Strona główna Wiadomości Moje poszukiwania idealnej winiarni w Madrycie | Wakacje w Madrycie

Moje poszukiwania idealnej winiarni w Madrycie | Wakacje w Madrycie

8
0


Pierwszą przeszkodą, którą należy pokonać w poszukiwaniu najlepszych winiarni w stolicy Hiszpanii, jest właściwa interpretacja słowa „bodega”. Definiuje się go jako magazyn, winiarnię, piwnicę z winami oraz sklep z winami lub bar specjalizujący się w winie. W hiszpańskim slangu może to również oznaczać sklep spożywczy.

Zapytałem kilka osób pracujących w madryckim handlu winem i wszystkie miały trudności z dokładnym zdefiniowaniem, czym jest bodega – a czasami nie zgadzały się ze sobą. Na przykład, chociaż La Bodega de los Reyes pasuje do opisu, ponieważ posiada piwnicę z winami, właściciel pobliskiego baru stwierdził, że nie można jej zaliczyć do bodegi, ponieważ jest to po prostu sklep z winami.

Wyszukiwarka internetowa sugeruje dziesiątki madryckich winiarni, ale niektóre z nich nie są tymi klimatycznymi, zabytkowymi barami, na jakie możesz liczyć. Na przykład Bodegas de los Secretos jest w dużej mierze restauracją. Znakomita restauracja De Vinos zachowała kilka historycznych elementów (cecha charakterystyczna najbardziej uznanych winiarni w Madrycie), takich jak marmurowy bar i tradycyjna dekoracyjna podłoga, i oferuje wybór 600 win, ale jest to nowoczesna winiarnia. La Taberna de La Copla była kiedyś znana jako Bodegas El Mañon, a w jej piwnicy z ceglanymi ścianami znajduje się minimuzeum zabytkowych akcesoriów do butelkowania i tinaja (duże, tradycyjne gliniane lub gliniane słoiki używane do przechowywania wina). Wszystko wskazuje na to, że jest to bodega, ale współwłaściciel Alejandro Simon upiera się, że już nią nie jest: „Ten budynek ma długą historię, ale prowadzenie bodegi przy obecnych przepisach jest po prostu zbyt trudne, a rynek jest zbyt mały, abyśmy mogli skupić się wyłącznie na winie, więc jesteśmy teraz barem oferującym szerszy asortyment”.

Oto więc wybór miejsc, które bez wątpienia można by zaliczyć do bodeg: bezpretensjonalnych, niedrogich barów specjalizujących się w winie i z silnym wyczuciem historii.

Zdjęcie: Ben West

W pobliżu stacji Atocha hotel Rosell obejmuje kilka pomieszczeń, w tym restaurację. W głównym barze, z miejscami do siedzenia wokół stołów zrobionych z beczek po winie, znajdują się trzy bordowe kolumny z kutego żelaza, o które można się oprzeć, gdy wypije się o jedną za dużo. Jest to przyjemnie surowy i gotowy pokój, z mieszanką gitar i innych instrumentów, przestarzałymi zdjęciami i butelkami wina zdobiącymi ściany.

Został założony w 1920 roku i szczyci się fasadą z płytek pomalowanych przez Alfonso Romero Mesa, który ozdobił także Las Ventas, największą i najbardziej prestiżową arenę walki byków w Hiszpanii. Podczas hiszpańskiej wojny domowej piwnice służyły jako schrony przeciwlotnicze.

Podczas mojej wizyty tętniło życiem mieszkańców. Do mojej szklanki Rioja za 4,20 euro podano chipsy i małże, a popularne tu tapas to polędwiczka wieprzowa, pieczony w piekarniku dorsz i grzyby leśne.9/10

Zdjęcie: Alex Segre/Alamy

Pochodząca z 1892 roku ta bodega w dzielnicy Malasaña jest prawdziwym ekshibicjonistą, z jaskrawoczerwoną fasadą i grawerowanym szklanym oznakowaniem wyglądającym na vintage. W środku było nie więcej niż trzech, czterech turystów (był marzec), ale w niektóre wieczory w szczycie sezonu robiło się tak tłoczno, że do wejścia ustawiały się kolejki.

Dolna połowa ścian wyłożona jest jasnoniebieskimi, żółtymi i białymi kafelkami; górna połowa stara się ukryć brudną tapetę za mnóstwem przestarzałych zdjęć. Za barem, oprócz butelek po winie, stoją stare butelki i puszki po piwie.

Bar serwuje wermut z beczki, który jest robiony na miejscu, ale wypchnąłem łódkę i zamówiłem szklankę ribery za 2,80 euro (w towarzystwie darmowego małego talerza oliwek) i sardynkę za 4,25 euro w pysznej oliwie z oliwek na krakersie w paście pomidorowej. Jakimś cudem ten ostatni pojawił się w ciągu kilku minut, pomimo ogólnego chaosu w tym wypełnionym, tętniącym życiem barze.

Ciekawostką jest drugi, cichszy pokój na tyłach, do którego trzeba schować się pod barem, aby do niego dotrzeć. 8/10

Zdjęcie: Ben West

Nie dziwię się, że Ernest Hemingway bywał w tej wspaniałej bodedze w pobliżu Puerta del Sol, która uporała się z jej zniedołężnieniem do tak umiejętnego stopnia, że ​​naprawdę ma się wrażenie, jakby cofnięto się w czasie. Z dębowymi beczkami po sherry barwionymi melasą, zabytkową kasą fiskalną, zabytkowymi plakatami z walk byków, wyszczerbionymi płytkami podłogowymi, które z pewnością miały już lepsze dni i kilkoma setkami bardzo zakurzonych butelek na półkach sięgających niemal do sufitu, jest to, nie trzeba dodawać, pełne charakteru. Podniesiony obszar z tyłu jest nieco bardziej odosobniony.

Kiedy tam byłem, miejsce to było pełne mieszkańców i kilku Amerykanów, ale jedyną rzeczą, która go zawiodła, była dość szorstka obsługa, którą zgłaszali w Internecie nielokalni ludzie, a której byłem świadkiem, gdy ktoś próbował zrobić zdjęcie. Jednak zasada zakazu robienia zdjęć ma długą historię, sięgającą czasów hiszpańskiej wojny domowej (ściany i sufity najwyraźniej nie były od tego czasu malowane), kiedy ludzie obawiali się szpiegów. I uwaga: w La Venencia obowiązuje również zakaz dawania napiwków (kolejne dziwactwo zakorzenione w jej republikańskiej, socjalistycznej historii) i plucia.7/10

Zdjęcie: Ben West

W bezpretensjonalnej Vinícola Mentridana, w dzielnicy Lavapiés, dwie ściany wyłożone są starymi, zakurzonymi butelkami wina sięgającymi sufitu. Jednak pomimo tego, że została założona w 1920 roku, nie sprawia wrażenia tak historycznej, jak inne wspomniane bodegi. Być może zbyt entuzjastyczny remont w 2010 r. odebrał część atmosfery winiarni?

Kiedy odwiedziłem, było znacznie ciszej niż w innych, a przy barze było tylko kilku mieszkańców – co zostało przyjęte z zadowoleniem, ponieważ tętniące życiem bary mogą po pewnym czasie stać się męczące. Jest duży wybór win z całej Hiszpanii, a mój kieliszek tinta de toro za 4,20 euro był odważny i pyszny. Jednakże towarzyszący mu tost z serem i szynką za 7,20 euro nie był miły.6/10

Zdjęcie: Ben West

Znak tego ruchliwego małego miejsca, niedaleko stacji metra Antón Martín w centrum miasta, dużymi literami krzyczy BODEGA, ale nazywa się też restauracją, barem tapas i taberną. Ma w ofercie duży wybór win, a także sherry i sangrię oraz szeroki wybór tapas – kiedy odwiedziłem, z wielkim entuzjazmem kroili udziec szynki iberyjskiej.

Na ścianach stoją rzędy butelek wina, a na wyższych półkach rzędy starych książek (szkoda, że ​​są tak wysoko, że nie można do nich dosięgnąć, ale dodają charakteru). Telewizja pokazująca mecz piłki nożnej trochę mi zepsuła atmosferę, a po niedawnej przebudowie wszystko wydaje się trochę zbyt schludne, aby przywoływać historię, mimo że została założona w 1929 r. 6/10

Zakwaterowanie zapewnił CoolRooms Palacio de Atocha (podwójne od 275 € tylko za pokój)