Niedawnego marcowego wieczoru Bohdan Tymczenko, cichy i skromny mieszkaniec Buczy, zalogował się na swoim komputerze, aby zagrać w popularną grę wideo World of Tanks. Niecałe dwa tygodnie później podłożył dwie bomby przed swoim mieszkaniem.
To, co wydarzyło się w ciągu ostatnich dni, daje wyraźny wgląd w rosnący wzorzec: Ukraińcy wciągani do Internetu przez rosyjskie służby wywiadowcze, obiecywani pieniądze lub zmuszani do przeprowadzania ataków sabotażowych na własny kraj.
Fakt, że do bombardowania doszło w Buczy – zielonym miasteczku na obrzeżach Kijowa, które stało się synonimem brutalności rosyjskiej inwazji – tylko pogłębił szok.
Bohdan Tymczenko zostaje zatrzymany przez władze ukraińskie po zamachu. Foto: Kijowska prokuratura
Ukraińscy śledczy uważają, że 21-letni Tymczenko, który mieszkał z babcią w pięciopiętrowym bloku, po raz pierwszy skontaktował się z rosyjskim opiekunem na czacie internetowym poświęconym grze wideo. Następnie podejrzany agent poprowadził go krok po kroku w aplikacji do przesyłania wiadomości Telegram, instruując, jak zdobyć materiały, zamontować urządzenia w swoim mieszkaniu i przeprowadzić atak. Tymczenko obiecano w zamian 1200 dolarów (900 funtów).
Eksplozje, które miały miejsce we wczesnych godzinach porannych, miały cechy ataku podwójnego dotknięcia. Około godziny 5:30 doszło do pierwszego wybuchu na zewnątrz budynku, po którym prawie dwie godziny później zdetonowano drugie urządzenie, raniąc dwóch funkcjonariuszy po przybyciu policji.
Śledczy uważają, że Tymczenko otrzymał w Telegramie instrukcje dotyczące montażu bomb w swoim mieszkaniu. Foto: Kijowska prokuratura
„To cios w plecy. Nie ma nic gorszego niż zrobienie tego przez jednego z twoich obywateli” – powiedział Dmytro Prokudin, szef kijowskiej prokuratury obwodowej. „I widzimy to coraz częściej”.
Ukraińska służba bezpieczeństwa SBU zidentyfikowała ponad 800 Ukraińców, w tym co najmniej 240 nieletnich, zrekrutowanych przez Rosję w ciągu ostatnich dwóch lat do różnych celów, od infrastruktury krytycznej po urzędy poborowe. Celem, jak twierdzą urzędnicy, jest szerzenie niepewności, strachu i nieufności.
Dla mieszkańców bloku w Buczy myśl, że zagrożenie może nadejść od wewnątrz, była głęboko niepokojąca. „Po prostu nie rozumiem, jak coś takiego mogło się tutaj wydarzyć, coś, co zrobił ktoś, kogo widujesz na co dzień” – powiedziała Inna, emerytka mieszkająca obok Tymczenki.
Inna przeżyła krótką okupację rosyjską wiosną 2022 roku, ale straciła przyjaciół. Po wyzwoleniu miasta odkryto ponad 400 ciał, w tym cywilów ze związanymi rękami.
Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski i pierwsza dama Ołena Zełenska biorą udział w uroczystości upamiętniającej poległych podczas rosyjskiej okupacji Buczy. Zdjęcie: ulotka służb prasowych ukraińskiego prezydenta/EPA
„Rosja chce, żebyśmy poczuli się niebezpieczni i wywołali chaos po tym wszystkim, przez co już przeszliśmy” – powiedziała Inna. Podobnie jak inni początkowo założyła, że pierwsza eksplozja była wynikiem rosyjskiego ataku dronem lub rakietą, ale została zdezorientowana, gdy nie ogłoszono alarmu przeciwlotniczego.
Inna mieszkanka powiedziała, że podczas spaceru z psem późnym wieczorem, na kilka godzin przed wybuchem, zauważyła dwa duże czarne worki na śmieci w pobliżu wejścia, ale nie przejęła się tym. „Jak mogłam sobie wyobrazić, że to bomby? Nawet nie przeszło mi to przez myśl”, powiedziała, gładząc swojego chihuahua.
Niektórzy mieszkańcy Buczy wierzyli, że podczas wybuchów widzieli podejrzanego czającego się za drzewami i detonującego urządzenia z bliska. Śledczy analizują doniesienia.
Mieszkańcy Buczy twierdzili, że nie było żadnych wyraźnych sygnałów ostrzegawczych w sprawie Tymczenki. Opisywano go jako nieśmiałego, w dużej mierze trzymającego się z daleka od siebie i spędzającego większość czasu w domu jako bezrobotny.
Sprawę jeszcze bardziej zagadkową dla prokuratorów stanowi fakt, że Tymczenko pochodził z rodziny wojskowej. Jego brat zginął walcząc za Ukrainę i został pośmiertnie odznaczony medalem za odwagę, a jego matka nadal służy w siłach zbrojnych jako sanitariuszka.
„Nadal próbujemy ustalić jego motywy oraz to, czy stał się celem konkretnie ze względu na swoje pochodzenie, czy po prostu podszedł do niego przypadkowo” – powiedział Prokudin. Ukraińscy urzędnicy uważają, że w większości przypadków rosyjscy doradcy zarzucili szeroką sieć w Internecie, sondując potencjalnych rekrutów w przypadkowych rozmowach, zanim eskalowali kontakt.
„Rekruter loguje się, zaczyna rozmawiać i po kilku pytaniach szybko rozumie, czy dana osoba jest chętna do współpracy. Taka jest zasada” – powiedział Prokudin i dodał, że główną motywacją są zazwyczaj pieniądze.
Bombardowanie było szczególnie szokujące dla mieszkańców Buczy po brutalnych atakach Rosji na ludność cywilną w tym mieście cztery lata temu. Foto: Kijowska prokuratura
Kiedy indziej do wywierania presji na rekrutów wykorzystuje się krewnych Ukrainy mieszkających na terenach okupowanych przez Rosję. Skomplikowany charakter programu rekrutacji, obejmującego wielu pośredników i osoby obsługujące Telegram, utrudnia jego śledzenie i identyfikację.
„Bez wątpienia duża liczba Rosjan zajmuje się operacjami sabotażowymi w naszym kraju, identyfikując i wykorzystując słabe ogniwa” – powiedział Prokudin.
Występując w zeszłym miesiącu w sądzie Tymczenko oświadczył, że był szantażowany, twierdząc, że jego opiekun powiedział mu, że zna miejsce pobytu jego matki i „widzi ją z drona”.
Śledczy uważają, że jego pierwotny plan mógł zostać pokrzyżowany. Wieczorem przed eksplozją kobieta zadzwoniła na policję, aby zgłosić incydent domowy w mieszkaniu. Funkcjonariusze nabrali podejrzeń po wyśledzeniu połączenia z odległego regionu.
W całym kraju używa się fałszywych połączeń, aby zwabić osoby udzielające pierwszej pomocy w pułapki, tworząc atmosferę nieufności. „Wygląda na to, że początkowy pomysł zakładał zwabienie policji na miejsce zdarzenia i zdetonowanie pierwszego urządzenia, a następnie uruchomienie drugiego, gdy nadejdzie wsparcie” – powiedział prokurator.
Prokudin opisał, jak niedawno wezwano policję po tym, jak kobieta zgłosiła, że jej mąż zabił ich córkę i odebrał sobie życie. Funkcjonariusze wahali się, czy wejść do środka, mimo że zgłoszenie było prawdziwe. „Wzywa się nas do sprawdzenia czegoś, co brzmi jak tragedia domowa, ale nie możemy być pewni, czy jest ona prawdziwa, czy też ustawiona. Taki jest dokładnie cel Rosji” – powiedział.
Jak twierdzą zachodni urzędnicy, wykorzystywanie przez Rosję pełnomocników na Ukrainie należy postrzegać jako część szerszego wzorca. W całej Europie agencje wywiadowcze zmagają się z falą rosyjskiego sabotażu, podpaleń i dezinformacji, często przeprowadzanych przez osoby rekrutowane w Internecie.
„Działania dywersyjne Moskwy na Ukrainie odzwierciedlają to, co widzimy w innych częściach Europy” – powiedział starszy oficer wywiadu europejskiego, wypowiadając się pod warunkiem zachowania anonimowości. „Używają tej samej taktyki, tych samych metod, tych samych platform. Ukraina jest często poligonem doświadczalnym. „