Strona główna Wiadomości „Wiele wspomnień”: akcja ratowania ukochanego baru w Nowym Jorku | Nowy Jork

„Wiele wspomnień”: akcja ratowania ukochanego baru w Nowym Jorku | Nowy Jork

10
0


W piątkowy poranek David Gladman patrzył na stoliki na tyłach Jimmy’s Corner, baru nurkowego na Times Square, w którym od ponad 50 lat serwowane jest piwo.

Blaty stolików pokryte są fotografiami, niektóre z lat 70., na wierzchu pożółkły laminat. Gladman użył latarki w telefonie, aby przejrzeć zdjęcia.

„To jest to” – oznajmił triumfalnie. Wskazał na zdjęcie siebie z początku lat 80., obok żony. Na zdjęciu Gladman (obecnie 73 lata) pali papierosa, a jego żona uśmiecha się do kamery. Zrobił zdjęcie, które przypomina jeden z wielu wieczorów w Jimmy’s Corner na przestrzeni lat: Gladman, były szef kuchni, powiedział, że pił w barze „codziennie od 1988 do 2012 roku”.

„Moja praca była bardzo stresująca” – powiedział. „Przyjeżdżałem więc tutaj, spędzałem trzy lub cztery godziny i wracałem do domu w dobrym nastroju”.

Łatwo zrozumieć, dlaczego jest tak przywiązany do baru, który został otwarty przez Jimmy’ego Glenna, byłego boksera, w 1971 roku. Pośród współczesnych jasnych świateł i turystycznej kakofonii Times Square Jimmy’s Corner pozostaje ostatnią pozostałością starszego Nowego Jorku: kiedy wszystko było bardziej szorstkie i, prawdę mówiąc, nieco brudniejsze. Ściany pokryte są starzejącymi się zdjęciami bokserów, toalety ozdobione są naklejkami przedstawiającymi długie, zerwane zespoły i bary z długimi okiennicami. Za długim, wąskim barem wisi zakurzony napis Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin, przy którym szczęśliwcom, którym uda się usiąść, częstuje się chwiejnymi stołkami; ci, którzy muszą stale stać, muszą włożyć kufle, aby ludzie mogli przejść.

Nie jest to elegancki bar, ale autentyczny i jasne jest, dlaczego bywalcy są przerażeni faktem, że po 55 latach Jimmy’s Corner grozi zamknięcie. Właściciel budynku, Organizacja Durst, powiedział Adamowi Glennowi – synowi Jimmy’ego, który przejął bar w 2015 r. – że grozi mu eksmisja i wystawił budynek na sprzedaż.

To skłoniło do podjęcia ostatecznych wysiłków, aby utrzymać bar otwarty. W zeszłym roku Adam złożył długotrwały pozew przeciwko Durstowi, a w piątek kilkudziesięciu bywalców barów i kilku lokalnych polityków zorganizowało wiec, próbując ratować bar.

Ludzie gromadzą się na rzecz Jimmy’s Corner. Foto: Adam Gabbatt/The Guardian

„To świadectwo naszej społeczności” – powiedział Adam przed wydarzeniem, rzucając okiem na tętniący życiem bar. Otworzył wcześnie i o 10:30 dziesiątki ludzi przygotowywało się do protestu, niektórzy wzmacniali się słynącym z taniego piwa z baru.

„Wzywają, aby to zrobić” – powiedział Adam. „Myślę, że dzięki przeciwnościom losu wiele społeczności staje się silniejszych, a to zagrożenie uczyniło nas silniejszymi: ludzie jeszcze więcej myślą o tym, co kochają w tym miejscu. To było pokorne i doceniam to, i to w dużej mierze powód, dla którego to robię. „

Kiedy Jimmy otworzył bar, Times Square było znane jako centrum prostytucji, peep show i ogólnych występków. Jimmy i jego bar stanowili bezpieczną przystań – często stał przed barem, żeby mieć oko na ulicę, co przyciągało niezwykle lojalną klientelę. Adam powiedział, że jego ojciec był blisko rodziny Durst przez dziesięciolecia, ale uważa, że ​​został „oszukany” i zgodził się na warunki najmu, które umożliwiły Durstowi zamknięcie baru po śmierci Jimmy’ego w 2020 roku.

„Myślę, że mój tata byłby niesamowicie zraniony i zawiedziony, ponieważ oczekiwałby od nich czegoś lepszego” – powiedział Adam.

Jednak z pewnością byłby pod wrażeniem piątkowej sceny, kiedy lokalne wiadomości telewizyjne zaczęły gromadzić się, aby uwiecznić wiec przed siedzibą Durst. Klienci baru udali się do miejsca zbiórki na rogu, niosąc wcześniej wydrukowane znaki i mrugając w słońcu.

„Mam 68 lat, przychodzę tu z rodzicami od 14 roku życia” – powiedział Thomas P. Walsh, idąc na protest. Nie był zadowolony z perspektywy zamknięcia lokalnego baru. „Właściciel jest chciwy. To mała firma. A każdy, kto tu przychodzi, jest jak rodzina. To jest jak zdrowie. Każdy zna każdego. „

Dążenie baru do uniknięcia eksmisji zostało podjęte przez lokalnych polityków i podczas wiecu połączyli walkę z zamknięciem lokalu Jimmy’ego z promowaniem przepisów, które chroniłyby inne małe firmy przed wyrzuceniem z lokalu przez właścicieli.

„To tylko jeden przykład tysięcy firm zmuszonych do zamknięcia w całym mieście z powodu niezrównoważonych podwyżek czynszów” – powiedziała Julia Salazar, senator stanu Nowy Jork. „Małe firmy są bijącym sercem miasta. Reprezentują kulturę. Zatrudniają także ponad połowę pracowników w stanie Nowy Jork, a zamknięcie małej firmy z powodu niezrównoważonych kosztów naprawdę ma głęboki efekt”.

Przemówienie Salazara zostało wywołane skandowaniem „Uratuj Jimmy’s Corner!” Niektóre samochody trąbiły, gdy przejeżdżały, chociaż nie było jasne, czy wiedziały, po co trąbią.

„Uwielbiam Jimmy’s Corner” – powiedziała Emily Gallagher, członkini zgromadzenia stanu Nowy Jork, wiwatującym tłumom. Swoją pierwszą wizytę w barze wspomina: „Poznałam ludzi z całego świata i wtedy stało się to miejsce, do którego uwielbiam chodzić, do którego uwielbiam przyprowadzać ludzi, gdzie wiedziałam, że poznam nowych ludzi”.

Gallagher dodał: „Teraz Nowy Jork często wydaje się być centrum handlowym w Iowa. I nie ma w tym nic złego, ale to nie jest Nowy Jork. Jimmy’s to uwielbiany bar rodzinny. Durst Organisation to ogromna firma z branży nieruchomości, która próbuje ich eksmitować.”

Ze swojej strony Durst uważa, że ​​nie zrobił nic złego. W oświadczeniu napisano: „Budynek jest na sprzedaż i jest idealną lokalizacją pod nową inwestycję mieszkaniową. Przez 50 lat rodzina Durst utrzymywała szczególne osobiste relacje z pierwotnym właścicielem baru, Jimmym Glennem. Dlatego Durst pomagał utrzymać drzwi baru otwarte przez dziesięciolecia, w tym poprzez czynsze poniżej wartości rynkowej. Tak naprawdę Durst nie podniósł czynszu baru od prawie 20 lat. Niestety, żaden dobry uczynek nie pozostaje bezkarny.”

Durst powiedział, że zaoferował Adamowi pieniądze za opuszczenie lokalu.

„Zrobiliśmy wszystko, co w naszej mocy, aby być dobrymi sąsiadami i żałujemy, że do tego doszło” – stwierdziła firma.

Argument ten nie miał żadnego uzasadnienia w piątek, kiedy stali bywalcy Jimmy’ego spędzili godzinę na metaforycznym przekonywaniu go do wielkiego biznesu. To była męcząca praca i po proteście nadszedł czas, aby wrócić do baru, gdzie radosna atmosfera – niewątpliwie wspomagana przez piwo za 3 dolary – skrywała smutek związany z potencjalnym zamknięciem Jimmy’ego.

Wśród nich był Gladman, który popijał piwo i wspominał dawne czasy.

„Jimmy był dla mnie jak tata” – powiedział. „Był fantastycznym doradcą. Wiedział wszystko o moim życiu i wszystko o mnie, a oni dali mi naprawdę świetne rady. „

Gladman nie przychodzi do baru, żeby obejrzeć stare zdjęcie. Nie układało się między nim a jego żoną. Ona przeniosła się do Kalifornii, on ożenił się ponownie. Z drugą żoną jest od 35 lat. Przychodzi do Jimmy’s Corner, bo, jak powiedział, czuje się tu jak w domu.

„Nie chcę, żeby to miejsce odeszło” – powiedział. „Dla mnie wiąże się to z wieloma wspomnieniami. Dla wszystkich”.