Strona główna Sport Oglądanie Arsenalu jest bolesne, ale może po prostu w ten sposób wygrywa...

Oglądanie Arsenalu jest bolesne, ale może po prostu w ten sposób wygrywa się mecze | Arsenał

8
0


I tak zostałem memem. Pod koniec tego meczu, już zarezerwowany dla stania na skraju boiska i wymachiwania rękami w baletowej, nieskazitelnie przygotowanej pozie grozy, niczym przerośnięta figurka na tort weselny na najbardziej żenującym weselu na świecie, Mikel Arteta naciągnął sweter na oczy, aby zasłonić widok przed nim. Nie tak szybko, Mikel. Wiesz, jesteśmy w tym wszyscy razem.

Po końcowym gwizdku, z kontrolowanym, dobrze wykonanym zadaniem 0:0, Arteta kroczył przed kolumną pomeczową zawodników Arsenalu, prowadząc kibiców – pilna, zwarta, ciemnowłosa postać, w której z daleka widać było coś w rodzaju niefrasobliwego Toma Cruise’a.

I na tym etapie w Emiratach dominowała ulga: po pomyślnie zakończonym rewanżu; i też, trzeba powiedzieć, po prostu zakończoną. To był kolejny trudny mecz.

Sporting to rodzaj drużyny, przeciwko której będziesz grać każdego wieczoru, sękaty i przeszkadzający, coś w rodzaju piłkarskiego rdestowca. Arsenal będzie ogromnie zadowolony z tego wyniku. Osiem czystych kont. Kolejna data dobiegła końca. Są teraz w półfinale, a między nimi Atlético Madryt i jeszcze jedna drużyna mają pierwszy tytuł Ligi Mistrzów. To jest tylko dobre. Może w ten sposób wygrywasz różne rzeczy. Nawet jeśli nie do końca tak się czuło.

W środku tego wszystkiego warto wspomnieć o kibicach Arsenalu, którzy stali się obecnie widowiskiem wokół tego klubu, jego najbardziej teatralnym elementem i którzy zostali niesłusznie oczernieni jako całość. Z daleka łatwo założyć, że cała rzesza fanów Arsenalu jest w uścisku pewnego rodzaju błędu kategorycznego.

Były gwizdy i wcześniejsze strajki. Jednak to wciąż może być najlepszy sezon w historii klubu. Mówiąc ściślej, piłka nożna ma być zabawą, kolektywizmem, ciepłem i dramatem. Dlaczego więc zamiast tego mam wrażenie, że ktoś bardzo powoli odrywa paznokcie u nóg za pomocą sekatora do przycinania?

Skąd stan całkowitego strachu, niepokoju, który wydaje się nadmierny, całkowicie nieproporcjonalny do rzeczywistego zdarzenia. Ale niewłaściwe jest również obwinianie za to fanów. Choćby dlatego, że to, co produkuje Arsenal, to naprawdę dziwny spektakl. Piłka Artety to swoista wersja posiadania piłki, kontroli i przerywania gry.

To może przypominać domyślną próbę wygrania, tonięcia nieco wolniej niż drugi facet. Nikt nigdy nie awansował na tak wielu frontach, grając w ten sposób.

Tutaj Arteta zaczynał karierę z czterema środkowymi obrońcami, w tym z Cristhianem Mosquerą, który jest doskonałym obrońcą w sytuacjach jeden na jednego, ale na poziomie gatunku ustępuje Jurriënowi Timberowi jako bocznemu obrońcy grającemu piłką. I od początku było poczucie nieobecności. W ostatniej tercji Arsenal prezentował nieco sprzeczne noty.

Mikel Arteta kibicuje kibicom po kolejnym niewygodnym wieczorze dla Arsenalu. Zdjęcie: Tom Jenkins/The Guardian

Podania, które miały po prostu niewłaściwą wagę lub linię. Wczesne krzyże unikały. Kuszące jest stwierdzenie, że Arsenalowi w takich momentach brakuje Martina Ødegaarda. Ale brakuje im poprzedniego Martina Ødegaarda, Martina Ødegaarda Martina Ødegaarda również tęskni.

Rui Borges od razu stanął przy linii bocznej w kamizelce w kolorze kitu i wysokiej klasy spodniach w kolorze cappuccino, niczym światowy ambasador koloru jasnobeżowego. Jego zespół Sporting jest dobrze wyszkolony i mocny fizycznie. Morten Hjulmand przez chwilę grał w środku pola.

Posłuchaj pierwszego prawdziwego drżenia mamroczących głosów i pojedynczych okrzyków przerażenia. Victor Gyökeres miał okazję z bliskiej odległości po lewej stronie, ale słabo ją szturchnął prawą nogą. Bycie jednonożnym naprawdę działa tylko wtedy, gdy twoja zdrowa stopa to różdżka, pędzel, karabin snajperski lub przynajmniej całkiem dobra.

I w tym momencie wystarczył jeden cel, aby zamienić powolną pracę trzymania w katastrofalnie pasywny pokaz. Wyobraź sobie, jeśli chcesz, nagi horror drużyny Arsenalu biorącej udział w rzutach karnych, czyli rodzaj treści, który prawdopodobnie powinien wymagać potwierdzenia wieku lub po prostu masowej pikselacji.

Ale tłum pozostał przy tym. Próbowano generować hałas, szukać elementów dopingujących. W przerwie meczu na Emirates zagrali „I Feel For You” i wydawało się to słuszne. Oglądanie tego stało się ciężką próbą, przeżyciem, które trzeba znieść, jak oglądanie autonomicznego samochodu, który utknął na czwartym biegu, wciąż uparcie trzymając się kursu. Jak masz się z tym czuć?

Tutaj nastąpiło rozluźnienie, gdy gra zbliżała się do końcowego punktu. Arsenal w końcu wypracował sobie utrzymującą się presję około godziny meczu, Gabriel Martinelli w końcu strzelił gola, a brawa były niemal czułe, takie, jakie można by dać szczególnie niespokojnemu siedmioletniemu siostrzeńcowi, który w końcu spróbował skoczyć na zjeżdżalnię. Nikt nie wyszedł. Na koniec Arteta został kuratorem spektaklu. A Arsenal pełza dalej, ten dziwny, powolny wyścig w stronę mety, spektakl, który naprawdę nie przypomina żadnego innego.