Większość ludzi zgodzi się, że media głównego nurtu kompleksowo (choć nie całkowicie z sukcesem) opisały kulturę „incel”. Na małym ekranie można było zobaczyć takie filmy jak Adolescent i Louis Theroux: Inside the Manosfera; filmy oferują wiele medytacji na temat męskiej radykalizacji, takie jak Bestia, Manodrome, Don’t Worry Darling, Joker, a nawet Barbie’s Kens.
Ironia przeoczenia kobiet wydaje się zbyt oczywista, by ją lekceważyć, a mimo to zdecydowanie cierpimy na niedostatek ekranowych „kobiet”. Ten brak reprezentacji jest tym bardziej rażący w obliczu rozwoju kultury trawiastych i napływu zwolenników „alternatywnej prawicy” – składającej się głównie z wpływowych kobiet nazywanych kobiecością – oraz faktu, że około 50% białych kobiet w USA głosowało w 2024 r. na Donalda Trumpa.
Oczywiście nie wszystkie głosujące na Trumpa kobiety można uznać za femcelki. Kultura femcel również nie wskazuje na takie samo zachowanie jak kultura incel, ponieważ kobiety z alt-prawicy mają tendencję do zajmowania mniej agresywnych platform. Często to wpływowe kobiety z różowymi plamami promują smaczniejsze wersje prawicowych ideałów (takich jak tradycyjny styl życia), służąc jako agentki werbujące do dalszej radykalizacji. Poprzez ciągłe wymazywanie tych kluczowych uczestników na rzecz ich głośniejszych męskich odpowiedników, kino utknęło, prezentując ograniczone spojrzenie na alt-prawicę i wiele łatwo dostępnych dróg do ekstremizmu.
Próby kina zrozumienia kobiecych tendencji do mrocznego internetu często ograniczają się do mocno estetyzowanych filmów, w których instagramowi pasjonaci dokładają wszelkich starań, aby osiągnąć pożądany styl życia, jak na przykład Ingrid Goes West, Not OK i Sick of Myself. Jednak kilka filmów wyniosło internetową radykalizację kobiet poza tę płytką sferę – „Nie oczekuj zbyt wiele od końca świata” Radu Jude, „Czerwone pokoje” Pascala Plante’a i najnowszy dodatek do niszowej kategorii kina femcel – „Dramat” Kristoffera Borgliego.
Empatia… Zendaya z Robertem Pattinsonem w Dramacie. Zdjęcie: Landmark Media/Alamy
Duża część krytyki wokół najnowszego filmu Borgliego oskarża go o ślepą na rasę i płeć obsadę. Zendaya i Robert Pattinson grają Charliego i Emmę, którzy są szczęśliwie zaręczoną parą, dopóki Emma nie wyjawi, że jako nastolatka planowała, ćwiczyła i prawie doprowadziła do strzelaniny w szkole. Niektórzy komentatorzy nie mogą zrozumieć, jak czarna nastolatka (młodą Emmę gra Jordyn Curet) mogła brać pod uwagę formę przemocy, która w przeważającej mierze jest domeną białych sprawców płci męskiej. Borgli potyka się o zrozumienie skrajnie prawicowej radykalizacji – Emmę najwyraźniej zainspirowała „estetyka” tego wszystkiego i prawdziwy przypadek 16-letniej amerykańskiej strzelanki w szkole „Nie lubię poniedziałków” Brendy Spencer – nigdy nie udało się zbadać, w jaki sposób jej rasa może mieć na to wpływ. Pomijając retrospekcje, to obecne momenty w Dramacie – szczególnie na ślubie Emmy, kiedy staje się ona obiektem gniewu swojej przyjaciółki Rachel (Alana Haim) – doskonale pokazują, jak mało empatii okazujemy kobietom, które wyszły z ciemnej ścieżki. Mężczyźni, którzy odrywają się od frakcji ekstremistycznych, są traktowani jak dzieci, gdy próbujemy zrozumieć ich motywacje, podczas gdy kobiety są po prostu pogardzane.
Podobnie jak Emma, Kelly-Anne (Juliette Gariépy) z Red Rooms nurkuje w głąb ekstremistycznej apteczki, aby wyciągnąć czarną pigułkę, co jest jeszcze bardziej zaburzoną formą przebudzenia skrajnej prawicy niż połknięcie czerwonej pigułki, w której nihilizm może prowadzić do destrukcyjnych tendencji. W thrillerze sądowym Plante Kelly-Anne jest hakerką mającą obsesję na punkcie prawdziwej zbrodni, która śledzi proces Ludovica Chevaliera (Maxwell McCabe-Lokos), oskarżonego o zamordowanie trzech nastoletnich dziewcząt. Chociaż jej nihilizm nie jest zakorzeniony w chęci zadawania skrajnej przemocy, niemniej jednak naciska przycisk autodestrukcji, zwłaszcza gdy pojawia się w sądzie przebrana za jedną z zamordowanych dziewcząt, trafiając do ogólnokrajowych wiadomości i tym samym rujnując swoją karierę modelki. Nic z tego nie ma znaczenia dla Kelly-Anne, ponieważ jej życie w Internecie napędza i finansuje jej istnienie; nie musi już trzymać się moralności świata zewnętrznego.
Samozniszczenie… Laurie Babin (po lewej) i Juliette Gariépy w Red Rooms. Foto: Nemesis Films
Frakcje kultury femcel są tak samo różnorodne jak ich męscy odpowiednicy i kino powinno to odzwierciedlać. Są tacy, jak Angela (Ilinca Manolache) w „Nie oczekuj zbyt wiele od końca świata”, którego prawdziwy odpowiednik jest najbliższy publiczności na Dimes Square, która czerpie korzyści z przepełnionych ironią kontrowersji. Głównym źródłem dochodu Angeli jest praca asystentki produkcji, w ramach której całymi dniami jeździ po ponurych dzielnicach mieszkaniowych Bukaresztu w Rumunii. Jednak pomiędzy wywiadami z potencjalnymi członkami obsady do filmu o bezpieczeństwie w pracy tworzy własne treści, w których wykrzykuje mizoginiczne tyrady za pomocą filtra, który nakłada twarz Andrew Tate’a na jej własną. Jej codzienne życie jest pozbawione celu, ale jej życie w Internecie tętni w porównaniu z tym, co wskazuje na to, w jaki sposób obecnie niezwykle dochodowa kultura influencerów może przyciągać użytkowników i zachęcać ich do flirtowania z kontrowersjami.
Chociaż filmy te pokazują, że zaczęliśmy badać radykalizację kobiet w internecie, są to rzadkie odkrycia, co skłania do zastanowienia się: dlaczego media tak chętnie podjęły problem radykalizacji w internecie mężczyzn, a nie kobiet? Z tym pytaniem zmagała się Lois Shearing w książce Pink-Pilled: Women and the Far Right, która ukazuje, jak zaangażowanie kobiet w ruchy skrajnie prawicowe zawsze było kluczowe dla ich sukcesu. W książce dowodzi się, że powszechne zaprzeczanie radykalizacji kobiet wynika częściowo z „życzliwego” seksistowskiego poglądu, który postrzega kobiety jako z natury opiekuńcze i matczyne”, co Charlie prezentuje w „Dramacie”. W pierwszym szkicu toastu weselnego, sporządzonego przed wyznaniem Emmy, Charlie opisuje swoją narzeczoną jako życzliwą i empatyczną, choć widzom nigdy nie pokazano tego dowodów. Czy Emmie kiedykolwiek było naprawdę ciepło, jak ją opisuje, czy też, co bardziej prawdopodobne, po prostu rzutował na nią cechy, które według niego czynią kobietę materiałem na małżeństwo?
Wolą zamieszkiwać w ciemnych zakątkach sieci niż łączyć się z rówieśnikami, Emma, Kelly-Anne i Angela mają rzadką cechę, która jest sprzeczna z ciepłymi, dobrze uspołecznionymi stereotypami kobiecości, co wywołuje moralną ambiwalencję, do której zachęcają algorytmy nastawione na zysk, kultura influencerów i ekonomia uwagi. Jednak nadal postrzegamy te postacie jako anomalie i nie udaje nam się przedstawić ani poddać wnikliwej analizie kobiet, które decydują się na uczestnictwo i organizowanie w środowiskach, w których szerzy się mizoginia. Maksymalny wygląd mężczyzn z manosfery może wydawać się ekstremalny, ale pomagają im kobiety ze skrajnej prawicy, które zmiękczają wizerunek ruchu, czyniąc go znacznie łatwiejszym do przełknięcia.