NASA planuje misję robotyczną, aby uratować starzejący się teleskop kosmiczny

NASA ma rozpocząć śmiałą misję ratunkową z wykorzystaniem robotów, co będzie długoterminowym przedsięwzięciem mającym na celu zapobieżenie rozproszeniu jednego ze starzejących się teleskopów w pył.

Jeśli przedsięwzięcie się powiedzie, może utorować drogę innym satelitom, dającym drugie życie.

Operacja ma potrwać kilka miesięcy i rozpocznie się wystrzeleniem robota zaprojektowanego do ratowania teleskopu kosmicznego Swift, który obecnie spada w stronę Ziemi.

Oczekuje się, że bez interwencji Swift wkrótce spłonie w atmosferze. Statek ratowniczy opracowany przez amerykański startup Katalyst miał wystartować we wtorek o godzinie 10:23 GMT (15:23 czasu PKT) z atolu Oceanu Spokojnego na pokładzie małej rakiety o nazwie Pegasus.

Jednak NASA przełożyła start, powołując się na niesprzyjające warunki pogodowe, i ustaliła następną próbę wystrzelenia „nie wcześniej niż w środę, 1 lipca” o godzinie 09:43 GMT (14:43 PKT).

Rakieta nośna nie wystartuje z platformy startowej. Zamiast tego zostanie wypuszczony z odrzutowca.

„Wszystko w tej misji jest szalone” – powiedziała ze śmiechem astrofizyczka NASA Regina Caputo podczas wywiadu dla AFP.

Po osiągnięciu orbity zbliżonej do orbity teleskopu robot musi zlokalizować Swifta w bezkresie kosmosu.

Celem jest wówczas, aby robot manewrował wokół teleskopu i zaczepił się o trzy ruchome ramiona. Następnie w ciągu co najmniej miesiąca będzie próbował wciągnąć Swifta na stabilną orbitę, ratując go przed zniszczeniem, przenosząc go około 300 kilometrów wyżej.

„To wiele nowości nałożonych na siebie” – powiedział Shawn Domagal-Goldman, dyrektor działu astrofizyki NASA, podczas niedawnej rozmowy telefonicznej z reporterami.

„Jestem po prostu głęboko wdzięczny, że w ogóle dajemy temu szansę”.

„Specjalny” teleskop

Pomysł takiej akcji ratunkowej może na pierwszy rzut oka wydawać się dziwny.

Teleskop Obserwatorium Neila Gehrelsa Swifta został wystrzelony w 2004 roku i pierwotnie został zaprojektowany na misję dwuletnią. Urządzenie miało badać rozbłyski gamma, które Caputo nazwał „najbardziej energetycznymi rzeczami, jakie dzieją się we wszechświecie”. Porównała to do doładowanej wersji supernowej, która oznacza dramatyczną, wybuchową śmierć gwiazdy.

Wyjaśniła, że ​​rozbłyski gamma są niezwykle krótkie, dlatego teleskop umieszczono na wysokości około 600 kilometrów na niskiej orbicie okołoziemskiej, aby mógł pozostawać w stałym kontakcie z badaczami.

Jednak z tym zawodowcem pojawiła się wada — na takiej wysokości urządzenie bez własnego napędu w końcu dryfowałoby bliżej Ziemi i spłonęło w atmosferze.

Caputo powiedział, że zjawisko to było oczekiwane i normalne, ponieważ gdy Słońce znajduje się w bardziej aktywnych stadiach cyklicznych, emituje więcej cząstek i powoduje ekspansję ziemskiej atmosfery.

Powoduje to opór, co oznacza, że ​​satelity na niskiej orbicie okołoziemskiej tracą wysokość. Kiedy jednak prognozy z początku 2025 roku wskazywały, że żywotność teleskopu dobiega końca, NASA zaczęła rozważać możliwość ratunku.

„Zdecydowaliśmy, że tak, tym razem chcemy zapisać ten film ze względu na jego wyjątkowy charakter” – powiedział Domagal-Goldman.

„50-50”

Pomimo swojego wieku teleskop Swift cieszy się dużym zainteresowaniem społeczności naukowej, zwłaszcza ze względu na jego możliwości szybkiego reagowania.

Gdyby się spalił, nie dałoby się go natychmiast wymienić.

Koszt misji polegającej na bezprecedensowych manewrach ma wynieść 30 milionów dolarów na uratowanie urządzenia, co pierwotnie kosztowało 250 milionów dolarów.

Robot ratunkowy o imieniu LINK będzie musiał stawić czoła licznym wyzwaniom i niewiadomym.

Na przykład inżynierowie nie mają jasnego obrazu tego, jak faktycznie wygląda tył teleskopu – mimo że to właśnie tam robot musi się zaczepić.

Caputo ze śmiechem oszacował szanse na sukces na „może 50–50”. Mimo to zarówno NASA, jak i firma Katalyst uważają, że misja – która może potrwać do jesieni – może utorować drogę nowym możliwościom w zarządzaniu statkami kosmicznymi i jest warta podjęcia próby.

Robert Lamontagne, wiceprezes Katalyst, powiedział podczas rozmowy telefonicznej z dziennikarzami, że może to oznaczać „początek nowego modelu” polegającego na „tankowaniu, zmianie położenia, zmianie przeznaczenia, naprawie, a nawet modernizacji satelitów, nawet jeśli nigdy nie były na to przygotowane”.