Strona główna Wiadomości Recenzja Balls Up – Mark Wahlberg to bohater obrzydliwej komedii piłkarskiej |...

Recenzja Balls Up – Mark Wahlberg to bohater obrzydliwej komedii piłkarskiej | Marka Wahlberga

9
0


Jeśli kolejna wojna w Zatoce Perskiej, klasyczne taktyki zawyżania cen i dalekobieżne wędrówki po stadionach zniechęcają Cię do tegorocznego Pucharu Świata, rozważ alternatywę zaproponowaną przez reżysera, który stworzył „Głupi i głupszy” oraz „Jest coś o Mary”. Balls Up to czwarty duży film fabularny, który Peter Farrelly reżyserował solo, odkąd on i jego brat Bobby zajęli się różnymi sprawami. I chociaż ta komedia znacznie przekracza poprzeczkę wyznaczoną przez natychmiastowe klasyki, Prime Video powinno przynajmniej dać jej szansę na samodzielne zaprezentowanie się w kinowej premierze – gdzie, jak można podejrzewać, ta sprośna rozkosz nie miałaby większych problemów ze znalezieniem publiczności, zwłaszcza wśród fanów piłki nożnej szukających ucieczki od zagłady i mroku, jakie państwo-gospodarz sprowadził na tegoroczny turniej.

Uwaga dla widzów, którzy myślą, że mają czas na wymyślenie zapierających dech w piersiach gagów w stylu żelu do włosów: ta komedia o kumplach jest obrzydliwa od samego początku. (Witamy w epoce streamingu!) Paul Walter Hauser wciela się w Elijaha, nieśmiałego projektanta produktów, stojącego za rewolucyjnym, zakrywającym jądra środkiem profilaktycznym dla mężczyzn, który jego chwiejąca się firma stara się pozycjonować jako oficjalną prezerwatywę Pucharu Świata. Mark Wahlberg wciela się w Brada, napalonego sprzedawcę, który podpisuje umowę z brazylijskim ministerstwem podróży, a następnie szybko ją schrzania, uwodząc ministra Santosa (Benjamin Bratt) niewinnym toastem, który wywołuje nawrót po dziewięciu latach trzeźwości, a jego kulminacją jest wściekłość z 8 kulkami, która staje się wirusowa.

Santos zostaje zwolniony przez Lulę, 80-letniego prezydenta Brazylii, który transmituje na żywo swoje treningi (historia prawdziwa). Firma produkująca prezerwatywy jest zrujnowana, a szefowa (Molly Shannon) zwalnia wszystkich. Ale Elijah i Brad otrzymują coś w rodzaju złotego spadochronu w postaci biletów VIP na finał Pucharu Świata, które przygotował dla nich Santos, zanim spadli z wozu. Jednak wkrótce reklamodawcy faulują tę ukochaną, wchodząc po pijanemu na boisko w dogrywce i udaremniając bramkę, która wyrównałaby mecz dla gospodarza, czyniąc z nich oficjalnych wrogów państwa. Od tego momentu rozpocznie się wyścig o wydostanie się z kraju w jednym kawałku – a przynajmniej zanim Amerykanie pierwsi rozerwą się na strzępy.

Ogólnie rzecz biorąc, można wiele umniejszać ogólną gwiazdorską jakość Wahlberga: bostońskie zadowolenie z siebie, kreatyńska osobowość, historia pochodzenia sępa kulturowego. Ale niech to cholera, jeśli nie jest jednym z najlepszych heteroseksualnych mężczyzn swojego pokolenia i pierwszym wśród przystojniaków, jeśli chodzi o grę przeciwko typowi. (Gwiazdy akcji nie powinny lamentować, a mimo to Wahlberg jest w jakiś sposób ujmujący, kiedy nie stawia na swoim.) Jego chemia z Hauserem, ostoją ligi zmiennokształtnych Jessego Plemonsa, przypomina jego najlepszą pracę u boku Willa Ferrella w The Other Guys.

I prawie nie jest to przyćmione przez innych przeżuwaczy scen w tym darmowym dla wszystkich z oceną R. Shannon ma talent do odgrywania kobiet o wątłej samoświadomości pozostaje tak samo silny, jak za czasów swojej świetności w SNL. Bratt to totalne zaskoczenie i pohukiwanie, grając rodowitego Brazylijczyka. A Sacha Baron Cohen, który gra szelmowskiego szefa kartelu nazwiskiem Pavio Curto Bündchen (a podobieństwo rodzinne jest niewątpliwe, gdy się je zauważy), przygotowuje posiłek z ospałych, przypominających puzon samogłosek języka portugalskiego. Wywiera to dodatkową presję na naszych nieudolnych bohaterów, aby uważnie słuchali i postępowali zgodnie z instrukcjami – w przeciwnym razie wylądują w „masowym sosie” przy przydomowym basenie.

Balls Up to rozrywka dla najmłodszych, prowadzona przez profesjonalistów. Nie, scenarzyści Paul Wernick i Rhett Reese nie mogą się oprzeć nisko wiszącym owocom, aż do dosłownych bananów. Ale podobnie jak w przypadku twórczości Deadpool, nakładają na nią coraz większe stawki, pikantne dialogi i postacie pozbawione poczucia humoru. Jednak moim zdaniem prawdziwym bohaterem jest Dave Palmer, kompozytor, który klasyfikuje cały raunch-fest brzmieniami vintage samby i bossa novy.

Filmy komediowe będą coraz trudniejsze w odbiorze, w miarę jak zmieniają się gusta, a doświadczenia mediów stają się coraz bardziej wyciszone i dostosowane do indywidualnych potrzeb. Ale ten dodatek do kanonu braci Farrelly przypomina komedię, o której autorzy i fani zawsze mówią „więcej już nie da się zrobić”, nawet z gwiazdą i reżyserem, którzy sami mogliby przyciągnąć tłumy. W alternatywnym wszechświecie oznaczałoby to początek letniego sezonu hitów kinowych. Ale na tej osi czasu garnitury w Amazon pokazały, że po raz kolejny wyraźnie nie mają… no cóż, wiesz.