W 75. minucie Kobbie Mainoo podwyższył wraz z najfajniejszymi zwycięzcami przed Stretford End, wywołując zamieszanie wśród kibiców gospodarzy i wywalczył prawo do przechwalania się Manchesterowi United.
Po ataku lewą stroną Alexis Mac Allister słabo dośrodkował do pomocnika, który pokonał Dominika Szoboszlai i trafił do siatki, pokonując Freddiego Woodmana po prawej stronie bramkarza Liverpoolu.
Po stracie prowadzenia 2:0 do przerwy, po raz pierwszy od dekady zapewniono sobie dwukrotną przewagę nad gośćmi w lidze. Jednak skupmy się na tym, że United i Liverpool nie biorą udziału w wyścigu o tytuł, to spotkanie angielskich zawodników wagi ciężkiej przypominało walkę dwóch szaleńczo postawionych sobie mężczyzn walczących o grzebień.
Michael Carrick i jego ludzie będą oczywiście znacznie szczęśliwsi – ponieważ zwycięstwo potwierdziło także to, co było niemal (matematyczną) pewnością: United wracają do Ligi Mistrzów w przyszłym sezonie, a tymczasowy menedżer ma wszelkie szanse, aby otrzymać ofertę pracy nr 1.
Nie będzie jednak zadowolony z tego, jak United spasowali po przerwie, pozwalając gościom Arne Slotowi odpowiedzieć na ataki Matheusa Cunhy i Benjamina Sesko w pierwszej połowie bramkami Szoboszlai i Cody’ego Gakpo. Każde z nich wynikało z błędnych podań United, od Amada Diallo po strzale Szoboszlaia i Senne Lammensa po wyrównującym golu Gakpo.
Zespół United był na początku równie żywy jak w poniedziałkowym meczu z Brentford, przeprowadzając kilka ataków prawym skrzydłem. Brali w nich udział Bruno Fernandes, Diogo Dalot i Bryan Mbeumo, których rzut rożny po ostatnim z nich zapowiadał otwarcie Cunha.
Prawy skrzydłowy uderzył z flanki i piłka odbiła się do Cunhy. Pierwsza próba padła po strzale Ryana Gravenbercha. Tym razem strzał lewym butem odbił się od Maca Allistera i pokonał Woodmana po lewej stronie bramkarza, po czym wybuchła radość na własnym stadionie.
Wkrótce było ich więcej, gdy pchnięcie United rozerwało Liverpool na kawałki. Ponownie z prawej strony Fernandes dośrodkował do Sesko, który napotkał utrudnienia i nie dokończył przejazdu. Na murawę zszedł numer 9, który odbił się, gdy atak trwał nadal. Tym razem Luke Shaw z lewej strony podał piłkę do zawsze groźnego Fernandesa. Odbił głową, a Woodman skierował ją do środkowego napastnika, który po raz kolejny przewracając się, wpadł w drugą piłkę United.
Najgorszym koszmarem gości było prowadzenie 2:0 w 14. minucie. Liverpoolowi nie udało się włamać na terytorium United. Formacja 4-2-2-2 Slota – wystawiona z powodu nieobecności Alexandra Isaka – która umieściła Floriana Wirtza i Szoboszlai na (fałszywych) 9-kach, była niemal bezzębna. Kiedy Gakpo znalazł miejsce u gospodarzy D i oddał strzał, piłka minęła bramkę, ale przynajmniej czwarta w tabeli drużyna dywizji znalazła miejsce.
Problem Liverpoolu polegał na tym, że pozwalał United na zbyt wiele. Fernandes nie trafił w proste jak na niego otwarcie po dośrodkowaniu Mbeumo i posłał piłkę obok bramki, gdyż on i skrzydłowy byli nieoznakowani.
Liverpool był wkurzony. Szoboszlai, rzekomo ich totem, i Wirtz źle rozmieścili podania, a tempo było zbyt szybkie dla wszystkich w bieli. Pomagał im Darren England, którego wzrok był krzywy, gdy sędzia nie zauważył „fauli” Szoboszlaia, a następnie Maca Allistera, gdy powalił Mbeumo.
Frustracja Slot została zredukowana do wymachiwania rękami, gdy Jeremie Frimpong, zastępujący kontuzjowanego Mohameda Salaha, został złapany na spalonym, a przestępstwo było bardziej rażące, ponieważ miało to miejsce podczas usypiania, a nie szybkiej kontrataku.
Matheus Cunha dał Manchesterowi United prowadzenie w szóstej minucie. Zdjęcie: Dave Thompson/AP
Gdy rozeszła się wieść o tym, że Sir Alex Ferguson został zabrany do szpitala zapobiegawczo ze względu na złe samopoczucie, były menadżer, któremu podobno nic nie zagraża, byłby dumny z gry Manchesteru United w ataku.
Gdy zbliżała się przerwa, jeden z zawodników, Cunha i Sesko, powinien był zdobyć trzecią bramkę. Następnie w doliczonym czasie gry Fernandes dośrodkował z lewej strony boiska: nie miało to żadnego znaczenia, w przeciwieństwie do zwykłych 45 minut spędzonych przez Manchester United.
W drugiej połowie Diallo zastąpił Sesko, a zawodnik z Wybrzeża Kości Słoniowej przytulił się do Carricka, gdy ten ruszył dalej. Natychmiast decyzja przyniosła odwrotny skutek. W pobliżu środkowego koła skrzydłowy posłał piłkę do Szoboszlai.
Ruszył do przodu, Harry Maguire cofnął się i robił to dalej, Węgier slalomem slalomował na prawo od bramki Lammensa, po czym spokojnie przetoczył się obok bramkarza w lewy róg. Diogo Dalot być może nie zauważył Belga.
To było wspaniałe ze strony Szoboszlai, fatalne ze strony Diallo i Maguire’a. Cóż więc może być lepszą ripostą niż płynna przeprowadzka do domu? Było tam wirowanie piłki Casemiro, Fernandes zabijający ją prawym skrzydłem, a następnie uderzający piłką w poprzek, a tylna pięta Mbuemo pokonała Woodmana, a Liverpool uratował dopiero prawym słupkiem.
Jednak nic nie uratowało Lammensa, gdy zwykle niezawodny stoper wypuścił swój trzask. Celując w Casemiro, znalazł czającego się Maca Allistera. Argentyńczyk dobił do Szoboszlai i gdy nieszczęsny Lammens wybiegł na boisko, odnalazł Gakpo, który podwyższył na 2-2.
Lammens skrzywił się, Carrick był oszołomiony, a odwiedzające zgromadzenie bawiło się. Liverpool był gorszy pod każdym względem oprócz ducha: wystarczyło, aby wyrównać i przeszkodzić United, który teraz miał przed sobą więcej rywalizacji.
Przykład: Szoboszlai wykonał zamach z rzutu wolnego, obrońca United zasnął, a Lammens wbił piłkę poza linię bramkową.
Teraz jednak nadszedł moment decydujący dla Mainoo i United nadal zmierzają ku zajęciu trzeciego miejsca.