zabawnego… potrzebujemy czegoś, co podniesie Wielką Brytanię”. Tak powiedział Herbert Morrison, kluczowa postać powojennego laburzystowskiego rządu Clementa Attlee, sprzedając rządowi pomysł zorganizowania Festiwalu Wielkiej Brytanii. Rozpoczęło się 75 lat temu w ten weekend nabożeństwem poświęcenia w kościele św. Pawła, trwało pięć miesięcy i obejmowało ogólnokrajową uroczystość upamiętniającą brytyjskie osiągnięcia w sztuce i nauce. Ale czy się to udało i czy pozostawiło po sobie trwałe dziedzictwo?

Twierdzę, że było to wydarzenie o zasięgu ogólnokrajowym, ale nie ma wątpliwości, że duży nacisk położono na wystawę na londyńskim South Bank, która odzyskała ogromny obszar opuszczonej ziemi i przyciągnęła 8,5 miliona zwiedzających. Jako 11-letni uczeń byłem jednym z nich, który wraz z rodziną odbył pielgrzymkę z Leamington Spa. Wciąż pamiętam ekscytację wywołaną Kopułą Odkryć, która była ogromną muszlą zawierającą segmenty poświęcone ziemi, morzu, niebu, regionom polarnym i przestrzeni kosmicznej. W miejscu tym dominował także masywny Skylon w kształcie cygara, opisywany jako rodzaj „świetlistego wykrzyknika”. Po poranku na South Bank spędziliśmy popołudnie w Battersea Park Pleasure Gardens, gdzie znajdowało się wesołe miasteczko, miniaturowa kolejka i, co najważniejsze, teatr wskrzeszający dawną salę muzyczną. Wracając do domu, czułem się, jakbym był na wyczerpującej, ale porywającej imprezie.

Kopuła Odkryć i Skylon na Festiwalu Wielkiej Brytanii na South Bank. Zdjęcie: Jane Bown/The Observer

Zajęło mi trochę czasu, zanim uświadomiłem sobie, że mój entuzjazm nie jest podzielany przez wszystkich. Dopiero gdy przeczytałem genialny esej Michaela Frayna w antologii Age of Austerity, pod redakcją Michaela Sissonsa i Philipa Frencha i opublikowanej w 1963 roku, zrozumiałem, jak kontrowersyjny był Festiwal Wielkiej Brytanii. Frayn argumentuje, że jego głównymi zwolennikami była radykalna klasa średnia: czytelnicy Guardiana i Observera, sygnatariusze petycji, kręgosłup BBC, którego nazywa Roślinożercami. Przeciwnicy festiwalu, wśród których Frayn wymienia „czytelników Daily Express, Evelyn Waughs, obsadę Dyrektoriatu”, zaliczani są do kategorii mięsożerców.

Jest to fascynujący podział, który z biegiem czasu staje się coraz bardziej wyraźny. Dziś Roślinożercy opowiadaliby się za Unią Europejską, wielokulturowym społeczeństwem, równością płci i paliwami antykopalnymi, podczas gdy mięsożercy, którzy mają teraz własną partię polityczną w ramach Reformy i własną stację telewizyjną w GB News, przyjęliby stanowisko zdecydowanie opozycyjne. Podział w brytyjskim życiu nie zaczął się wraz z Festiwalem Wielkiej Brytanii, ale – jak wyjaśnia Frayn – to wydarzenie mocno go uwydatniło.

Robotnicy rozbijający teren Festiwalu Wielkiej Brytanii na South Bank. Zdjęcie: Monty Fresco/Getty Images

Ale czy festiwal coś dał? Z pewnością nie uchroniło to Partii Pracy przed porażką wyborczą w październiku tego roku i nie ma dwóch historyków zgodnych co do jej wpływu. Arthur Marwick postrzegał festiwal jako świadectwo „prawdziwej i uzasadnionej dumy z rzeczywistych osiągnięć roku 1951” oraz preludium do przemian kulturowych lat 60. XX wieku. Kenneth O Morgan w The People’s Peace przyjął przeciwny pogląd. „Punktem odniesienia” – mówi o festiwalu – „była wiktoriańska lub edwardiańska przeszłość. Wielka Brytania w 1951 roku została pokazana jako nieco geriatryczna spadkobierczyni tych wcześniejszych społeczeństw, a nie przedsiębiorczy młodzieńczy zwiastun nowego”.

Kto więc ma rację? Nie jestem historykiem, ale według mojej oceny festiwal był zarówno orzeźwiający sam w sobie, jak i korzystny w swoim oddziaływaniu. Jest całkowitą prawdą, że jednym z pierwszych działań nowego rządu konserwatystów było zburzenie najważniejszych eksponatów festiwalu, w tym Kopuły Odkryć i Skylonu. „David Eccles, nowy minister robót” – pisze Frayn – „oprowadził Geralda Barry’ego (dyrektora festiwalu) po terenie, wskazując budynki do wyburzenia, niczym pomocnik dyktatora wybierający więźniów do egzekucji”.

Richard Burton, drugi od prawej, na zdjęciu Henryk V w Stratford upon Avon w 1951 r. Zdjęcie: Maurice Ambler/Getty Images

Królewska Sala Festiwalowa okazała się jednak na szczęście niezniszczalna i Telekinema, stworzona do wyświetlania filmów dokumentalnych i prac eksperymentalnych, rok później została przekształcona w Narodowy Teatr Filmowy i dziś pod nazwą BFI oferuje niesamowity repertuar dzieł. Jeszcze bardziej znaczący jest fakt, że kulturalne centrum Londynu przeniosło się z coraz bardziej krzykliwego West Endu na South Bank, gdzie można przejść od Teatru Narodowego i Hayward Gallery na jednym końcu do Shakespeare’s Globe i Tate Modern na drugim, gdzie można podziwiać ogromne spektrum sztuki i rozrywki.

W 1951 r. w Wielkiej Brytanii, od Bath po Belfast i Cardiff po Cheltenham, wzrosła liczba festiwali artystycznych, które zaowocowały mnóstwem uroczystości, które przetrwały do ​​dziś. Przytoczyłbym jeden bardzo konkretny przykład dziedzictwa Wielkiej Brytanii. Aby uczcić tę okazję, teatr Shakespeare Memorial w Stratford-upon-Avon zdecydował się wystawić sekwencję sztuk historycznych, na którą składają się Ryszard II, Henryk IV, część pierwsza i druga oraz Henryk V. Zgromadził się niezwykły zespół, w skład którego wchodzili Michael Redgrave, Harry Andrews i młody Richard Burton, a Anthony Quayle, dyrektor Stratfordu, stwierdził, że poza sezonem 1905: „Nie mogę ustalić, czy te cztery historie były odtwarzane jako cykl od tamtej pory Dzień Szekspira”. Jeśli dziś regularnie przedstawiamy historie Szekspira nie jako pojedyncze wydarzenia, ale jako rozwijającą się sekwencję, to dzięki Festiwalowi Wielkiej Brytanii: to kolejny przykład jego trwałego oddziaływania i uzasadnienia deklarowanego przez Herberta Morrisona zamiaru podniesienia na duchu Brytyjczyków.