Strona główna Sport W wieku 41 lat LeBron James cofa zegar i zabiera Lakers na...

W wieku 41 lat LeBron James cofa zegar i zabiera Lakers na bajkową rundę play-off | NBA

3
0


Mamy 12 marca, a Los Angeles Lakers są w trakcie dobrej passy, która przyciąga wiele zasłużonej uwagi w miesiącu, w którym przegrali tylko dwa konkursy, a wygrali 15. Nastroje w szatni są najwyższe w historii i wyraźnie widać po rozmowie z LeBronem Jamesem, 41-letnim weteranem i najlepszym kandydatem wszechczasów, który niedawno odłożył na bok swoje ego, aby przyjąć tę rolę jako trzecią opcję zespołu, że wierzy w to, w co zaczyna wierzyć wielu graczy w NBA: jego Lakers mają realną szansę na rywalizację.

„Kiedy się starzejesz, doceniasz tę chwilę bardziej niż cokolwiek innego. Kiedy jesteś młodszy, myślisz o tym, co zrobiłeś w przeszłości i co nadejdzie w przyszłości”, mówi mi, gdy pytam, jak udało mu się być ostatnio tak obecnym, w świetle wzlotów i upadków wywróconego do góry nogami sezonu Lakers. „Ale jedyne, co wiemy na pewno, że się dzieje, to ta chwila”.

To uczucie było bardziej przejmujące, niż nawet James był wtedy w stanie to sobie wyobrazić. Zaledwie kilka tygodni później, 2 kwietnia, wiatr został szybko i bezlitośnie znokautowany z tych pływających żagli, kiedy w ferworze biblijnego bicia z rąk lidera MVP Shaia Gilgeousa-Alexandera i jego klasy konferencyjnej Thunder, drzwi do posezonowej drużyny Lakers najwyraźniej zatrzasnęły się im przed nosem w centrum Oklahoma City. Lakers byli już wyczerpani emocjonalnie, mieli o rząd wielkości przewagę, przegrywając do przerwy 31 punktami. Następnie, w ciągu kilku minut trzeciej kwarty, Luka Dončić i Austin Reaves, rozpoczynający drużynę na polu obrony, zostali pauzowani na czas nieokreślony z powodu kontuzji. Uderzenie było druzgocące. Sezon się skończył. To znaczy, dopóki tak nie było.

Jeszcze miesiąc temu wydawało się, że dni Jamesa jako opcji nr 1 mają już za sobą i nie bez powodu. Jest czworonogiem i jest najstarszym graczem w NBA od dwóch lat z rzędu. Dzieli drużynę z Dončiciem, 27-letnim wieloletnim kandydatem na MVP i spadkobiercą franczyzy Lakers. Kiedy jednak zaledwie kilka tygodni przed rozpoczęciem sezonu posezonowego Lakers stracili dwóch czołowych strzelców, James miał dwie możliwości: zakończyć sezon lub spróbować nieść drużynę na swojej mierzącej 180 cm ramie, jak robił to wiele razy wcześniej.

Ani Vegas, ani eksperci od koszykówki nie dali Lakersom żadnych szans w starciu z Houston Rockets w pierwszej rundzie serii, w której objęli imponujące prowadzenie 3:0, zanim przypieczętowali zwycięstwo w sześciu meczach w Houston w piątkowy wieczór. Wątpliwości były uzasadnione; Bez Dončicia i Reavesa Lakers byli w wyraźnie niekorzystnej sytuacji pod względem talentów. (Kevin Durant z drużyny Rockets opuściłby pięć z sześciu meczów z tej serii). Zdenerwowanie było z pewnością wynikiem prawdziwego wysiłku zespołowego, wypełnionego mnóstwem fabuł z bajek: Luke Kennard, rozbitek z Atlanty, którego dopadł termin wymiany handlowej, zasadniczo wygrał mecz 1. Marcus Smart, przez wielu uważany za wyrzucony na brzeg, gdy Lakers przejęli go zeszłego lata, okazał się całkowicie niezastąpiony, zarówno jako facet od brudnej roboty, jak i mało prawdopodobny źródło punktacji. Deandre Ayton, znienawidzony środkowy z czołówki klasy draftu Dončicia, któremu Portland zapłacił za odejście zeszłego lata, był nieoceniony zarówno w defensywie, jak i na szkle. Natomiast JJ Redick, główny trener drugiego roku „podcaster”, który spotkał się z ogromną krytyką po rozczarowującym debiucie po sezonie przeciwko Minnesota Timberwolves w zeszłym sezonie, udowodnił w tej serii swoją siłę zarówno jako taktyk, jak i lider.

LeBron James i Lakers zmierzają do półfinału konferencji przeciwko Oklahoma City. Zdjęcie: Ashley Landis/AP

Ale historią tej serii był James, który w kluczowym trzecim meczu nie tylko odważnie przechwycił Reeda Shepparda z drużyny Rockets i cudem trafił za trzy punkty pod koniec regulaminowego czasu gry, zmuszając mecz do dogrywki (i ostatecznie zwycięstwa), ale zrobił to zaledwie kilka minut po wygranej 10-0 Lakers z własnym synem, w tym w ważnym meczu od seniora do juniora. W całej serii James cofnął zegar po obu stronach, notując średnio 23 punkty, osiem asyst i siedem zbiórek oraz prawie dwa przechwyty na mecz. Pod każdym względem był najlepszym zawodnikiem na parkiecie. Powiedzieć, że nikt nigdy nie zrobił tego, co on w tym wieku, to mało powiedziane. Prawda jest taka, że ​​nikt nawet się nie zbliżył.

„Robiłem to przez całą moją karierę, ale oni wciąż muszą to zaakceptować” – powiedział James w szatni po szóstym meczu, gdy powrócił do roli lidera w drużynie, w której cofnął się o krok. „To, że pozwalają mi nimi kierować, to wiele dla mnie znaczy”. Redick, wyraźnie poruszony po zobaczeniu na własne oczy kolejnego rozdziału w książce z historiami LeBrona Jamesa, mógł tylko potrząsnąć głową. „To, że zrobił to jeszcze raz, ponownie zadzwonił, to naprawdę… w pewnym sensie zaskakujące” – powiedział Redick w piątkowy wieczór, próbując stłumić uśmiech. „Jeśli chodzi o przywództwo, on po prostu ma tę umiejętność nadawania tonu całej grupie i zrobił to ponownie dziś wieczorem, a nasi chłopaki zareagowali. Jestem z niego naprawdę szczęśliwy. „

Ojciec Czas jest niepokonany, jak głosi powiedzenie. Jak się jednak okazuje, jego losy nie są takie proste. James, który jest już twarzą ligi już od trzeciej dekady i jest od 10 do 20 lat starszy od większości swoich konkurentów, okazał się potężnym pretendentem. „Kopię go w tyłek” – James ze śmiertelną powagą zachichotał po zakończeniu serii. Po dwudziestu trzech rundach ma czas na linach.

Reaves, który był w stanie powrócić po poważnym obciążeniu mięśniowym i zapewnić posiłki w dwóch ostatnich meczach serii, powiedział, że nie uważa tego, co robi James za oczywiste. „Powiedziałem mu po meczu, że chciałbym myśleć, że mamy całkiem dobre relacje, więc podszedłem do niego i pomyślałem:” Jesteś szalony. To, co robisz… To nie jest normalne „- powiedział. „Ze względu na wiek, czy cokolwiek, gra w lidze od 23 lat… Sposób, w jaki (nadal) potrafi kontrolować grę, jest imponujący. Nie sądzę, że można opisać słowami, jak wyjątkowy był nie tylko dzisiejszego wieczoru, ale także w tej serii, w tym roku. Jestem po prostu szczęśliwy, że nie muszę grać przeciwko niemu. „

Lakers w półfinale Konferencji Zachodniej zmierzą się ze wspomnianym cierniem w swojej drużynie, Thunder. Z pewnością nie byłoby to częścią planu, gdyby Los Angeles miało swoich drutherów w sprawie przeciwnika w drugiej rundzie, zwłaszcza gdy Dončić wciąż był odsunięty na bok. Ale z drugiej strony w tym roku nic w Los Angeles nie poszło zgodnie z planem. To miał być rok przejściowy, dopóki wszystko nie zaczęło się układać, a chemia była zbyt silna, by temu zaprzeczyć. Miała to być opowieść o nieszczęściu, pytaniu „co by było, gdyby?” przypis w krótko przecinających się karierach dwóch megagwiazd w różnych punktach ich trajektorii w Jamesie i Dončiciu. W żadnym z niezliczonych możliwych harmonogramów nie była to drużyna LeBrona Jamesa do poprowadzenia. We wszystkich z wyjątkiem jednego widzieliśmy ostatniego superbohatera uciekającego przed nim po sezonie NBA.

Nic takiego nie miało prawa się wydarzyć. Ale bogowie koszykówki działają w tajemniczy sposób i na razie historia jeszcze się nie skończyła.