Strona główna Wiadomości Recenzja The Plague – obóz piłki wodnej zamienia się w piekielne miejsce...

Recenzja The Plague – obóz piłki wodnej zamienia się w piekielne miejsce dla nastolatków z imponującą stylistyką | Film

20
0


Akcja debiutanckiego filmu Charliego Polingera, którego akcja rozgrywa się na obozie treningowym chłopców do piłki wodnej latem 2003 roku, zanurza się pod linią wody, aby odkryć ukryte głębie psychologiczne. Być może nie jest nowością, że te dzieciaki działają w brutalnej, zwierzęcej hierarchii, kierowanej przechwałkami, znęcaniem się, oszołomieniem i oświetleniem gazowym – ale począwszy od oszałamiającego początkowego ujęcia zanurzonego basenu błyszczącego jak pole gwiazdowe, Polinger wnosi imponującą stylistykę do tego piekła nastolatków: rodzaj ostrych zamiarów, który można skojarzyć z Davidem Fincherem.

Po przybyciu na miejsce spóźniony Ben (Everett Blunck) zostaje rzucony na głęboką wodę. Zdesperowany, by przypodobać się chłodnemu tłumowi, którym rządzi psotny Jake (Kayo Martin), stara się uniknąć statusu pariasa domowego lummoxa Eli (Kenny Rasmussen), który rzekomo cierpi na (wymyśloną) chorobę, którą bachory nazywają „dżumą”. Każdy, kto dotknie Eliego, musi natychmiast się wyszorować, aby nie zaczął wykazywać objawów pogorszenia funkcji mózgu i nieuleczalnej głupoty. Ben potulnie wdaje się w psychologię Jake’a, pomimo nalegań trenera Daddy’ego Wagsa (Joel Edgerton), że powinien po prostu być sobą.

Pierwsza godzina „Dżumy” jest fantastyczna, zawierają echa zarówno młodzieńczych rytuałów inicjacyjnych, jakie można zobaczyć w twórczości Lucile Hadžihalilović, jak i wybuchów rozpusty w stylu Larry’ego Clarka podczas wybuchu pożaru w koszu po pijanemu. Oprócz ostrości wizualnej, gdy obserwuje tłum Jake’a niemal jak w filmie przyrodniczym, Polling ma także wyczulony słuch na nonsensy płynące bezpośrednio z wyobraźni 12-latka. Wśród tematów rozmów znajdują się: rockowy zespół Smash Mouth z lat 90., pirackie okrzyki, etyka bestialstwa i najlepsze sposoby na udawanie odcięcia własnego kciuka.

Flirtując z horrorem ciała, film nigdy do końca nie rozwiązuje sugestii, że plaga, jeśli nie jest całkiem realna, może mieć podłoże psychosomatyczne. Gdy Ben podchodzi do dziwacznego kącika, Plaga zaczyna ulegać przewidywalnym rytmom i zbyt łatwo ujawnia swoje wpływy: sposób, w jaki przedstawia Eliego jako szeregowego Pyle’a w okresie dojrzewania i zakończenie zaczerpnięte z Beau Travail. Oprócz zawsze uspokajającego Edgertona, trzej młodzi wykonawcy wyróżniają się niefiltrowaną surowością: Blunck leniwie pragnący sprawiać przyjemność i coraz bardziej niespokojny; Martin onieśmielający pomimo swojego drobnego wzrostu; Rasmussen przekształca rolę rysunkowego maniaka w prawdziwie niepokojącego outsidera. To niezapomniana lekcja praw panujących w dżungli.

The Plague dostępna jest na platformach cyfrowych od 20 kwietnia.