Węgry mają niecałe 10 milionów mieszkańców, a ich gospodarka wytwarza skromne 1,1% PKB Unii Europejskiej. Ale w niedzielę odbędą się najważniejsze wybory w Europie w tym roku. Po 16 latach na stanowisku premiera, podczas których rozmontował mechanizmy kontroli i równowagi zwyczajowe w demokracji, Viktor Orbán stoi w obliczu najpoważniejszego w tamtym czasie zagrożenia dla swojej władzy. Sondaże niezmiennie plasują centroprawicową partię pod przewodnictwem jego głównego pretendenta, Pétera Magyara, ze znaczną przewagą.
Były doradca Donalda Trumpa Steve Bannon określił kiedyś Orbána jako „Trump przed Trumpem”. W chwili, gdy był w potrzebie politycznej, luminarze światowej skrajnej prawicy masowo pojawili się, aby go wesprzeć. W zeszłym miesiącu Marine Le Pen, Matteo Salvini i Geert Wilders odbyli pielgrzymkę do Budapesztu. W tym tygodniu wiceprezydent Stanów Zjednoczonych JD Vance złożył trzaskającą w wannie wizytę w przeddzień wyborów, podczas gdy jego szef wydał apokaliptyczne groźby, że Iran „zniszczy się w jedną noc”. Co zaskakujące, biorąc pod uwagę wyraźny cel swojej podróży, pan Vance spędził większość czasu na użalaniu się nad rzekomą ingerencją UE w nadchodzące głosowanie.
Biorąc pod uwagę niepopularność katastrofalnej i nielegalnej wojny amerykańsko-izraelskiej na Bliskim Wschodzie, obecność pana Vance’a na pniu może okazać się mieszanym błogosławieństwem dla jego gospodarza. Jednak ten gest odzwierciedla zarówno status Orbána jako prekursora chrześcijańskiego nacjonalizmu w stylu Maga, jak i uznanie przez USA roli Węgier jako eurosceptycznej cierni w boku Brukseli. Strategia bezpieczeństwa narodowego Białego Domu aktywnie stara się promować siły zaangażowane w zakłócanie pogardzanej UE; Orbán jest głównym zakłócaczem. Niezwykłe niedawne doniesienia ujawniły także entuzjazm, z jakim Budapeszt wykonywał polecenia Kremla, próbując podważyć europejskie poparcie dla oporu Ukrainy wobec Władimira Putina.
Nakładanie się interesów Waszyngtonu Trumpa i Moskwy Putina wyraźnie podkreśla stawkę tych wyborów dla Brukseli. Wbrew bezpodstawnym twierdzeniom pana Vance’a przywódcy UE starali się pozostać na uboczu pomimo haniebnej kampanii prowadzonej przez partię Fidesz Orbána, która demonizowała Wołodymyra Zełenskiego i przedstawiała Ukrainę jako zagrożenie dla interesów narodowych Węgier. Jednak piąta kadencja Orbána wymusiłaby rozliczenie z przywódcą, który wykorzystywał i nadużywał ogromnych ilości unijnych pieniędzy, kpiąc z jej wartości i zachowując się jak koń trojański Putina.
W miarę rozwoju sytuacji geopolitycznej obywatele Węgier skupiają się oczywiście przede wszystkim na sprawach wewnętrznych. Oprócz energicznego nękania grup mniejszościowych samozwańcza „demokracja nieliberalna” Orbana skierowała władzę, wpływy i bogactwo w stronę zaufanej koterii sojuszników, którzy sprawują duszący ucisk nad państwem, społeczeństwem obywatelskim i gospodarką. Magyar, były członek Fideszu i umiarkowany konserwatysta, uzyskał przewagę w sondażach dzięki prowadzeniu kampanii przeciwko korupcji w rządzie i ciągłej erozji norm demokratycznych.
Jedne wybory nie będą w stanie obalić systemu, który ma na celu umocnienie długoterminowej władzy Fideszu w kluczowych instytucjach. Nowy rząd pod przewodnictwem Magyara nie byłby też szczególnie liberalny. Jednak koniec długiej niegodziwości rządów Orbána może być przełomowym wydarzeniem dla światowej skrajnej prawicy przed trudnymi wyborami średnioterminowymi dla Trumpa. Jak pokazała 11. godzinna wizyta pana Vance’a w Budapeszcie w tym tygodniu, znaczenie niedzielnego głosowania odbije się echem daleko poza granicami Węgier.
Czy masz opinię na temat kwestii poruszonych w tym artykule? Jeśli chcesz przesłać odpowiedź zawierającą maksymalnie 300 słów pocztą elektroniczną, aby uwzględnić ją w publikacji w naszej sekcji listów, kliknij tutaj.