Strona główna Życie i styl Podróż w czasie w Kantabrii: od epoki kamienia do Sartre’a przez „najładniejsze...

Podróż w czasie w Kantabrii: od epoki kamienia do Sartre’a przez „najładniejsze miasto w Hiszpanii” | Wakacje w Hiszpanii

15
0


Eksplorując tereny na zachód od Santander, można poczuć się jak w wehikule czasu. W ciągu pół godziny jazdy samochodem od stolicy Kantabrii na zielonym północnym wybrzeżu Hiszpanii można natknąć się na prehistoryczną sztukę jaskiniową, doskonale zachowane średniowieczne miasto i spokojny kurort nadmorski.

Kiedy rozpoczynałem moją weekendową wycieczkę, padał deszcz, więc moja podróż rozpoczęła się w okresie górnego paleolitu, w jaskini Altamira, wpisanej na listę światowego dziedzictwa UNESCO, gdzie mogłem podziwiać jedne z najstarszych dzieł sztuki na Ziemi. No prawie. Oryginalna jaskinia była w dużej mierze zamknięta dla zwiedzających kilkadziesiąt lat temu ze względu na delikatne malowidła, więc znaleźliśmy się w Neocueva, pieczołowicie zrekonstruowanej replice zbudowanej obok niej, której wejście kosztuje zaledwie 3 euro.

obraz Ilustracja: Grafika Strażnika

Nade mną żubry i jelenie szarżowały po pofałdowanym skalnym suficie, a ich ciała przypominały bogate ochry i węgiel drzewny. Prehistoryczni artyści, którzy je malowali – łowcy-zbieracze, którzy żyli tu od 13 000 do 36 000 lat temu – wykorzystali naturalne wzniesienia i zagłębienia jaskini, aby nadać zwierzętom trójwymiarową obecność.

Altamira jest często nazywana Kaplicą Sykstyńską sztuki prehistorycznej, a stojąc pod tymi większymi, niż się spodziewano, malowanymi zwierzętami, łatwo zrozumieć, dlaczego. Świadomość, że obrazy są replikami, nie osłabiła ich oddziaływania.

w podwójnym cudzysłowie Altamira jest często nazywana „Kaplicą Sykstyńską sztuki prehistorycznej”, a stojąc pod tymi większymi, niż się spodziewano, malowanymi zwierzętami, łatwo zrozumieć, dlaczego

Jaskinia, której główne wejście zostało zamknięte około 13 000 lat temu przez opad skał, została odkryta w 1868 roku przez miejscowego myśliwego, a szerszą uwagę zwrócił na nią archeolog-amator Marcelino Sanz de Sautuola. Kiedy w 1880 roku Sautuola po raz pierwszy zaprezentował obrazy społeczności naukowej, wielu ekspertów odrzuciło je jako podróbki, nie mogąc uwierzyć, że prehistoryczni ludzie byli zdolni do tak wyrafinowanego kunsztu.

Spacerując po muzeum, uderzające jest, jak mało ludzkości się zmieniło. Od odcisków dłoni na ścianach jaskiń po selfie, które odwiedzający robią dzisiaj obok siebie, impuls jest ten sam – zostawić ślad.

Czas uciekał, a moi towarzysze podróży – mój mąż i nasz synek – zaczynali tracić cierpliwość do mojego archeologicznego entuzjazmu. Głodni i wciąż nieco podekscytowani, pojechaliśmy kilka minut drogą do Santillana del Mar, małego średniowiecznego miasteczka, które służy jako brama Altamiry.

Wewnątrz Neojaskini replika jaskini Altamira w Santillana del Mar. Zdjęcie: Thomas Coex/AFP/Getty Images

Po szybkim lunchu znaleźliśmy się w średniowieczu. Santillana del Mar sprawia wrażenie, jakby pochodziła prosto z kart baśni lub – dla mniej pomysłowych z nas – Gry o Tron. Domy szlacheckie, budynki klasztorne i wieże stoją wzdłuż krętych brukowanych uliczek. W tym momencie deszcz okazał się czymś w rodzaju prezentu, opróżniając ulice z turystów.

Początki Santillana sięgają IX wieku, kiedy to osiedlili się tu mnisi niosący relikwie św. Juliany i zbudowali małą pustelnię. Wokół niego wyrósł klasztor, potem domy, gospodarstwa rolne i warsztaty, tworząc osadę, która stopniowo przekształciła się w Santillana. W średniowieczu miasto rozkwitało jako część królestwa astursko-leońskiego i stało się ważnym przystankiem dla pielgrzymów podróżujących Camino de Santiago.

Napływ podróżników przyniósł handel i bogactwo, stąd wspaniałe kamienne domy i pałace. W 1209 roku król Alfons VIII nadał miastu prawa miejskie, co stanowiło szczyt jego średniowiecznej zamożności.

podwójny cudzysłów Santillana pojawił się w Nudnościach Sartre’a, gdy narrator wskazuje na fotografię i opisuje je jako „najładniejsze miasto w Hiszpanii”

Miasto położone jest blisko początku Camino Lebaniego, mniej znanego szlaku pielgrzymkowego, który wije się w głąb lądu do klasztoru Santo Toribio de Liébana w górach Picos de Europa. Kantabria to jedyny region na świecie, przez który przecinają się dwa chrześcijańskie szlaki pielgrzymkowe, wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Dla miasta głęboko związanego z pielgrzymkami chrześcijańskimi być może nieoczekiwane jest to, że Santillana jest również powiązana z filozofią egzystencjalną. W 1935 roku Jean-Paul Sartre odwiedził miasto wraz z Simone de Beauvoir. Kilka lat później Santillana pojawił się w Mdłościach, pierwszej powieści Sartre’a, gdzie narrator w rozmowie o naturze przygody wskazuje na fotografię i opisuje je jako „najładniejsze miasto w Hiszpanii”.

„Wsiąść do złego pociągu. Zatrzymać się w nieznanym mieście. Zgubić teczkę, zostać przez pomyłkę aresztowany, spędzić noc w więzieniu” – mówi Samouk. „Panie, wierzyłem, że słowo przygoda można zdefiniować jako wydarzenie niezwykłe, niekoniecznie nadzwyczajne”.

Według tej definicji moja przygoda była już w toku.

Popularny punkt surfingowy Playa de Los Locos, niedaleko Suances. Zdjęcie: Around the Corner Pics/Alamy

Podróżowanie średniowiecznymi uliczkami z niemowlęciem nie jest dla osób o słabym sercu. Z parasolem w jednej ręce i nosidłem w drugiej, brnęliśmy przez deszcz, a nasz synek zasnął, rujnując mu harmonogram drzemek i szansę na popołudniowy odpoczynek.

Mimo to Santillana ma sposób na złagodzenie takich chwil. Wpadliśmy do piekarni Casa Quevedo, gdzie od lat pięćdziesiątych XX wieku ta sama rodzina serwuje świeże mleko i ciasta. Wewnątrz średniowiecznego budynku szklanka mleka wydawała się idealnym antidotum na szare niebo i rodzicielskie zmęczenie.

Z Santillana jest 10 minut jazdy samochodem do nadmorskiego miasteczka Suances, naszego ostatniego przystanku i kolejnego skoku wehikułu czasu. Jadąc obok głównej części miasta i w stronę bardziej turystycznej części wybrzeża, apartamentowce i nadmorskie hotele pojawiły się w pastelowych odcieniach. Zameldowaliśmy się w Costa Esmeralda Suites, pięciogwiazdkowym hotelu oferującym hojne zniżki poza sezonem. Z zewnątrz przypomina tradycyjną rezydencję. Jednak wewnątrz projekt przypomina kapsułę czasu luksusu z przełomu tysiącleci: czerwone dywany, motyw Ferrari i ogromne wiry wodne.

W odległości krótkiego spaceru znajduje się Playa de la Concha, gdzie fale Atlantyku wznoszą się w kierunku szerokich piaszczystych wydm. Kiedy dotarliśmy na miejsce, deszcz w końcu osłabł.

W pobliżu portu restauracje i kawiarnie tętniły życiem. „Inne miasteczka surfingowe w okolicy wymarły zimą” – powiedziała mi Inma, mieszkanka baru i restauracji Marcelo Gourmet. „Ale Suances jest zawsze pełne życia”.

Latem surferzy w kombinezonach pływają po wodzie, czasem mając za sobą widok na ośnieżone góry Picos de Europa. A samo jedzenie jest wystarczającym powodem do odwiedzenia. W Bonito Verde zamówiliśmy talerz rabas (smażone kalmary, lokalna specjalność), tak świeże i chrupiące, że zniknęły niemal natychmiast, a także pyszne krokiety z atramentem kałamarnicy. Ciekawość zaprowadziła nas także do Suka, niepozornej restauracji, która podobno serwuje jedne z najlepszych sushi w Kantabrii. To było kolejne zwycięstwo.

Na śniadanie miejscowi wskazali nam Castillo de Los Locos, w którym mieści się restauracja położona dramatycznie nad klifami Playa de Los Locos, gdzie jedzenie jest dobre, a widoki są niesamowite.

Playa de la Concha w Suances. Fot.: Japhotos/Alamy

Ostatniego ranka obudziłem się wcześnie i wymknąłem się z pokoju hotelowego, zostawiając śpiącą rodzinę. Światło słoneczne w końcu przebiło się przez chmury. Szedłem wzdłuż cienkiego półwyspu, który rozciąga się pomiędzy Playa de Los Locos i La Concha, słuchając śpiewu ptaków i obserwując fale rozbijające się o klify. To tylko krótki spacer od Castillo de Los Locos, ale wydawało się, że jest daleko od cywilizacji.

Stojąc tam, wdychając słone powietrze i czując słońce, zrelaksowałem się.

Po wychwalaniu Santillany bohater Nudności Sartre’a zastanawia się, że przygoda nie jest czymś, czego możemy doświadczyć na bieżąco. Zamiast tego, twierdzi, przygody przeżywa się po fakcie, patrząc wstecz i zamieniając doświadczenia w historie. „Ale musisz wybrać” – kontynuuje. „Żyj lub opowiedz”.