Strona główna Wiadomości Pojedynczy e-mail od Epsteina rzuca światło na mity na temat amerykańskiej sprawiedliwości...

Pojedynczy e-mail od Epsteina rzuca światło na mity na temat amerykańskiej sprawiedliwości – i sztuki | Alexa Durana

6
0


Oto e-mail, który powinien przynieść wstyd Jesowi Staleyowi:

podwójny cudzysłów. Chcesz wiedzieć, dlaczego nie jesteśmy São Paolo, obejrzyj dodatek telewizyjny w Superbowl. Chodzi o modnych czarnych w modnych samochodach z białymi kobietami.

Grupa, która powinna być na ulicach, została przekupiona. Przez Jaya Z

Napisany ponad dziesięć lat temu do Jeffreya Epsteina, jest niechlujny, niegramatyczny i słaby intelektualnie. Staley, który później został dyrektorem generalnym Barclays, zanim został dożywotnio wyrzucony z pełnienia najwyższych stanowisk w branży finansowej w związku z powiązaniami z Epsteinem, zastanawia się, dlaczego biedni Amerykanie nie wychodzą na ulice, by zaprotestować przeciwko niesprawiedliwości, w przeciwieństwie do mieszkańców São Paulo w Brazylii, gdzie napięcia związane z mistrzostwami świata wywołały powstania. Jego wyjaśnienie: spójrz na reklamy Super Bowl. Spójrz na spektakl. Ludzie są uspokajani i usypiani, aby się podporządkować. Następnie przywołuje Jaya-Z, człowieka, na którego muzyce wychowały się miliony z nas, aby zasugerować, że artysta został „przekupiony”. Jego zdaniem ludzie, którzy powinni wyjść na ulice, zostali zneutralizowani przez ukochane płyty.

Tak o nas myślą.

Zacznijmy od hipokryzji. Redukcja przez Staleya liczby Czarnych Amerykanów jest rasistowska. Nasze motywacje są tak samo niezliczone, jak my sami. Ale co ważniejsze, Staley nie był naiwnym obserwatorem. Przyleciał samolotem Epsteina, odwiedził jego wyspę i utrzymywał przyjaźń, którą śledczy z jego własnego banku określili jako „bliską” długo po pierwszym skazaniu Epsteina. Człowiek teoretyzujący na temat pacyfikacji kulturowej sam został spacyfikowany przez chorego pedofila.

Ale ten e-mail zasługuje na bliższą lekturę. Staley bez wstydu przedstawił wieloletnią rasistowską strategię. Logika jest stara: chłoń kulturę, daj ludziom wystarczająco dużo spektaklu i zastępczych aspiracji, a pozostaną nieruchomi. Nie zorganizują. Pomylą konsumpcję z wolnością.

Dorastałem w Bronksie. Hip-hop wynaleziono za moich czasów w 1973 roku. W muzyce nigdy nie chodziło o pacyfikację. Kiedy miałem 18 lat i mieszkałem głęboko na ulicach, Moment of Clarity Jaya-Z był jednym z moich ulubionych utworów. Otwarcie zmaga się w nim z kosztami budowania władzy: „Gdyby umiejętności zostały sprzedane, prawdę mówiąc, prawdopodobnie byłbym liryczny Talib Kweli / Prawdę mówiąc, chcę rymować jak zdrowy rozsądek / Ale zrobiłem pięć milionów – od tamtej pory nie rymuję jak Common”. Jay pokazuje nam, jak działa system, co z ciebie wyciąga, z czego musisz zrezygnować, a co wolisz zatrzymać.

Taśmy Jaya-Z poprowadziły mnie przez 12 lat więzienia za strzelaninę w Bronxie. Wewnątrz spotkałem mężczyzn odsiadujących dziesiątki lat za błędy popełnione w warunkach ukształtowanych na długo przed ich przybyciem. Dla nas hip-hop był dziennikarstwem prosto z rynsztoka. Te zapisy były świadectwem naszego życia, nazywały świat, z którego pochodziliśmy. I zainspirowali nas do protestu, nawet jeśli protest po prostu zmieniał nasze życie.

Kiedy przeczytałem e-mail Staleya, poczułem coś więcej niż oburzenie. Poczułem specyficzną zniewagę z powodu bycia zredukowanym i tego, że sztuka, która nas spajała, została przekształcona w smycz, która trzymała nas na miejscu.

Przez ostatnie kilka lat współpracowałem przy filmie „The Alabama Solution” dokumentującym warunki panujące w jednym z najbardziej brutalnych więzień w tym kraju. Zamyka biednych, chorych psychicznie, uzależnionych, poddając ich bezlitosnej przemocy, gwałtom i zaniedbaniom, podczas gdy osoby odpowiedzialne za znacznie większe szkody poruszają się po świecie nietknięte. E-maile Epsteina są najwyraźniejszą ilustracją równoległego wszechświata: systemu, w którym klasa elitarna nigdy nie była zmuszona za nic odpowiadać. Nie kryzys finansowy. Nie powiązania z Epsteinem. Nie konta zagraniczne. Nie przechwytywanie regulacyjne. Nic. Podczas gdy mężczyźni, z którymi siedziałam w więzieniach w Alabamie, dostają dziesiątki lat za akty desperackiego przetrwania.

podwójny cudzysłówHip-hop był dziennikarstwem prosto z rynsztoka. Te zapisy były świadectwem naszego życia, nazywały świat, z którego pochodziliśmy

Hip-hop narodził się, aby to udokumentować, aby wymienić ludzi na szczycie, którzy działają bez konsekwencji. Myślę o Talibie Kweli, który zawsze odmawiał wygodnego pasa ruchu: „Te koty piją szampana, aby wznieść toast za śmierć i ból / Jak niewolnicy na statku rozmawiający o tym, kto dostanie najlepszy łańcuch”. Na tej świadomości zbudowano kulturę – nie po to, by odwrócić uwagę od rzeczywistości, ale po to, by nie dało się jej odzobaczyć. To jest to, co chcę z powrotem.

Oto moje zmartwienie: Staley mylił się co do tego, dlaczego nie jesteśmy na ulicach, ale nie mylił się całkowicie, mówiąc, że coś w kulturze uległo zmianie. Przemysł nauczył się absorbować złość i sprzedawać ją nam jako estetykę. Gdzieś w tej transakcji pokolenie młodych ludzi utraciło łączność łączącą muzykę, którą kochają, z ruchami, które muzyka zawsze miała karmić.

Ten kraj jest teraz w ogniu. Donald Trump demontuje instytucje chroniące najsłabszych, atakuje i deportuje imigrantów, patroszy egzekwowanie praw obywatelskich i wymazuje historię Czarnych. I w tym ogniu potrzebni są artyści, którzy chcą coś spalić. YG i Nipsey Hussle zrobili to w FDT, wyraźnie i bez przeprosin. Eminem zrobił to na tym parkingu, spędzając cztery minuty mając tylko mikrofon i coś do stracenia, demontując bar Trumpa bar po barze, podczas gdy branża wstrzymywała oddech. Pomyśl o Emicidzie, urodzonej w São Paulo, mieście, które Staley wskazał jako miejsce, w którym ludzie nie byli na tyle rozproszeni, aby trzymać się z dala od ulic. Emicida spędził swoją karierę robiąc dokładnie to, czego obawiał się Staley: używając muzyki jako broni przeciwko prawicy, przeciwko okrucieństwu, przeciwko idei, że artyści powinni pozostać na swoim pasie i być wdzięczni. „Sztuka sprawia, że ​​Brazylijczycy marzą i wierzą, że rzeczywistość można zmienić”. Patrzy na świat, jaki mógłby istnieć, i nie chce pogodzić się z tym, który jest. To jest model.

Jay-Z zgromadził więcej mocy niż ktokolwiek inny, skąd pochodzimy. A ta moc jest bezwartościowa, jeśli nie zostanie wykorzystana. Potrzebujemy, aby wydał część zgromadzonego kapitału społecznego na tę walkę, ponieważ wiemy, że ludzie słuchają człowieka, który dorastał w Marcy Projects i miał odwagę i umiejętności, aby to wyrazić.

Ale bądźmy też szczerzy: czarna doskonałość nas nie uratuje. W rzeczywistości może to być właśnie to, co według Staleya miało nas uspokoić – indywidualny triumf wzniesiony po to, by zbiorowa walka wydawała się niepotrzebna. Jak nauczył nas Martin Luther King Jr, w niebezpiecznym momencie milczenie ze strony osób sprawujących władzę nie jest neutralnością, ale współudziałem. Dlatego pozdrawiam takich artystów jak JJ’88 i Richie Reseda, moi bracia wykonujący tę samą pracę, którą wykonywali wówczas Talib i Common, odmawiając przydzielonych im ról, trzymając się blisko ziemi. I chcę, żeby ten rodowód stał się głośniejszy. Chcę, żeby hip-hop zrobił to samo, co zrobił ze mną, gdy w 1996 roku po raz pierwszy usłyszałem White Man’z World Tupaca: dał mi świadomość, jakiej nie uzyskałem z żadnego podręcznika. To właśnie ma robić muzyka. Nie pocieszaj nas. Nie rozpraszaj nas. Obudź nas.

Staley ujawnia światopogląd: kultura jest dźwignią, biedni zmienną, a odpowiedzialność spoczywa na innych ludziach. Tego lata Jay-Z przyjedzie do Bronxu. Będę tam. Będę też obserwował, który pojawi się Jay-Z: ten, który nauczył nas, że polityka jest taka jak zwykle, czy ten, który nie chce rozmawiać o polityce. Tak czy inaczej Staley się myli. Ale udowodnienie mu, że się myli, wymaga, aby kultura pamiętała, po co została stworzona, niosła świadectwo, organizowała się, sprowadzała ludzi z powrotem do siebie i na ulice.

Hip-hop zawsze miał tę moc. Proszę o ponowne skorzystanie z niego.