Strona główna Wiadomości Aresztowanie Bena Robertsa-Smitha nie złagodzi bólu Afgańczyków, ale pokazuje, że Australia jest...

Aresztowanie Bena Robertsa-Smitha nie złagodzi bólu Afgańczyków, ale pokazuje, że Australia jest gotowa stawić czoła niewygodnej prawdzie | Shadi Khan Saif

18
0


Nawet dla Afgańczyków takich jak ja szczegóły oskarżenia niektórych australijskich żołnierzy SAS w Afganistanie wyszły na jaw bardzo późno. Zaczęły się one pojawiać dopiero, gdy garstka dziennikarzy zdecydowała się wysłuchać Afgańczyków, którzy byli ignorowani przez lata i dali przestrzeń rodzinom, które od dawna były uciszane.

Przez długi czas te twierdzenia – o bezprawnych zabójstwach lub zbrodniach wojennych – były cicho obecne w afgańskich wioskach. Dzielono się nimi między rodzinami, w smutku i niedowierzaniu, ale rzadko wykraczali poza to. Ludzie nie mieli języka, dostępu do mediów ani środków finansowych, aby dać się usłyszeć. Poza tymi małymi, zakurzonymi wioskami prawie nikt nie wiedział, co się naprawdę wydarzyło. Zanim te zarzuty trafiły na pierwsze strony gazet w Australii, żołnierze już dawno opuścili Afganistan. Pozostał jedynie ból i cisza, która zdawała się nie mieć końca.

Mieszkając w Melbourne, miałam okazję rzucić okiem na ten ból, pomagając w tłumaczeniu wywiadów dla programu SBS na temat rzekomych zbrodni wojennych. W trakcie tego procesu wysłuchałem wywiadów z mieszkańcami prowincji Uruzgan, którzy są ze mną do dziś. Mówili o nocnych nalotach, o zabraniu bliskich, o dzieciach oglądających rzeczy, których nie mogły zrozumieć. To nie były odległe czy abstrakcyjne twierdzenia – to były osobiste, ludzkie historie, opowiedziane z wahaniem i bólem serca. Kobiety i dzieci żyjące na skraju biedy i głodu, ich ciała są wyraźnie zmęczone, ich twarze są chude, a oczy ciężkie od smutku.

Zarejestruj się, aby otrzymywać e-mail z Breaking News Australia

Domy, które w języku wojskowym określano jako „cele” lub „miejsca”, były w rzeczywistości zwykłymi domami rodzinnymi zbudowanymi w tradycyjny sposób, za każdym razem, gdy pękała pora deszczowa, pokrywana nową warstwą błota. Miejsca, gdzie ludzie jedli razem, spali, kłócili się, śmiali i próbowali żyć normalnie.

Kiedy w 2020 r. opublikowano raport Breretona, potwierdził on to, co wiele z tych afgańskich rodzin powtarzało od początku – że pojawiły się zarzuty bezprawnego zabijania Afgańczyków przez siły australijskie. Ale nawet wtedy sprawiedliwość nie nadeszła szybko. Proces ten postępował powoli, a dla oczekujących każdy rok zwiększał ich ból.

Często słyszymy stwierdzenie: „Opóźniona sprawiedliwość to odmowa sprawiedliwości”. Dla tych rodzin to nie był tylko wyraz, to było ich życie.

Jeden moment, który pamiętam z oglądania wywiadów, utkwił mi w pamięci. Mężczyzna, sąsiad jednej z rzekomych ofiar, przerywa przesłuchanie. Wyglądał na zmęczonego, przytłoczonego palącym słońcem. Potem powiedział półżartem, ale wyraźnie sfrustrowany: „Ci obcokrajowcy od rana namieszali mi w głowie. Nawet nie piłem herbaty ani jedzenia, a oni w kółko zadają te same pytania i wydaje się, że nie rozumieją, co mówię.”

Na początku brzmiało to niemal zabawnie, ale tak nie było. Pokazywał zmęczenie ciągłym powtarzaniem bolesnych wspomnień, nie wiedząc, czy coś się zmieni. Dla niego sprawiedliwość nie polegała na języku prawniczym czy nagłówkach. Chodziło o to, żeby zostać usłyszanym i uwierzyć, bez konieczności ciągłego przeżywania wszystkiego na nowo.

Ben Roberts-Smith aresztowany przez australijską policję federalną na lotnisku w Sydney – wideo

Kiedy w zeszłym tygodniu aresztowano najznamienitszego żołnierza Australii, Bena Robertsa-Smitha, pod zarzutem „pięciu zarzutów zbrodni wojennych – morderstwa” w związku z trzema incydentami, wśród Afgańczyków w Australii reakcje były mieszane. Niektórzy powitali to jako krok w kierunku sprawiedliwości. Inni uważali, że jego oskarżenie nadeszło o wiele za późno. Od popełnienia rzekomych przestępstw minęło ponad dziesięć lat. Wielu osobom opóźnienie już coś odebrało.

Jednocześnie ważne jest, aby rozpoznać coś innego. W kontekście wojny w Afganistanie tego rodzaju odpowiedzialność jest rzadkością. Dochodzenie w sprawie Breretona umożliwiło rządowi Australii przyznanie się do potencjalnego wykroczenia, co doprowadziło obecnie do postawienia zarzutów karnych. Nie uśmierza to bólu, ale pokazuje chęć zmierzenia się z niewygodną prawdą, czego nie zrobiły wszystkie kraje.

Mimo to długie oczekiwanie utrudniło ludziom poczucie, że sprawiedliwości stanie się zadość. A to rodzi większe pytanie: czy sprawiedliwość kiedykolwiek naprawdę dotrze do ofiar krwawej i lekkomyślnej wojny?

Wojnę kształtują decyzje potężnych ludzi z dala od linii frontu i często formułuje się ją w zimnym języku wojskowej mowy. Dlatego momenty odpowiedzialności mają jeszcze większe znaczenie, nawet jeśli przychodzą późno. Nie dlatego, że wszystko naprawiają, ale dlatego, że pokazują, że działania nadal mają realne konsekwencje dla prawdziwych ludzi.

Dla rodzin, które przeżyły te wydarzenia, nic nie jest w stanie przywrócić tego, co utraciły. Jednak bycie rozpoznawalnym, wysłuchanym i poważnym traktowaniem ich historii nadal ma znaczenie. Bo w ostatecznym rozrachunku sprawiedliwość nie polega tylko na karze. Chodzi także o uznanie. Chodzi o to, aby to, co się wydarzyło, nie zostało zignorowane, zaprzeczone i zapomniane.

Shadi Khan Saif jest redaktorem, producentem i dziennikarzem, który pracował w Afganistanie, Pakistanie, Niemczech i Australii