Co się dzieje, gdy pisarzowi bardziej zależy na fabule lub przesłaniu niż na prozie? Fabuła i przesłanie mają ze sobą wiele wspólnego: płynnie poruszają się na oleju smarującym banał. W ten sposób możesz cieszyć się, na poziomie fabuły lub argumentacji, powieścią, która toczy się przez kawałki powieści o koniach pociągowych, takich jak: „wypielęgnowane ogrody”, „oczko w głowie ojca”, „czcigodny patriarcha”, „niewiele wtedy wiedziałem”, „przewidywanie pogody”, „brak pieniędzy”, „ledwo wypuściła słowa z jej ust”, „pochłonięty konfliktami społecznymi”, „byłem zaskoczony”, „przeszywający krzyk”, „Rozdzierająca uszy kakofonia”, „lizanka farby”, „To był cud do zobaczenia”, „Wyglądało, jakby była opętaną kobietą”, „Ceremonie przebiegły bez żadnych problemów”, „Ona i ja byliśmy skrajnymi przeciwieństwami”…
Przez większą część tej książki przypomina to lekturę jedenastej powieści Amitava Ghosha, Ghost-Eye. Fabuła została dość misternie opracowana. Zasila ciekawość czytelnika, szczególnie w pierwszej połowie, różnymi intrygującymi tajemnicami. Temat – różne zderzenia tego, co globalne i lokalne w dobie po drugiej wojnie światowej – jest ważny. Ale większość prozy jest martwa w momencie przybycia. Mówię to z żalem. Podobnie jak wielu czytelników, myślę o Ghoshu z wdzięcznością: nie tylko za bogactwo narracyjne jego trylogii o Ibisie (Morze maków, Rzeka dymu i Powódź ognia), ale także za pracę nad intelektualnym kształtowaniem, którą wykonał w swojej polemice z 2016 r. The Great Derangement: Climate Change and the Unthinkable. Ghosh jest przynajmniej częściowo odpowiedzialny za pojawienie się kryzysu klimatycznego jako palącego tematu w fikcji literackiej ostatniej dekady. Obudził nas ze snu.
Ghost-Eye samo w sobie jest powieścią o kryzysie klimatycznym. Narratorem jest Dinu, opisany przez przyjaciela jako „antykwariusz w średnim wieku, na pół emeryturze, mieszkający na Brooklynie”. Dinu opowiada swoją historię w „roku zarazy 2020”. Pisze, aby rozwikłać skomplikowaną przeszłość: dorastał w Kalkucie w latach 60. i 70. XX wieku i pragnie upamiętnić swoją ciotkę Shomę, która pracowała jako terapeutka, często opiekując się dziećmi z problemami. Jedno z takich dzieci jest osią książki. Shomę interesują tzw. „przypadki typu reinkarnacji” – dzieci, które wydają się dokładnie pamiętać poprzednie wcielenia. Wezwała ją zamożna rodzina Guptów. Ich trzyletnia córka Varsha domaga się jedzenia ryb, choć zgodnie z odziedziczonym zwyczajem dżinistów w gospodarstwie domowym panuje wegetarianizm. Shoma, dzięki niezbyt koszernej pracy detektywa terapeutycznego, przedstawia wiarygodne dowody na przeszłe życie Varshy jako młodego rybaka i utalentowanego kucharza w Sundarbanach. Narracja toczy się pomiędzy przeszłością a przyszłością oraz po całym świecie w ramach różnorodnych wypraw – polowania na przeszłe życie Varshy; Poszukiwanie wiedzy Dinu o własnej przeszłości; oraz tajny plan podopiecznego Dinu, Tipu, mający na celu ujarzmienie mocy duchowo uzdolnionych ludzi, zwanych „oczami duchów”, w celu zwalczania drapieżników ze strony korporacyjnych trucicieli – złóż razem.
podwójny cudzysłów Sprawa powieści przeciwko korporacyjnym trucicielom kończy się fiaskiem w nadprzyrodzonej rozgrywce poza sceną
Reinkarnacja jest tu metaforą Ghosha opisującą nasze wzajemne powiązania w zglobalizowanym świecie. Zakłada duchowość podzielaną przez ludzi, zwierzęta i rośliny, wieczny ekologiczny umysł ula, ponadczasowy i współczujący. To prowokacyjny pomysł. Jest przytłumiony warstwą banału. „Widzę martwych ludzi” – mówi Varsha jak dzieciak z „Szóstego zmysłu”. Czy odniesienie jest zamierzone? Wydaje się, że tak nie jest. Ale to najmniej. Podopieczny Dinu, Tipu, ma być pokoleniem Z, ale on mówi tak: „OK, tatusiu, skoro się na mnie potykasz, to wyleję herbatę. Słuchaj, jak wiesz, Rafi i ja byliśmy aktywni przez kilka lat”. Momentami brzmi mniej jak poszukiwacz dorsza, a bardziej jak Bob Dylan z lat 60.: „Ale sprawa jest prosta, Tatusiu: kto według nich będzie umierał?”
Dialogi prowadzone przez bohaterów wyżu demograficznego nie są bardziej przekonujące. „Och, na litość boską” – mówi mąż Shomy, Monty. „Nie będziesz znowu opowiadał mi tych wszystkich Jungowskich bzdur, prawda? To tylko niepotwierdzone spekulacje.” Sama Shoma mówi tak, jakby wrzucała fragmenty przydatnego wykładu dla wiktoriańskiej publiczności teatralnej: „Ale biorąc pod uwagę wszystko, co dzieje się w ich życiu, prawdopodobnie upłynie trochę czasu, zanim znowu usłyszę głos Guptów”.
Drobna postać aktywistki, z którą Dinu miał „dziki, młodzieńczy romans”, to „podżegacz” o „magnetycznej osobowości”. Już jako dorosły Dinu, ucząc się gotowania posiłków z dzieciństwa, ogląda na YouTube filmy przedstawiające gotowanie po bengalsku „z wielką uwagą”. Tipu „wkrótce zaczął się grzebać, serdecznie popijając makaron”. „Zaliczony apel.” „Wyzerowany.” „Natychmiastowe przywiązanie”…
W procesie ciągłej erozji wszystkie narastające klisze podważają wiarygodność fabuły i pilność argumentacji. Późne ujawnienie tożsamości Dinu, które powinno wywrzeć zadowalającą siłę, wydaje się, cóż, głupie. Sprawa powieści przeciwko korporacyjnym trucicielom kończy się fiaskiem w nadprzyrodzonej rozgrywce poza sceną. To wielki wstyd. Dobre strony powieści – energia, z jaką przywołuje ona skrupulatną inteligencję Shomy; Bogata uwaga Ghosha na jedzenie jako metaforę i wyznacznik globalizacji jest bardzo dobra. Reszta to – cóż, może warto zakończyć banałem: Twój przebieg może się różnić.
Ghost-Eye Amitava Ghosha wydawane jest przez Johna Murraya (22 funty). Aby wesprzeć Guardiana, zamów swój egzemplarz na stronie Guardianbookshop.com. Mogą obowiązywać opłaty za dostawę.