Strona główna Sport 59 000 biegaczy, 93 024 żeli energetycznych i 100 milionów funtów na...

59 000 biegaczy, 93 024 żeli energetycznych i 100 milionów funtów na cele charytatywne: maraton londyński kwitnie | Maraton Londyński

4
0


Poranek maratonu londyńskiego zawsze unosi się w powietrzu magią. Ale w tym roku wydarzenie zapowiada się na olśniewające i wznoszące się bardziej niż kiedykolwiek. W niedzielnym wyścigu weźmie udział rekord świata 59 000 osób, które zebrały blisko 100 milionów funtów na cele charytatywne, połykając 93 024 żeli Lucozade z Greenwich do centrum handlowego. Krążą także pogłoski o próbie bicia rekordu świata mężczyzn. Ale największy hałas dochodzą od tych, którzy wychwalają nową złotą erę biegania.

Liczby są zdumiewające. Fakty bezsporne. W tegorocznym wyścigu do głosowania przystąpiło ponad 1,1 miliona osób – o 750 000 więcej niż cztery lata temu. Warto zauważyć, że jedna trzecia z nich należała do kategorii 18–29 lat, przy czym kobiety stanowiły największy odsetek osób poniżej 30. roku życia.

Maraton Londyński jest obecnie tak duży, że – jak ujawnił w zeszłym miesiącu „The Guardian” – organizatorzy planują podzielić go na dwa dni w 2027 r., aby mogło w nim wziąć udział 100 000 uczestników. Jednak boom na bieganie, napędzany przez pokolenie Z, kobiety i media społecznościowe, był czymś, czego niewiele osób się spodziewało.

Prezenterka BBC Sophie Raworth pamięta, że ​​kiedy w wieku 38 lat zaczęła biegać, nie spotykała na drogach wielu innych kobiet. Kiedy jednak rozpoczęła treningi do styczniowego, 13. maratonu londyńskiego, była oszołomiona tym, co zobaczyła.

„Spotkałem się z grupą w sklepie rowerowym niedaleko Tamizy” – mówi Raworth, którego nowa książka Running on Air jest listem miłosnym do sportu. „W pierwszym biegu, w którym wystartowaliśmy, pojawiło się 220 osób. Średnia wieku wynosiła 29 lat, a większość z nich to kobiety. Była 7.45 w niedzielny poranek. Pomyślałam sobie: w tym wieku jeszcze spałam. To niesamowite.”

Kluczem do boomu była eksplozja nowego rodzaju klubów lub „załog” biegaczy. W przeciwieństwie do tradycyjnych klubów, ich nacisk nie jest zwykle kładziony na superszybkie czasy, ale na integrację, radość z biegania i pogawędek, a potem na kawę.

A to kobiety z pokolenia Z najbardziej je wspierają. Według Jenny Mannion, która w 2023 roku założyła kobiecą grupę Runners and Stunners, dzieje się tak dlatego, że po pandemii szukają one innych, rzeczywistych doświadczeń niż milenialsi tacy jak ona.

„Przed kwarantanną byłam typem imprezowiczki” – mówi Mannion, która regularnie organizuje wydarzenia dla wolniejszych biegaczy w Londynie, Bristolu, Brighton i Manchesterze. „Zamiast szukać kontaktu międzyludzkiego w drodze do pubu, wolą biegać.

Tigst Assefa pławi się chwałą zwycięstwa w maratonie londyńskim kobiet w 2025 r. Zdjęcie: Tom Jenkins/The Guardian

„Wszystko to nabrało ogromnego rozgłosu także za sprawą mediów społecznościowych. Wiele osób w wieku od 18 do 30 lat korzysta z Tiktoka i Instagrama. Kiedy chcą pobiegać, stwierdzają, że bardzo dobrze wpływa to na zdrowie psychiczne. Bieganie w grupie 200 kobiet w sobotni poranek dodaje im sił.”

Potwierdza to Lillie Bleasdale, która prowadzi internetową firmę coachingową dla kobiet Passa. Przytacza także inny czynnik: bieganie w grupie sprawia, że ​​kobiety czują się bezpiecznie, a nowicjusze chętniej się tego trzymają, nawet jeśli na początku mają trudności.

„Kobiety aktywnie poszukują przestrzeni, w których czują się komfortowo i bezpiecznie – gdy zapewnione jest im takie środowisko, nie tylko uczestniczą, ale zostają i zabierają ze sobą innych” – mówi. „Wiadomość pocztowa była ogromnym czynnikiem napędzającym nasz rozwój. Dla wielu kobiet poczucie bezpieczeństwa i wsparcia ma fundamentalne znaczenie dla konsekwentnego wykonywania ćwiczeń – i to jest coś, co te grupy traktują coraz bardziej priorytetowo. „

Tymczasem największe światowe marki sportowe coraz częściej produkują buty, które są bardziej miękkie i wygodniejsze niż tradycyjny strój do biegania, a jednocześnie są modne.

Kevin Fitzpatrick, wiceprezes New Balance, twierdzi, że takie podejście pomogło firmie osiągnąć rekordowe przychody.

„To, co widzieliśmy od czasu pandemii, to całkowite przepisanie kultury biegania i tego, co to znaczy być biegaczem” – mówi. „Widzimy znacznie większą integrację. Naprawdę ekscytujące jest to, że ten wzrost jest napędzany przez młodszych biegaczy. Wielu twórców zaczęło także biegać ze świata muzyki, sztuki i mody, co stworzyło znacznie bardziej kreatywną i zróżnicowaną społeczność, a teraz jest to miejsce, do którego ludzie chcą należeć”.

Wskazuje na niedawno wypuszczone buty New Balance Ellipse, które, jego zdaniem, przyciągnęły do ​​firmy nowych klientów. „Jesteśmy istniejącą marką od początku lat pięćdziesiątych, ale niezwykle ważne jest, abyśmy stale śledzili ewolucję danej kultury i utrzymywali z nią dwustronną rozmowę” – dodaje.

To wszystko jest zupełnie inne od tego, co miało miejsce na początku maratonu londyńskiego w 1981 roku. Do mety dotarło wówczas zaledwie 6255 osób, z czego 95% stanowili mężczyźni. Nawet 15 lat temu w tej rasie przeważali mężczyźni.

Dyrektor wyścigu maratonu londyńskiego, Hugh Brasher, mówi, że jest zachwycony tymi zmianami i ogromnym rozwojem biegania. A w świecie targanym konfliktem na Bliskim Wschodzie, strachem przed sztuczną inteligencją i dużą niepewnością gospodarczą, na koniec podkreśla, dlaczego niedzielny wyścig jest tak ważny.

„Myślę, że jedną z popularności maratonów jest to, że naprawdę zbliżają ludzi” – mówi. „Wiemy, że jesteśmy znacznie bardziej podobni niż różni. Podróżowałem z Londynu do Kapsztadu na motocyklu. Spotykasz ludzi i zdajesz sobie sprawę, jacy są mili i że zdecydowana większość ludzi jest niewiarygodnie gościnna. To właśnie pokazuje maraton londyński. Myślę, że potrzebujemy więcej ducha wspólnoty i wspólnoty. „