Strona główna Życie i styl Od łagodnych spacerów po dreszczyk emocji na tyrolce: letnie wędrówki po Alpach...

Od łagodnych spacerów po dreszczyk emocji na tyrolce: letnie wędrówki po Alpach Szwajcarskich | Wakacje w Szwajcarii

8
0


Gdy wchodzę do lodowatej, nieodpartej wody, gęste, szarozielone błoto przepływa mi między palcami u nóg. Schodzę z Britannia Hut u podnóża Allalinhorn w kantonie Valais w Alpach Szwajcarskich i ta turkusowa kałuża lodowcowej wody roztopowej na horyzoncie kusi mnie od godziny. Zdejmuję wszystkie pięć warstw ubrania i zanurzam się w mętnej wodzie. Po nocy we wspólnym akademiku bez pryszniców to rozkosz.

Zimą postrzępione grzbiety Wallis są domeną doświadczonych narciarzy i wspinaczy lodowych, ale latem niższe stoki stają się dostępne dla turystów pieszych, dzięki dodatkowej infrastrukturze wyciągów narciarskich. Możesz otoczyć się spektakularnymi szczytami, korzystając z dobrze oznakowanych szlaków, od łagodnych spacerów po poważne trasy alpejskie. Przyjechałam tu wędrować do schronisk górskich, wystawiać nerwy na próbę na via ferratach i napełniać miejskie płuca czystym alpejskim powietrzem.

Mapa południowo-zachodniej Szwajcarii

Swoją podróż rozpoczynam w Saas-Fee, wolnej od samochodów wiosce położonej na dużej wysokości w południowo-zachodniej Szwajcarii, gdzie nocuję w Walliserhof Grand-Hotel, słynącym z goszczenia Wham! kiedy kręcili tutaj teledysk Last Christmas. Z balkonu, popijając zimne piwo, spędzam wieczór, popijając widoki na wieże kościołów, balkony porośnięte geranium i potężną ścianę gór za nimi.

podwójny cudzysłów Wspinamy się po drabinach w górę i w dół po skalnej ścianie i znikamy w wąwozach na tyrolkach

Pomiędzy Saas-Fee a wioską Saas-Grund leży głęboki wąwóz – alpejski kanion Sass-Fee – który można pokonać wyłącznie z przewodnikiem. System via ferrata składający się z drabin, metalowych szczebli i lin umożliwia wspinaczom dostęp do tras znajdujących się na wysokich poziomach po przypięciu do liny zabezpieczającej. Mam szczęście, że następnego ranka moim przewodnikiem został Aldo Lomatter – to on zbudował tę trasę po kanionie i zna ją lepiej niż ktokolwiek inny. Przemierzamy wąwóz po chwiejnych mostach, wspinamy się po drabinach w górę i w dół po skalnej ścianie i znikamy w wąwozach na tyrolkach.

Intensywność wyzwań wzrasta wraz z postępem trasy: podczas przeprawy wysoko nad rzeką przyprawiający o zawrót głowy most drabinkowy nagle się zatrzymuje i pozostaje 40-metrowy zjazd do koryta rzeki. Kończymy tyrolką, która kończy się głęboko w ciemnej jaskini: to skok wiary, ale i jedyna droga w dół – i emocjonujący finał. Wychodząc z jaskini po chwiejnej drabinie, mrugając, wychodzę do zalanej słońcem wioski Saas-Grund i wsiadam do bezpłatnego minibusa z powrotem do Saas-Fee na lunch z fondue.

Schronisko górskie Brittania niedaleko Sass-Fee. Zdjęcie: Ailsa Sheldon

Odpowiednio zatankowany, czas na kolejną przygodę: gondolą i kolejką linową zabiorę mnie do Moreni, górnej stacji gondoli, skąd udam się na spacer do Britannia Hut na wysokości 3030 metrów. Można do niej dotrzeć tylko pieszo lub helikopterem. Jest to łagodna dwugodzinna wędrówka przez Egginerjoch, ale nawet w środku lata większość tej trasy jest pokryta śniegiem – choć na szczęście nie są potrzebne raki.

Schronisko zostało zbudowane w 1912 roku jako prezent od brytyjskich członków Szwajcarskiego Klubu Alpejskiego w podziękowaniu Szwajcarom za gościnność w górach. Z leżaków na zewnątrz widoki na lodowiec Allalin i obszar Mattmark zapierają dech w piersiach.

Zakwaterowanie jest proste, ale praktyczne. Wędrowcy dzielą dormitoria z szerokimi drewnianymi pryczami, w naszym może spać osiem osób. Dostępne są wspólne plastikowe chodaki, dzięki którym zmęczone stopy mogą odpocząć od butów do chodzenia. W przeciwnym razie goście mogą chodzić w termice i dużych swetrach. Woda z kranu nie nadaje się do picia i nie ma pryszniców. Zapasy przywożą helikopterem, a woda jest tak droga jak piwo. Kolacja to jedno posiedzenie o godzinie 19:00, podawane w stylu rodzinnym, podczas którego wszyscy goście jedzą ten sam posiłek. To pożywne górskie jedzenie: zupa-krem z jarzyn, risotto szafranowe, pieczeń wołowa, warzywa i budyń owocowy. Przy stole jowialnie wymieniane są opowieści o wędrówkach i prognozy pogody w wielu językach. Śpię spokojnie, chociaż jestem wdzięczny za zatyczki do uszu i maskę na oczy. Wielu gości przygotowuje się tutaj na długie dni i odległe szczyty, więc śniadanie serwowane jest o 3:00, 5:00 lub 7:00, a zanim zjawię się na ostatnim posiedzeniu, chata jest już w większości pusta.

Dużą atrakcją były via ferraty i mosty linowe. Zdjęcie: Ailsa Sheldon

Wracam swoją trasą do Moreni, zatrzymując się po drodze, aby ochłodzić się w wodzie roztopowej, i zjeżdżam gondolą z powrotem do Saas-Fee, gdzie czeka mnie druga kąpiel w WellnessHostel 4000, schronisku młodzieżowym z własnym spa. Poniżej kawiarni i akademików znajduje się 25-metrowy basen i eleganckie, wyłożone drewnianymi boazeriami spa przeznaczone tylko dla dorosłych, z widokiem na wąwóz, który przemierzałem kilka dni wcześniej. Kupuję karnet dzienny (34,40 CHF) i spędzam spokojnie kilka godzin na basenie, w saunach i łaźniach parowych, podziwiając drzewa i rzekę poniżej. Po dniu spędzonym w górach to wspaniały sposób na rozciągnięcie zmęczonych mięśni.

podwójny cudzysłówNajtrudniejszym punktem jest trudna wspinaczka w strumieniu grzmiącego wodospadu

Chcąc dalej zwiedzać okolicę, jeżdżę bezpłatnym autobusem PostBus w dół góry do Visp i łapię pociąg do Champéry na drugim końcu kantonu. Nocuję w tradycyjnym, rodzinnym Hôtel Suisse i jem w Café du Nord, siedząc na zewnątrz pod baldachimem w bajkowym świetle. Następnego ranka spotykam się z Lloydem Wiltshirem z Experience Champéry, aby założyć uprząż na moje kolejne zawrotne wyzwanie, via ferrata Champéry’s Tière, która prowadzi wspinaczy po stromych klifach wysoko nad doliną i można do niej dotrzeć krętym podjazdem przez las ociekający porostami. Najtrudniejszym punktem jest trudna wspinaczka w strumieniu grzmiącego wodospadu, po której następuje przeprawa pojedynczą liną nad rzeką Tière – nie dla osób o słabych nerwach.

Ailsa Sheldon w Szwajcarii.

Po obiedzie wjeżdżam kolejką linową Croix de Culet z Champéry na wysokość 1962 metrów. Pokryty bujną trawą i alpejskimi kwiatami trudno sobie wyobrazić, że jest to popularny teren narciarski zimą. Idę przez pola uprawne, zatrzymując się, żeby kupić świeżo upieczony ser i ciasta w prostych kawiarniach i paczkach. Moim dzisiejszym szczytem jest przełęcz Col de Cou, gdzie stoję po obu stronach granicy francusko-szwajcarskiej, patrząc na Terres Maudites i dolinę Manche we Francji oraz grzbiety Dents du Midi i Dents Blanches w Szwajcarii.

Schodząc ze zmęczonymi nogami na spokojny płaskowyż Barme, odpocznienie i schronienie znajduję w Cantine de Barmaz, wiejskiej restauracji z pokojami. W menu specjalnością lokalu jest choléra, przepysznie pożywny placek z porem, ziemniakami i serem, idealny jako wzmocnienie po wędrówce przy lampce zimnego szwajcarskiego wina. Patrzę, jak ostatnie światło dnia oświetla postrzępione kolce Dents du Midi w odcieniach wspaniałej umbry i złota. Następnie przytulam się do łóżka w dormitorium, ukołysanego do snu głębokimi oddechami zmęczonych turystów i rytmicznym brzękiem odległych dzwonków krowich.

Wycieczkę zorganizowały firmy Saas-Fee Saastal, Région Dents du Midi i Visit Switzerland. Więcej informacji o regionie można znaleźć na stronie valais.ch. Niepełne wyżywienie w Britannia Hut kosztuje 98 CHF (92 GBP) za noc dla osób niebędących członkami SAC (84 CHF dla członków). Częściowe wyżywienie w Auberge de montagne Cantine de Barmaz kosztuje 68 CHF za noc w akademiku lub 75 CHF w pokoju prywatnym