Czy oni potrafią grać? Czy mogą chować ludzi? Tak’
Goldie: Kemistry and Storm (dyptyk) Eddiego Otchere (1995)
„W moim studiu w Tajlandii wisi jej zdjęcie”. Zdjęcie: © Eddie Otchere
Pamiętam, jak jechałem rowerem po Camden High Street i mijałem Red or Dead. Widziałem tę dziewczynę Kemi, czyli Kemistry. Podobnie jak ja była rasy mieszanej i miała blond dredy. Niewiarygodny! W końcu poszliśmy na kawę i zaczęliśmy się spotykać. Ona i jej przyjaciółka Storm zabrały mnie na wieczorny Rage Fabio i Grooveridera. Był to kocioł pełen ludzi ze szczytami na podium, co dawało mnóstwo wrażeń. Rozwaliło mnie to.
Chciałem tworzyć muzykę. Chcieli po prostu w to zagrać. Gdybym dostawał funta za każdą godzinę, którą Kemistry i Storm spędzają przed pokładami, byłbym miliarderem. Kwestia tego, czy są kobietami, nie wchodziła w grę. Czy potrafią grać? Tak. Czy mogą chować ludzi? Tak. To wszystko.
To była tragiczna historia miłosna. Kemi wiedziała, że umrze młodo. W noc wypadku samochodowego (w kwietniu 1999 r.) jechali na koncert, na który nie powinni byli iść, zastępując kogoś. Wiele współczuję Stormowi, że musi to nosić w swoim sercu, ale myślę, że Kemi i tak żyje w niej. Na pewno żyje we mnie. W moim studiu w Tajlandii wisi jej zdjęcie i za każdym razem, gdy jestem w trybie aranżacji, podnoszę głowę i pytam: „W porządku, Kem?” I otrzymuję odpowiedzi, których potrzebuję.
„To nie są tylko bary dla barów”
Estelle: Slick Rick Janette Beckman (1989)
„To nasza legenda”. Zdjęcie: Janette Beckman
To zdjęcie wydaje się takie nowe, więc dzisiaj. Można by umieścić na tym obrazie głowę dowolnego artysty – od Dave’a po Kano – i nadal wydawałby się on aktualny. Mimo że Rick mieszkał w USA, pozostał autentycznie sobą. Dla mnie jego styl i sposób opowiadania historii położyły podwaliny pod brytyjski hip-hop. To nie są tylko bary dla barów. W czarnej muzyce brytyjskiej opowiadamy historie. Taki właśnie pozostał rodowód.
Teraz mieszkam w USA i żadna wersja mnie nie poradzi sobie bez Slicka Ricka. W każdym studiu, do którego wchodzę, ktoś mówi coś o akcencie. Ale to „akcent Slick Ricka”, a nie angielski. Kiedy dostałem telefon, aby zagrać lektora na jego albumie Victory z 2025 roku, pomyślałem: „Czy chcesz, żebym zrobił coś jeszcze? Zrobię ci toast?” Podobnie było, gdy poproszono mnie o występ z nim na tegorocznym Mobos. Nie bawię się w dawanie temu człowiekowi jego rekwizytów. Jest naszą legendą i jest także moim starszym bratem.
„Zamiata się nas pod dywan”
Dennis Bovell: Linton Kwesi Johnson i Darcus Howe w biurze Race Today w Brixton (1979)
„Zawsze uważałem słowa Lintona za najpotężniejsze i najdokładniejsze, które doszły z tych brzegów”. Zdjęcie: (c) Adrian Boot/Urbanimage.tv
To przywołuje wiele wspomnień o tej dwójce walczącej o to, aby Race Today znalazło się na półkach. Ich publikacje były niezwykłe – od tamtej pory nie było takiej gazety ani czasopisma. Kilka pierwszych koncertów, które zagraliśmy z Lintonem, było mocno powiązanych z Race Today. Szkolny przyjaciel Lintona powiedział mu: „Jeśli zamierzasz łączyć muzykę z poezją, sugeruję zaangażowanie Dennisa Bovella”.
W tym czasie Linton pracował jako dziennikarz BBC i przyszedł przeprowadzić wywiad z moją grupą Matumbi. Wtedy zapytał, czy wejdę na pokład. Minęły dwa lata i nagle pojawił się u mnie w domu i powiedział: „Mam trochę czasu w ten weekend na nagranie. Jesteś wolny?”
Zawsze uważałem słowa Lintona za najpotężniejsze i najdokładniejsze, które doszły z tych brzegów. Ośmielił się powiedzieć to, co myśleli wszyscy inni. Miał siłę powiedzieć: „Zamiata się nas pod dywan. Jesteśmy marginalizowani”. Chciałem nadać mojej muzykalności tego rodzaju tekstom. Rozpowszechnialiśmy tę informację – a wciąż jest wiele do powiedzenia.
„Ci chłopcy mieli rękojeści kilofów”
Prezent Fine Young Cannibal Roland: plakat do debiutanckiego albumu studyjnego Beatu, I Just Can’t Stop It (1980)
„W tamtych czasach koncerty tak wyglądały – surowe i gotowe”. Zdjęcie: Records/Alamy
Kiedy The Beat grali w Hull, klawiszowiec mojego zespołu Akrylykz dał im nasze demo i zaprosili nas na trasę. To było świetne, poza tym, kiedy graliśmy w Birmingham. W sklepie z rybami i frytkami ci chłopcy podjechali z czymś, co uważaliśmy za zwinięte plakaty do podpisania, ale w rzeczywistości były to rękojeści kilofa. Tak wtedy wyglądały koncerty – ostre i gotowe, z dużą ilością walk pomiędzy skinami, modami i punkami.
W 1980 roku odwiedziliśmy Beat, kiedy nagrywali I Just Can’t Stop It w studiach Roundhouse w Londynie. Byliśmy po drugiej stronie ulicy, w studiu Chalk Farm, które było znacznie mniejsze i nie tak eleganckie. Kilka lat później oba zespoły się rozpadły, a Andy Cox i Everett Morton (z Beat) poszukiwali wokalisty do nowego zespołu. Ktoś o mnie pamiętał i staliśmy się Fine Young Cannibals.
Najzabawniejsze było to, gdy wszystko było nowe: występy w Top of the Pops lub The Tube, usłyszenie naszej piosenki w radiu, wytwórnie płytowe zabierały nas na japońskie jedzenie. Czasami widziałem, jak ludzie się gapią i myślą: „Czy oni chcą walczyć?” Ale to tylko dlatego, że byliśmy na okładce magazynu.
„Płyną napoje i wszyscy się śmieją”
Arlo Parks: Fabio i Grooverider obserwują imprezę uliczną na Tottenham Court Road autorstwa Dave’a Swindellsa (1988)
„Uwielbiam poczucie euforii na tym zdjęciu”. Zdjęcie: Dave Swindells
Uwielbiam poczucie euforii na tym zdjęciu. Jest takie pełne życia. Niedawno poszłam na imprezę uliczną z okazji Juneteenth w Nowym Jorku i jest coś w byciu na ulicy – to szczególne poczucie magii. W powietrzu czuć ciepło, ludzie rozmawiają, leją się drinki, wszyscy się śmieją. To część miasta. To dodatkowy poziom świętowania i wspólnoty.
Od kilku lat zajmuję się kulturą klubową. Fabio i Grooverider odegrali kluczową rolę we ożywieniu bębna i basu. Kiedy zapoznawałem się ze sceną rave końca lat 80., usłyszałem remiks utworu Fools Gold zespołu Stone Roses. Dopiero później kliknąłem, że to Grooverider. Podoba mi się to, że kiedy grali w pirackiej stacji radiowej Faze 1, grali dużo soulu, hip-hopu, disco i house. To dźwiękowi odkrywcy, których pasją jest muzyka pełna przygód i pozbawiona gatunków. Jest w tym energia „zrób to sam” – inwestują w prace oddolne, budując dziedzictwo od podstaw i podnosząc na duchu innych artystów poprzez własne wytwórnie płytowe.
„Położył podwaliny pod ludzi takich jak ja”
Courtney Pine: Folder z nutami należącymi do Lesliego „Jivera” Hutchinsona (lata 30. XX w.)
„Moja więź z nim jest dość przerażająca”. Zdjęcie: © Muzeum Wiktorii i Alberta, Londyn
Szukałem informacji o czarnoskórych muzykach aż do Johna Blanke’a, Afrykanina, który grał na trąbce dla Henryka VIII. Pojawiło się nazwisko Leslie Hutchinson. Nie znam nawet jego muzyki – wiem tylko, że był trębaczem, który przyjechał z Jamajki i poszedł do wojska. Kilkakrotnie odmówiono mu, ale był najlepszy i pomimo wszystkich naiwnych został dowódcą orkiestry wojskowej. Przyjechał ze swoimi umiejętnościami i misją bycia najlepszym. Położył podwaliny pod ludzi takich jak ja, do naśladowania.
Mój związek z nim jest trochę straszny. Prowadziłem o nim program w radiu BBC, kilka razy rozmawiałem z jego córką, piosenkarką jazzową Elaine Delmar, i tak jak ja urodził się 18 marca. Dla mnie to zdumiewające, że istnieją rękopisy jego twórczości – że ktoś w latach czterdziestych i pięćdziesiątych XX wieku spisywał ich pomysły i wykorzystywał je w big bandach. W tamtym czasie wielu muzyków z Karaibów zastanawiało się, czym mógłby być jazz. Nie wszyscy są znani, ale staramy się, aby ludzie byli świadomi ich dziedzictwa. Ten folder to kapsuła czasu.
„Występowałem na ulicach, które przemierzałem jako dziecko”
AJ Tracey: Pięć dziewcząt na karnawale w Notting Hill autorstwa Johny’ego Pittsa (2010)
„Czujesz energię dnia”. Zdjęcie: © Johny Pitts
To zdjęcie doskonale oddaje ducha karnawału. Można poczuć energię dnia i wysiłek włożony w przygotowania do święta naszej kultury. Dorastałem w Ladbroke Grove w zachodnim Londynie i mam 32 lata, więc powiedziałbym, że byłem na co najmniej 25 karnawałach. Jestem Trini, więc to wiele dla mnie znaczy. To kawałek naszej kultury, który tu istnieje. Interesuję się socą, ale uwielbiam też słuchać Vybza Kartela i oldschoolowego Boba Marleya – wszystkiego, co wprawi mnie w pozytywny nastrój. Co roku słychać szeroką gamę muzyki karaibskiej i zawsze będzie ona miała na mnie wpływ. Co najmniej 50% nowych piosenek, które mam w planach, prawdopodobnie pochodzi z karnawału – dancehall, reggae i ragga.
Zawsze chodziłem do Rampage (nagłośnienie), gdzie są najbardziej energiczni imprezowicze. Widziałem tam So Solid Crew i w końcu, kiedy zostałem artystą, zostałem zaproszony do samodzielnego występu. Za pierwszym razem byłem z Toddla T i Annie Mac, a w tłumie widziałem wszystkich moich przyjaciół i rodzinę. Występowanie na własnym terenie, na ulicach, po których włóczyłem się jako dziecko, jest zupełnie inne niż występowanie gdziekolwiek indziej. To było surrealistyczne.
„Zwycięstwo to była wielka sprawa”
Stella, Renée i Jorja z Flo: trofeum Brit Awards zaprojektowane przez Slawna (2022)
„To niesamowite, że podkreślono jego dziedzictwo”. Zdjęcie: dzięki uprzejmości Brit Awards i Slawn
Stella: To był nasz pierwszy Brytyjczyk, właściwie nasza pierwsza prawdziwa nagroda, więc to była wielka sprawa. Fakt, że Slawn jest nigeryjskim artystą, miał ogromny sens, biorąc pod uwagę rolę, jaką inne kraje – zwłaszcza kraje rasy czarnej – odegrały w tworzeniu Wielkiej Brytanii.
Renée: To niesamowite, że podkreślono jego dziedzictwo. Nie tylko „Ta osoba została nagrodzona”, ale „Stąd pochodzi. To jest wpływ”. To było takie specyficzne dla naszego pokolenia. Nigdy nie gonimy za nagrodami, ale uznanie jest jedną z najważniejszych rzeczy. Obserwowanie ludzi takich jak Ty robiących niesamowite rzeczy może być niezwykle inspirujące.
Jorja: Ludzie z wielu różnych społeczności mówią nam, że łączą ich emocje i surowość tego, co robimy. Ale za każdym razem, gdy przyjmujemy nagrodę, robimy to w imieniu wszystkich żeńskich grup, które były przed nami – zwłaszcza tych, których członkami były czarnoskóre Brytyjki, jak Little Mix i Sugababes. Umożliwili nam to.
Wystawa „Muzyka jest czarna: brytyjska historia” zostanie otwarta 18 kwietnia w V&A East Museum w Londynie.