Jest taki moment, mniej więcej w połowie długiej rozmowy na temat niezwykłej podróży z New Jersey do Sewilli, kiedy Pellegrino Matarazzo zatrzymuje się w pół zdania. „Ciągle używam tego słowa: «specjalny». Teraz zdaję sobie sprawę, że mój angielski jest okropny” – mówi trener Realu Sociedad.
Do tego stopnia, że gdy w końcu dobiegnie końca, po przejściu od zarządzania i matematyki do muzyki – do OK Computer i Nino D’Angelo, taśm w starym Chevy i całonocnych sesjach na gitarze i baglamie – ma propozycję. Śmiejąc się teraz, już się żegnając, mówi: „Możesz zastąpić słowa, których użyłem ponad 10 razy. A więc: «wyjątkowy»…”
Niech z akt wynika, że słowo „specjalny” pojawia się w transkrypcji 11 razy. Tylko „rozwiązanie” jest bliskie i pasuje. Ale 11 nie wydaje się przesadą wśród tysięcy słów więcej, a poza tym jest to coś wyjątkowego. Matarazzo, którego pierwszym językiem w domu był włoski, a poza nim angielski, ale twierdzi, że niemiecki wyprzedził obydwa i obecnie uczy się hiszpańskiego i fragmentów baskijskiego, słusznie odnosi to do „klubu”, „kultury”, „etyki”, „ludzi” i „regionu”, „momentu”, w którym znajduje się La Real. Ale odnosi się to również do niego: podziw i uczucie są wzajemne. „Zostaliście Matarazzed” – jak lubią mawiać fani Anoety.
Oto historia Amerykanina pochodzenia włoskiego, który uzyskał dyplom z matematyki stosowanej na Uniwersytecie Columbia, ale chciał po prostu grać w piłkę nożną. Kibic Napoli, który oglądał Diego Maradonę z Fair Lawn w stanie New Jersey, próbował swoich sił we włoskim klubie czwartej ligi Nocerina i został pomocnikiem niemieckiej regionalnej piłki nożnej. Trener, który sprowadził Stuttgart z powrotem do Bundesligi, a Hoffenheim z powrotem do Europy. Menedżer, który po roku przerwy przybył w grudniu do zagrożonego spadkiem Realu Sociedad, wyciągnął ich w bezpieczne miejsce i na skraj miejsca w Lidze Mistrzów, prowadząc ich do sobotniego finału Copa del Rey przeciwko Atlético Madryt w Sewilli.
„Dla wszystkich tutaj to wyjątkowy moment. Szansa na zdobycie tytułu, dotarcie do finału nie jest czymś, czego doświadcza się codziennie i całe miasto jest podekscytowane” – mówi Matarazzo. La Real brakuje 90 minut do zdobycia dopiero czwartego Pucharu Ligi w swojej historii. Kiedy po raz ostatni wygrali z baskijskim rywalem Athletic Bilbao, pandemia wstrzymała finał na cały rok, a dwa wyjątkowe kluby nie chciały grać bez swoich społeczności, a mimo to kibice nie mogli przyjechać. Dla kibiców jest to zatem pierwszy finał od 39 lat. Dla ich 48-letniego menedżera jest to pierwszy sukces w historii.
„Za mojej młodości w Stanach Zjednoczonych było ich wiele, ale jest to nieporównywalne” – mówi. Dla syna neapolitańskich emigrantów, dzieciaka, który pojechał z tyłu furgonetki na mecz Włoch przeciwko Nigerii w USA 94, piłka nożna zawsze była na pierwszym miejscu, choć nie zawsze sama. W końcu nie każdy, kto kończy studia na Columbii, ale jeszcze mniej osób odwraca się plecami od korzyści, jakie może to przynieść. Ale jest gra, która go pochwyciła i w której leżały jego przekonania.
Pellegrino Matarazzo przedstawia swoje plany wraz z Yangelem Herrerą z Sociedad. „Dzięki zawodnikom, których mieli, widziałem potencjał do rozwoju”. Zdjęcie: Aflo Co. Ltd./Alamy
„Po uzyskaniu dyplomu bankowość inwestycyjna była logicznym krokiem w Nowym Jorku i pomyślałem: «No cóż… jeśli w piłce nożnej nie wyjdzie»” – mówi. „Agent obiecał mi próby we (włoskim klubie) Salernitana, ale do nich nie doszło. Wyjechałem za granicę i spędziłem trzy miesiące czekając, biegając interwałowo po ulicach i sadzie orzechów laskowych, gdzie mieszkali moi dziadkowie w miasteczku Ospedaletto D’Alpinolo. Wbiegałem na górę Montevergine: na szczycie jest kościół, w którym się ożeniłem. Ostatniego dnia targów w końcu dostałem się na rozprawę z Noceriną, ale trener nie mógł mnie ocenić jednego dnia.
„Wróciłem do Stanów Zjednoczonych, potem Niemcy otworzyły drzwi. Jako gracz byłem trochę drewniany. Może nie byłem w stanie zobaczyć wszystkiego. A moje ofensywne, śmiałe impulsy były zbyt silne, aby umieścić mnie w strukturze. „
Być może, ale coś w tym było: wizja, inteligencja, ambicja, determinacja. Matarazzo grał w trzeciej i czwartej lidze niemieckiej w Eintracht Bad Kreuznach, SV Wehen Wiesbaden, Preussen Münster i SG Wattenscheid. Zdobycie odznaki trenerskiej w drugiej drużynie Norymbergi było początkiem czegoś. „Po mojej karierze piłkarskiej nastąpiło rozstanie – moja „kariera sportowa”, haha! – i wtedy powiedziałem: „Prawdopodobnie wrócę do Stanów Zjednoczonych”, może do miejskiej firmy. Miałem 27, 28 lat i moja ścieżka nie była jasna. Ale pomyślałem, że będę to kontynuować, dopóki nie przestanę się rozwijać” – mówi Matarazzo i nigdy się nie zatrzymał. „W tamtym czasie niewielu obcokrajowców dostawało miejsca na kursach coachingowych. Za pierwszym razem odmówiono mi, ale wiedziałem, że robię dobrze, więc naciskałem dalej. „
Licencje zawodowe zdobył u Juliana Nagelsmanna, obecnie głównego trenera Niemiec, w 2019 r. dostał pracę w Stuttgarcie i w latach 2023–2024 prowadził Hoffenheim. W atmosferze wewnętrznej polityki jego odejście tam bolało, a oczekiwanie na kolejną szansę trwało długo, ale było warto.
„Ważne było, aby poczekać na odpowiednią okazję. Następny krok był decydujący, dlatego świadomie pozostałem cierpliwy” – mówi. „Drzwi do Włoch nigdy nie były dla mnie otwarte. Nie lubili mnie jako zawodnika, a z trenerskiego punktu widzenia to wciąż bardzo zamknięta liga. To w porządku. Jestem bardzo wdzięczny za moją edukację trenerską w Niemczech i dwa wspaniałe kluby: wspaniałe doświadczenia, fascynujących ludzi. Ale chciałem otworzyć horyzonty, wyznaczyć nowe granice. La Real było na szczycie mojej listy. „
„Moje pierwsze rozmowy z La Real odbyły się jesienią (2025 r.) i było jasne, że podzielamy wartości i pomysły. Praca w La Liga, nowej kulturze i piłce nożnej, była atrakcyjna. La Real pasował idealnie. Dzięki zawodnikom, których mieli, widziałem potencjał do rozwoju. „
Jak urosły. Wpływ był natychmiastowy, Real Sociedad odrodził się. W 17 meczach zdobyli zaledwie 17 punktów i tracą dwa punkty przed spadkiem. Teraz są o krok od miejsca w Lidze Mistrzów i zagrają w finale pucharu, pokonując po drodze Athletic.
Athletic z pewnością został „Matarazzowany”, podobnie jak wcześniej Barcelona. Teraz podziwia innego przeciwnika, kolejnego menadżera. „Atlético to fantastyczny klub ze świetnymi zawodnikami, zespół charakteryzujący się pewną płynnością, która sprawia, że trudno na nich wywierać presję. Trudno jest zdefiniować ich struktury. Lub, jeśli można je zdefiniować, nie jest łatwo komunikować się z zawodnikami bez ich przeciążania. Musimy znaleźć rozwiązania” – mówi. „Podążałem za (menadżerem Diego) Simeone jako istotą ludzką, postacią, osobowością. Zaintrygowały mnie emocje i autentyczność jego istoty. To mnie inspiruje. „
„Nie ma tu zbyt wiele polityki. Jest ciasna struktura, która pozwala szybko podejmować zwięzłe i mające wpływ decyzje. W pierwszej fazie zbieram dużo informacji, komunikuję się. Patrzysz, myślisz: „Jak ułożyć tę układankę w całość?” Zanim zacznę się poruszać, upewniam się, że jest to w dobrym kierunku i wtedy ważna jest intensywność kierunku. Jestem zadowolony z naszej skuteczności.
Mikel Oyarzabal z Realu Sociedad świętuje zdobycie gola w półfinałowym zwycięstwie przeciwko Athletic Bilbao. „Świeci przykład we wszystkim, co robi, i to są ludzie w mieście”. Zdjęcie: Vincent West/Reuters
„W dużej mierze jestem osobą zwięzłą i wywierającą wpływ. Nie lubię marnotrawstwa. Każda chwila, każde słowo, każda sesja szkoleniowa jest ważna. Ważne jest, aby być konstruktywnym, otwartym i rozumieć.”
Następnie, jak mówi Matarazzo, jest kultura, w której się zakochał. „Jeśli chcesz zrozumieć klub, musisz zrozumieć ludzi. Poznajesz ludzi, gdy jesteś otwarty na rozmowę, zanurz się w ich kulturze. Region Basków jest wyjątkowy; chociaż nie wiedzą, skąd pochodzą, są zakorzenieni: mają silne poczucie tego, kim są, jedności, kultury i języka.
„To silni, inteligentni ludzie, uziemieni. Mają wiele, wiele wartości, z którymi mogę się w 100% utożsamić. Jedną z mocnych stron tego zespołu są liderzy. Spójrz na Mikela Oyarzabala: naszego kapitana, grającego w reprezentacji Hiszpanii, niesamowitego zawodnika, ale… ciężko pracującego. Daje przykład we wszystkim, co robi, i to są ludzie w mieście.
„Dostosowuję się do ludzi, regionu, tożsamości klubu. W Bundeslidze byłem „matematykiem”, taktykiem; w Hiszpanii jestem postrzegany bardziej jako trener emocjonalny, dający pozytywną energię. Powiedziałbym, że jedną z moich największych mocnych stron jest umiejętność adaptacji. Nie zamykaj mnie w pudełku.
„Jeśli mówisz różnymi językami, jesteś otwarty na różne sposoby myślenia. Słowa są przemyślane. Zanurzenie się, bycie otwartym ma znaczenie. To także powód, dla którego wielu fanów okazuje mi uznanie: czują moją chęć nawiązania kontaktu z ich kulturą i historią. Przychodzisz, aby wnieść swój wkład.
„To, czego doświadczamy w piłce nożnej, nic nie może tego zastąpić. Intensywność i emocje każdej chwili są niewiarygodne. Świętować zwycięstwa i być częścią grupy, która ma jeden kierunek i jeden cel, to coś bardzo, bardzo wyjątkowego. „