Strona główna Kultura Recenzja Ultras – list miłosny do najbardziej oddanych kibiców piłki nożnej |...

Recenzja Ultras – list miłosny do najbardziej oddanych kibiców piłki nożnej | Film

4
0


Oto epicki wizualnie i zaskakująco pozytywny dokument o oczernianej subkulturze: piłkarskich ultrasach. Dyrektor Ragnhild Ekner jest fanatyczką IFK Göteborg, ale ogólnie rzecz biorąc, jest jeszcze bardziej ultra ultras i porusza się tutaj po imponującym terenie – od Szwecji po Maroko, od Włoch po Indonezję – aby podkreślić, jak bardzo są to uniwersalne zjawiska. Choć docenia zbiorową siłę ultras – tego, co Martin Amis nazwał kiedyś „Jowiszem tłumu”, jej głównym argumentem jest to, że zostanie superfanem to akt indywidualistycznego buntu przeciwko dławiącemu status quo politycznemu i gospodarczemu.

Ekner upiera się również, że ten hardcorowy fandom to nie tylko akt sprzeciwu, ale przede wszystkim rodzina. Ona i inni obecni świadczą o sile tej solidarności, dla której sam futbol może być niemal przypadkowy i gdzie przynależność rodzi żarliwą kreatywność. Długa sekwencja, przewijająca się przez cały film, poświęcona jest tworzeniu tifos, gigantycznych sztandarów rozwijanych przez tłum, na których znajdują się insygnia klubowe lub fantastyczne obrazy. Pokazany tutaj wysiłek w Göteburgu pochłonął około 2200 roboczogodzin i kosztował 30 000 euro, a cała praca i materiały zostały przekazane z miłości. Zsynchronizowany występ zwolenników PSS Slemana z Javy – zamiany tarasu w quasi-pikselowy wyświetlacz za pomocą wymachujących kartkami papieru – zapiera dech w piersiach.

Prowadząc chór swoim filozoficznym głosem, stronniczość Ekner oznacza, że ​​nie przejmuje się zbytnio kwestionowaniem wielu występujących tu sprzeczności. Fandom może wzmacniać pozycję młodych muzułmanek, ale jak to się ma do konformizmu panującego na argentyńskich stadionach, gdzie kibicki muszą przestrzegać kodeksów macho? A eufemistyczne ocenianie chuligaństwa, nawet biorąc pod uwagę uroczysty cel filmu, wydaje się zaniedbaniem – szczególnie w obecnym globalnym klimacie politycznym, w którym liczą się skrajnie prawicowe i paramilitarne powiązania wielu ultrasów.

Nawet ukazana tutaj estetyka – powiewające flagi, skoordynowane masy – ma w sobie ukryty faszyzm, który Ekner woli ignorować. Na szczęście odwołuje się także do innych skojarzeń, które w intrygujący sposób pozycjonują ultraizm jako życiodajne, elementarne źródło – dźwięk uderzających fal oceanu pod kaskadowymi pieśniami lub powolne zanikanie w koronach drzew, gdy zwolenniczka Nueva Chicago opowiada o fandomie, który pomógł jej przezwyciężyć smutek po stracie syna.

Inne fragmenty jasno pokazują pogląd reżysera, że ​​ultras mogą być politycznie postępowe: brytyjscy fani spoza ligi odzyskujący sport z rąk hiperkapitalizmu Premiership lub rola, jaką odegrali zagorzali al-Ahly podczas protestów na placu Tahrir. Może to być pogląd częściowy, ale trudno go nie poruszyć.

Ultras w brytyjskich kinach od 24 kwietnia.