Strona główna Sport Richarlison głową Tottenhamu, minął osłabioną Aston Villę i opuścił strefę zrzutu |...

Richarlison głową Tottenhamu, minął osłabioną Aston Villę i opuścił strefę zrzutu | Pierwsza liga

7
0


Roberto De Zerbi powiedział swoim zawodnikom Tottenhamu, aby uciszyli głosy walczące o ich uwagę, ale jego wewnętrzny monolog miałby niezwykle przydatną wartość w Villa Park. Kiedy w 25 minucie Richarlison wszedł na boisko i podwoił prowadzenie Spurs, De Zerbi w nieskazitelnie białych hi-topach wjechał na boisko jak za kierownicą Mario Kart, a tuż za nim Marcello Quinto, jeden z trenerów, którego Włoch przywiózł ze sobą na nominację w zeszłym miesiącu.

Po odnotowaniu pierwszego w tym roku zwycięstwa nad Wolves w ubiegły weekend, Spurs wrócili do West Midlands, aby po raz pierwszy od sierpnia pochwalić się kolejnymi zwycięstwami w Premier League. Co istotne, było to zwycięstwo, które wyprowadziło Spurs ze strefy spadkowej i zamieniło się miejscami z West Hamem, który w sobotę został pokonany w Brentford. Być może jest maj, ale Spurs w końcu zaczynają działać.

De Zerbi to dopiero jego czwarty mecz w tej pracy, a jego gracze najwyraźniej tańczą do jego melodii. Zrozumiałe jest, że kibice wyjazdowej drużyny Spurs wpadli w szał, gdy zabrzmiał ostatni gwizdek, a zmiennik Villi, Emiliano Buendia, pocieszony pod koniec meczu, nie zrobił nic, aby osłabić dobrą atmosferę w końcówce meczu. Zarówno podczas meczu, jak i sądząc po hałasie pod koniec, można było odnieść wrażenie, że to Spurs, a nie Villa, to zespół zajmujący wysokie miejsca w lidze i bliski zakwalifikowania się do Ligi Mistrzów.

Tottenham był lepszy od Villi pod każdym względem, jeszcze zanim Conor Gallagher, cel Villi w styczniu, otworzył wynik po kilkunastu minutach dzięki fenomenalnie oddanemu uderzeniu w dolny róg zza pola karnego. Villa była winna tego, że od początku nie wykonywała żadnych poleceń, a złowieszcza statystyka wskazuje, że Spurs mają teraz w lidze więcej zwycięstw na wyjeździe niż oni w tym roku.

Dla Villi kolejna wstrząsająca porażka i kolejny anemiczny występ. Nottingham Forest spodziewa się, że Villa zapewni swój mecz A w rewanżu półfinału Ligi Europy, ale w pewnym sensie Vítor Pereira musiał oblizywać wargi podczas tego występu Villi. Być może największym zmartwieniem Foresta jest to, że Villa z pewnością nie może sobie pozwolić na tak letni spektakl w czwartek. Występ Villi był jednym z najgorszych, jeśli nie najgorszym, odkąd Unai Emery objął drużynę trzy i pół roku temu. Nic nie było bardziej niepokojącym pokazem niż oznaczenie Jadona Sancho na spalonym po przyjęciu piłki po rutynowym wykonaniu krótkich rzutów rożnych kilka minut po rozpoczęciu drugiej połowy. Emery i Villa Park będą domagać się reakcji.

Emiliano Martínez może tylko patrzeć, jak Conor Gallagher we wczesnej fazie strzału przelatuje obok niego i daje Spurs prowadzenie. Zdjęcie: Matthew Childs/Action Images/Reuters

Biorąc to pod uwagę, nic dziwnego, że De Zerbi jest nieugięty i twierdzi, że Spurs mogą wygrać wszystkie pozostałe mecze, a wyjazd do Chelsea będzie poprzedzony meczami u siebie z Leeds i Evertonem. Z pewnością zaletą jest również to, że Spurs nie opuszczają odtąd Londynu, podczas gdy West Ham udaje się do Newcastle. Spurs przepracowali, mieli więcej mięśni i walczyli z anemiczną drużyną Villi. Spurs przejęli drugie piłki i wykorzystali brak entuzjazmu Villi. De Zerbi przechytrzył Emery’ego, którego siedem zmian mających na celu przełamanie przewagi Foresta w czwartek przyniosło spektakularne odwrotne skutki. Jak Villa tęskniła za Johnem McGinnem, kapitanem Villi nieobecnym z powodu kontuzji.

De Zerbi emanuje charyzmą i wniósł powagę, której po prostu brakowało jego poprzednikom. Ale w dwukrotnie szybszym czasie wyostrzył także drużynę Spurs. Włoch zdaje sobie sprawę, że nadal ma swoje wady, ale podwoił mocne strony, mimo że ma rozdętą listę kontuzji, największą w lidze. Rodrigo Bentancur, który w pierwszej połowie uderzył w murawę po niezdarnym lądowaniu pod presją Lamare’a Bogarde’a, został zmuszony do gry w połowie drugiej połowy.

Kontuzje Dominica Solanke i Xaviego Simonsa zmusiły De Zerbiego do wymuszonych zmian. Awans Richarlisona sowicie się opłacił, a start rozpoczęli także João Palhinha, Mathys Tel i Destiny Udogie. Komunikat De Zerbiego był mądry, a po tym, jak podniósł się i dodał pewności siebie trójce z przodu, która wpadła w szał, trio spełniło swoje zadanie. Randal Kolo Muani, który, jak zauważył De Zerbi, Paris Saint-Germain zapłacił kilka lat temu 76,4 miliona funtów, był zajęty prawą stroną i odszedł, przybijając piątkę kibicom na wyjeździe. Tel był ożywiony, a Richarlison strzelił gola, który zabił Villę, po czym minął Emiliano Martíneza w polu karnym z sześciu jardów.

Palhinha oddał strzał w słupek, a Spurs starali się podwoić prowadzenie i choć po przerwie Villa udało się uporządkować, podopieczni De Zerbiego nie mieli żadnych problemów. Antonin Kinsky nie miał nic do obrony i wszystkie pięć celnych strzałów Villi miało miejsce w drugiej połowie, a Buendia strzelił głową na kilka sekund przed końcem. Tammy Abraham miał zaledwie osiem kontaktów w pierwszej połowie i godzinę po kolejnym bezsensownym wyjeździe zastąpił go Ollie Watkins.

Pierwsza bramka Gallaghera była słodka i Emery’emu zaboli fakt, że to zawodnik, którego bardzo podziwia, ponownie zagoił ranę po porażce w pierwszym meczu na City Ground. Bramka padła po długim rzucie Kevina Danso, a kontrola bocznych nóg Gallaghera, zaledwie w połowie obroniona, wyeliminowała Abrahama, a kolejnym uderzeniem posłał potężny, niski strzał w róg. Gallagher uderzył w powietrze, a gracze z pola Spurs, wszyscy ubrani w jaskrawe żółte stroje, cieszyli się tą chwilą. De Zerbi chciał jednak więcej i wezwał Palhinhę na motywującą przemowę. Spurs dostali to i jeszcze trochę.