Strona główna Wiadomości Recenzja Life Is Strange: Reunion – trwająca dekadę historia dobiega końca |...

Recenzja Life Is Strange: Reunion – trwająca dekadę historia dobiega końca | Zawody sportowe

8
0


W 2015 roku „Life Is Strange” wyróżniało się z dwóch powodów: bohaterek, co było wówczas przygnębiająco rzadkie, oraz wyjątkowego, milenijnego nastroju. Trzydziestoletni Francuzi, którzy stworzyli tę serię, może nie mieli najlepszego pojęcia o leksykonie nastolatków z 2010 roku, ale dobrze orientowali się, co jest ważne w każdej historii o dorastaniu, czyli relacje między bohaterami. Maxa Caulfielda, nieśmiałego podróżującego w czasie niedoszłego fotografa, i Chloe Price, punkrockowej łowcy po traumie, łączyła niezapomniana, intensywna przyjaźń. To było serce i dusza tej gry, a teraz, 11 lat później, spotykają się ponownie jako dorośli w ostatnim rozdziale swojej historii.

Dla wielu graczy Max i Chloe byli kimś więcej niż najlepszymi przyjaciółmi. Pierwotni twórcy gry nie byli na tyle odważni, aby wyrazić to wyraźnie w 2015 roku, ale nowi opiekunowie Deck Nine przenieśli romantyczny związek między Maxem i Chloe w Life Is Strange: Double Exposure z 2024 roku. Nadal możesz grać w Reunion tak, jakby ta dwójka naprawdę była tylko przyjaciółmi, co powoduje niezręczną dwuznaczność w niektórych scenach. Niezależnie od tego, jak ją pokroisz, jest to gra o pierwszej miłości i o tym, jak zawsze z tobą zostaje, nawet jeśli jej obiekt nie. I niech mnie diabli, jeśli to nie sprawiło, że coś poczułem.

Nowemu domowi Max, oazie sztuk wyzwolonych, uniwersytetowi Caledon w Vermont, gdzie szczęśliwie udało jej się dostać posadę profesora fotografii, grozi kolejna katastrofa. Właściwie dwie katastrofy: jedna to śmiercionośny, pochłaniający wszystko pożar, który zniszczy kampus i pochłonie życie kilku jej przyjaciół, a druga to nowy prezydent, który nienawidzi sztuki i chce zamienić Caledon w MIT. Będąc świadkiem pożaru, Max używa swoich mocy podróżowania w czasie, aby powrócić do przeszłości i spróbować temu zapobiec, przesłuchując studentów i wykładowców, aby zdemaskować przyszłego podpalacza. I wtedy pojawia się Chloe.

W zależności od wyboru dokonanego pod koniec „Życia jest dziwne” z 2014 roku, Chloe prawdopodobnie nie żyje lub jest w separacji z Maxem. Tak czy inaczej, jej pojawienie się jest nieoczekiwane. Niemal natychmiast dość nijaki dramat detektywistyczny ustępuje miejsca ożywionej historii miłosnej między dwojgiem ludzi, którzy nigdy nie mogli pozwolić sobie na rozstanie.

Historia Maxa i Chloe zawsze dotyczyła tego, jak daleko można się posunąć, aby chronić osoby, które kochasz, oraz tego, że nie da się uniknąć bólu po stracie. Nawet podróżnicy w czasie nie mogą się przed tym uchronić. Reunion raczej podważa ten wątek, dając Max szansę, aby wszystko było w porządku: dając jej drugą szansę z Chloe i Safi, najlepszą przyjaciółką, która kierowała fabułą Double Exposure. Groźba pożaru nigdy nie wydawała mi się aż tak realna. Można wszystko schrzanić, pośpiesznie przeglądając historię bez zebrania wystarczających dowodów lub dokonując złych wyborów narracyjnych. Ale wniosek jest tu bardzo lekki, a zdolność Maxa do przewijania czasu nigdy nie jest dokładnie napięta.

Jesteśmy kalejdoskopem wszystkich wyborów, których dokonujemy, i wszystkimi ludźmi, którymi możemy być, mówi Max w jednym ze swoich pełnych pasji monologów. Przez lata Life Is Strange było wiele rzeczy, dobrych i złych, ale Reunion koncentruje się na najlepszych rzeczach w tej serii. Znajdują się tu wszystkie najbardziej przekonujące i sympatyczne postacie, takie jak Amanda, seksowna, bystra barmanka i Moses, łagodny kujon, gdzie słabsi z Double Exposure zostali wypędzeni lub zdegradowani do mniejszych ról. Zamiast obarczać Max dodatkowymi mocami, gra pozwala jej na swobodne przewijanie czasu, powtarzanie rozmów, aby pokłócić się z ludźmi lub wydobyć informacje. Fabuła jest prosta, ale jednocześnie pozbawiona luk narracyjnych. W centrum tego wszystkiego jest Chloe: teraz, gdy jest dorosła, mniej schrzaniła, ale nadal jest mądra, nieprzewidywalna i magnetyczna. Jestem prawie tak samo zachwycony, jak Max, że znów ją zobaczę.

Gdyby Life Is Strange było serialem Netflixa, prawdopodobnie przestałbym go oglądać po kilku odcinkach. Zamiast tego jest to gra, w którą gram od ponad dekady i zależy mi na tych postaciach. (Doceniam także to, że pozostało więcej niż tylko odrobina milenijnego żalu z oryginału: na napisach końcowych leci piosenka Foals.) Life Is Strange zawsze było banalne, ale zawsze też poważne, oparte na przyjaźni i uczuciach. Max i Chloe zasłużyli na szansę zakończenia swojej historii – i my też.

Life Is Strange: Reunion jest już dostępny