Strona główna Wiadomości Żadne pokolenie nie jest bezpieczne przed przemysłem nostalgii – wystarczy spojrzeć na...

Żadne pokolenie nie jest bezpieczne przed przemysłem nostalgii – wystarczy spojrzeć na rozczarowujący restart Malcolma in the Middle | Yohanna Koshy’ego

10
0


Pewnego dnia w niedalekiej przyszłości milenialsi tacy jak ja będą przenosić się do domów opieki. Gdy już będziemy w środku, co zrobimy dla zabicia czasu? Podcasty narracyjne z 2010 roku prawdopodobnie będą napływać do naszych sypialni wraz z nadejściem wieczoru, a wczesne albumy Arctic Monkeys i The Strokes będą dostępne na życzenie. Thrillery w miękkiej oprawie opowiadające o tsunami w drugi dzień Świąt Bożego Narodzenia w 2004 roku i zaginięciu lotu MH370 zagoszczą na półkach z książkami. W sali telewizyjnej walka o pilota dobiegnie końca, czy obejrzeć jeszcze raz „Simpsonów”, „Biuro” czy „Dziewczyny”; ale niewielka mniejszość z nas, szczególnie ci urodzeni na początku lat 90., będzie lobbować na rzecz Malcolma na Środku.

Tak naprawdę, czytając w 2024 roku wiadomość, że uznany amerykański serial komediowy z 2000 roku zostanie wznowiony w czteroczęściowej miniserialu na Disney+, po raz pierwszy poczułem się bezpośrednio celem branży nostalgicznej. (To musi być to uczucie, kiedy trzeba zapłacić setki funtów, żeby zobaczyć Paula Simona w 2026 roku, pomyślałem.) Od razu przeniosłem się z powrotem do niedzielnych wieczorów na przedmieściach mojego dzieciństwa – melancholijny rozwój szkoły następnego dnia został na chwilę przyćmiony przez Sky One (kanał 106), gdzie znalazłem nowy odcinek o tej wybuchowej, melodramatycznej rodzinie.

Główną ideą serialu jest to, że Malcolm – jeden z czterech diabelnie złośliwych braci – jest genialnym chłopcem; jego talenty intelektualne zostają dostrzeżone przez szkołę w pierwszym odcinku i umieszczają go w klasie uzdolnionych, gdzie przechowują „wszelkiego rodzaju dobre rzeczy, których nie marnują na normalne dzieciaki”. Malcolm in the Middle jest zwykle pamiętany z absurdalnych psikusów chłopców i chaplineckiej roli Bryana Cranstona w roli Hala, maniakalnego ojca. Ale mimo całego młodzieńczego szaleństwa zadziałał, ponieważ była to komedia socrealizmu: jak argumentowałem w sprawie serialu wiele lat temu, dramat ożywiały kłopoty finansowe rodziny, często uchwycone w obrazie rodziców ślęczących nad rachunkami przy kuchennym stole w swoim brudnym domu. Bohaterowie buntują się przeciwko pracy, szkole i drobnemu autorytaryzmowi; istnieją historie o tworzeniu związków zawodowych w miejscu pracy i kosztach ubezpieczenia zdrowotnego. W finale serialu, który miał swoją premierę w 2006 roku, Malcolm dostaje się na Harvard, ale stać go na opłacenie czesnego jedynie dzięki pracy jako woźny na uniwersytecie.

Kadr z oryginalnego serialu, 2000-2006: Jane Kaczmarek, Bryan Cranston i Lucas/James Rodriguez w Tiki Lounge, sezon 6. Zdjęcie: Everett Collection Inc/Alamy

Być może naiwnością z mojej strony było oczekiwanie, że ten wywrotowy światopogląd zostanie zachowany i przemycony do ponownego uruchomienia. Malcolm in the Middle: Life’s Still Unfair, który ukazał się za jednym razem w zeszłym tygodniu, nie jest wcale straszny, ale jest znacznie mniej ostry i niesforny niż oryginał. Malcolm prowadzi obecnie odnoszącą sukcesy organizację charytatywną i w dużej mierze odciął swoją rodzinę. Nie wiedzą nawet, że ma nastoletnią córkę – nie chce, aby ich anarchiczne, kontrowersyjne zachowanie odbiło się na niej. Odkrycie Hala i Lois, że mają wnuka, napędza fabułę, której kulminacją jest 40. rocznica ślubu, kiedy przyjaciele i rodzina spotykają się ponownie, a sprawy układają się imponująco źle.

Dwadzieścia lat później większość obsady została zebrana na nowo i obserwowanie, jak ludzie się starzeją, stanowi typową dla voyerystyki przyjemność. Ale sam występ nie ma wiele do powiedzenia. Naciski społeczne i gospodarcze, obecnie prawdopodobnie intensywniejsze niż w pierwszej dekadzie XXI wieku, są zauważalnie nieobecne: wydaje się, że wszyscy mają dość pieniędzy i mogą mieszkać w czystych, wygodnych domach. Oprócz przelotnych wzmianek o nienawiści do gliniarzy i presji budżetowej związanej z opłaceniem imprezy zjazdowej, „prawdziwy świat” jest prawie nieobecny.

Malcolm in the Middle nie jest jedynym serialem telewizyjnym z lat 90. i 2000., który niedawno został odnowiony lub przerobiony. Jest Scrubs, ckliwa komedia szpitalna (podręcznikowa „millennial cringe”, jak to ujął jeden z recenzentów), która po 17 latach została wznowiona z pełnym sezonem na Disney+; szeroko komentowany Bel Air (bezrady remake Świeżego księcia Bel-Air) w Now TV, powrót Frasiera do Paramount+ (który oczywiście sam w sobie był spin-offem Cheers) i wiele więcej. Wiele z tych programów nawiązuje do teraźniejszości kilkoma prostymi obserwacjami (młodzi bohaterowie szybko są przebudzeni lub niespokojni; starsi mają trudności z włączającym językiem), jednocześnie skupiając się na rozpaleniu na nowo ich ciepłego, znajomego blasku dla starzejącej się widowni. „Komfort oglądania” na niespokojne czasy.

Nie ma nic oryginalnego w obserwacji, że żyjemy w erze uzależnionej od wydobywania przeszłości: w końcu okres dojrzewania mojego pokolenia zbiegł się z apogeum tego, co w 2011 roku krytyk kultury Simon Reynolds nazwał słynnie „retromanią”. Wydaje się jednak, że jest coś szczególnie bezwzględnego i bezlitosnego w obecnie spoglądającej wstecz twórczości przemysłu kulturalnego. Być może wskazówka kryje się w pieniądzach: ponowne uruchomienie Malcolma na Disney+ było możliwe dopiero dzięki fuzji Disneya i Foxa (które pierwotnie wyemitowały program) w 2019 roku. Zatwierdzona przez Donalda Trumpa w 2019 r. umowa stworzyła kolejny wielki, potężny quasi-monopol, który panuje nad kulturą, identyfikując kluczowe grupy demograficzne i przesyłając strumieniowo treści, aż im się szklą oczy.

Wiele się zmieniło od 2006 roku. Umocniła się władza korporacji; nasiliły się nierówności majątkowe; powstały pełne nadziei ruchy polityczne i wygasły; milenialsi zaczęli siwieć i mówić o pokoleniu Z to samo, co kiedyś mówiono o nich (z wyjątkiem tego, że mamy rację). To, co się nie zmieniło, to atrakcyjność powrotu do świata widzianego oczami naszego dzieciństwa. To zachęca streamerów, abyśmy wciąż spoglądali wstecz, choć w głębi duszy wszyscy wiemy, że powinniśmy patrzeć w przyszłość.