Strona główna Wiadomości „Niekończąca się wojna”: wnętrze izraelskiego kibucu w pobliżu niestabilnej granicy Libanu |...

„Niekończąca się wojna”: wnętrze izraelskiego kibucu w pobliżu niestabilnej granicy Libanu | Wojna USA-Izrael z Iranem

14
0


Jest dzień po tym, jak Izrael zabił ponad 300 osób w ataku wbrew zawieszeniu broni w Libanie, pięć mil od granicy, w kibucu Cabri w północnym Izraelu, cisza wczesnego czwartkowego wieczoru została zakłócona.

Trzy razy, gdy Strażnik próbuje opuścić statek, włączają się syreny alarmowe i dwukrotnie uruchamiane są myśliwce przechwytujące Żelaznej Kopuły. Ostatnia rakieta wystrzelona przez Hezbollah z Libanu jest na tyle blisko, że rodzina Morii i jej goście natychmiast udają się do wzmocnionego bezpiecznego pomieszczenia, zamykając za sobą ciężkie metalowe drzwi. Pies rodzinny też tam jest i zna ćwiczenia.

Kilka godzin wcześniej Yael Shavit, jedna z mieszkanek Cabri, powiedziała, że ​​oficjalny czas reakcji został skrócony „do 30 sekund w porównaniu z zerem kilka dni temu” w świetle rzekomego zawieszenia broni. Orly Moria jest jednak mniej pewna: „Nie sądzę, że będzie to 30 sekund” – wtrąca się. Rzeczywistość jest taka, że ​​w praktyce czas na reakcję na atak z Libanu pozostaje prawie zerowy.

Orly Moria. Kontynuowanie działań wojennych przez Izrael oznaczało, że wojna w Libanie rozpoczęła się zasadniczo po obu stronach granicy. Fot.: Quique Kierszenbaum/The Guardian

Spodziewano się, że ostrzał rakietowy Hezbollahu ustanie po ogłoszeniu zawieszenia broni w Iranie. „To pierwszy dzień, kiedy jest stosunkowo cicho, ale i tak wszyscy czekają, aby to zobaczyć” – mówi inny mieszkaniec kibucu, Amir Yarchi, również przemawiający przed otrzymanymi ostrzeżeniami. Nawet wtedy sytuacja wydawała się niepewna. Czy na granicy jest teraz spokojniej? „Zapytaj nas w przyszłym tygodniu” – mówi Yarchi.

Zanim kilka godzin później zapadnie zmrok, staje się jasne, że kontynuacja działań wojennych Izraela oznacza, że ​​wojna w Libanie zasadniczo rozpoczęła się po obu stronach granicy, jeśli w ogóle została zatrzymana. Syreny w północnym Izraelu powróciły.

Tym razem niebezpieczeństwo w Cabri szybko mija. Bliskie położenie geograficzne – linia grzbietów wzgórz wyznaczających granicę między Izraelem a Libanem jest widoczna przy dobrej pogodzie – oznacza, że ​​alarmy przeciwlotnicze nie trwają długo. W ciągu pięciu minut można bezpiecznie opuścić bunkier i nie ma doniesień o ofiarach ani zniszczeniach.

Ataki rakietowe i ataki dronów prowadzone przez Hezbollah na Izrael rozpoczęły się 2 marca, kiedy libańska grupa zastępcza dołączyła do wojny po ataku USA i Izraela na Iran. Według zespołu doradców Alma Center wystrzelono łącznie 1164 rakiety na odległość do 40 km w kierunku Izraela, co daje około 30 dziennie.

W północnym Izraelu liczba ofiar cywilnych spowodowanych atakami rakietowymi i dronami Hezbollahu jest niewielka. Nuriel Dubin (27 l.) zginął w ataku rakietowym 24 marca, chociaż zdarzały się również ataki ze strony Iranu, czasami skoordynowane. Cztery osoby zginęły w tym miesiącu w Hajfie po tym, jak irański pocisk balistyczny uderzył w budynek mieszkalny. Całkowita liczba zabitych w Libanie od początku marca wynosi ponad 1700.

Ale jak pokazuje ucieczka do schronu, wojna dla Izraelczyków na północy jest nieustannie destrukcyjna. Mieszkańcy Cabri twierdzą, że każda decyzja o wyjściu z domu, pracy w polu, wyprowadzeniu psa na spacer to kwestia „zarządzania ryzykiem” – na otwartej przestrzeni, gdzie nie ma schronienia, ludzie powinni się położyć, aż niebezpieczeństwo minie.

Mosze Dawidowicz, przewodniczący lokalnej Rady Regionalnej Mate Asher, cieszy się, że wojna Izraela w Libanie trwa. Fot.: Quique Kierszenbaum/The Guardian

Mosze Dawidowicz, szef lokalnej Rady Regionalnej Mate Asher, stanowczo argumentuje, że jest szczęśliwy, że wojna Izraela w Libanie trwa, ponieważ jest nie do przyjęcia, że ​​Hezbollah, „organizacja terrorystyczna od 40 lat, uderza w nas, kiedy chce lub kiedy chce pełnomocnik Iranu”. Sondaż przeprowadzony dla kanału Channel 12 wykazał, że 79% Izraelczyków popiera dalsze ataki na Liban.

Rodzi to pytanie, w jaki sposób można zatrzymać cykl przemocy, jeśli panuje atmosfera kontynuacji bombardowań. Davidovich wzywa do zaangażowania międzynarodowego, przy wsparciu rządu libańskiego ze strony USA, Wielkiej Brytanii i Francji, aby działał w roli „wielkiego brata w Libanie, aby upewnić się, że Hezbollah nie będzie ponownie rósł jako zagrożenie”.

Izrael, znajdujący się obecnie pod presją Donalda Trumpa, aby ograniczyć ofensywę przeciwko Hezbollahowi po środowych masowych strajkach, wykazał chęć bezpośrednich rozmów z rządem libańskim. Głębsze zaangażowanie innych krajów wymagałoby jednak dużego zaangażowania politycznego – a Izrael już odrzucił pomysł, aby Francja pełniła rolę mediatora.

Amir Yarchi ma nadzieję, że opóźniony w sondażach rząd Benjamina Netanjahu upadnie w następnych wyborach. Fot.: Quique Kierszenbaum/The Guardian

W Cabri Yarchi argumentuje, że rozwiązanie wyłącznie wojskowe jest nierealistyczne. „Możemy znaleźć się w niekończącej się wojnie, w której żołnierze są codziennie ranni” – mówi. Yarchi ma nadzieję, że rząd Benjamina Netanjahu, opóźniony w sondażach, upadnie podczas następnych wyborów, które odbędą się później jesienią, po rozpoczęciu serii wojen od ataku Hamasu 7 października, ale nie udało mu się rozwiązać problemu regionalnego bezpieczeństwa Izraela.

Gili Moria, który obecnie prowadzi działalność biznesową kibucu, był izraelskim żołnierzem podczas inwazji na Liban w 1982 r., która doprowadziła do traumatycznej i ostatecznie nieudanej 18-letniej okupacji południa kraju. W najnowszej kampanii izraelscy żołnierze działają kilka kilometrów w południowym Libanie, oczyszczając przygraniczne wioski, a także bombardując siły Hezbollahu i miejsca startu.

Weteran uważa, że ​​należy zakończyć działalność wojskową. Izraelscy żołnierze powinni pozostać w Libanie „najkrótszy możliwy czas”. Dłuższa okupacja byłaby „ryzykowna dla żołnierzy, zła dla Libańczyków”, choć widzi też pewne podstawy do optymizmu, co nie jest poglądem powszechnie podzielanym przez członków kibucu.

„Mam nadzieję, że osłabienie Iranu i jego wsparcie dla Hezbollahu mogło wytworzyć pewną dynamikę, która zmniejszy motywację Hezbollahu do ataku na Izrael. Myślę, że jest to możliwe, to najlepszy scenariusz, jakiego możemy sobie życzyć „, mówi.