Strona główna Wiadomości Jako katolik zmagam się z Kościołem – ale kibicuję wezwaniu papieża do...

Jako katolik zmagam się z Kościołem – ale kibicuję wezwaniu papieża do pokoju | Małgorzata Sullivan

10
0


Miałem wzloty i upadki związane z kościołem mojego dzieciństwa.

Z jednej strony, jako „katolik od kołyski”, przyjąłem sakramenty, często chodzę na niedzielne msze i jestem owocem katolickiej edukacji, poprzez Uniwersytet Georgetown, z jego jezuicką historią. Mój ojciec był „komunistą na co dzień” – każdego ranka przed udaniem się do swojej kancelarii przyjmował Eucharystię; jego siostra, moja ciocia, była zakonnicą, siostrą miłosierdzia z doktoratem z języków klasycznych.

Z drugiej strony, przez dziesięciolecia czułem się zarówno niezdolny, jak i nie chcący trzymać się litery praw katolickich – w końcu jest ich tak wiele! – i byli zbulwersowani wykorzystywaniem seksualnym nieletnich przez księży i ​​ukrywaniem ich. To trwale splamiło katolicyzm na wiele lat i odciągnęło mnie od wiary.

Tak naprawdę, ze względu na moją praktykę jogi i zainteresowanie religią Wschodu, nawet żartobliwie określiłem siebie jako „upadłego katolika i półdupego buddystę”.

Ale obecnie czuję się bardziej zgodna z katolicyzmem niż kiedykolwiek, odkąd w drugiej klasie założyłam białą sukienkę z falbankami na pierwszą komunię.

Dlaczego?

Mówiąc prościej, jestem poruszony konsekwentnym przesłaniem pokoju papieża Leona i jego niezachwianą odwagą w przeciwstawianiu się obelżywej retoryce i szaleńczemu zachowaniu Donalda Trumpa – w tym opublikowaniu w tym tygodniu mema przedstawiającego siebie jako postać przypominającą Jezusa. (Po nieuniknionej reakcji Trump ustąpił i nadwyrężył swoją łatwowierność, twierdząc, że próbuje przedstawić siebie jako lekarza).

Nie zaszkodzi fakt, że urodzony w Chicago Leo jest pierwszym amerykańskim papieżem, orędownikiem sprawiedliwości społecznej i fanem koszykówki.

Ale moje nawrócenie, jeśli można tak powiedzieć, polega głównie na jego odwadze i inspirujących słowach.

Nie jestem w tym osamotniony.

„To wszystko – znowu zacznę chodzić na mszę” – obiecał w tym tygodniu Dan Savage, aktywista gejowski i felietonista zajmujący się seksem, po tym, jak papież – korzystając ze swojego konta @pontifex, które ma prawie 18 milionów obserwujących – dosadnie ostrzegł: „Biada tym, którzy manipulują religią i samym imieniem Boga dla własnych korzyści militarnych, gospodarczych i politycznych, wciągając to, co święte w ciemność i brud”.

Savage zasugerował jednak, że najpierw będzie musiał udać się do konfesjonału, używając znanych słów sakramentu, aby zasugerować, jak to może przebiegać: „Wybacz mi, ojcze, bo zgrzeszyłem. Minęło 45 lat od mojej ostatniej spowiedzi. Mam nadzieję, że spakowałeś drugie śniadanie, ojcze, bo to trochę potrwa”.

Napięcie między prezydentem a papieżem wywołało żarty: być może Trump zmusiłby swoją bazę do ucieczki z Rzymu na rzecz reformacji Maga z własnym papieżem mieszkającym w USA, którego – naturalnie – mianowałby.

Może mógłby podsłuchać swojego wiceprezydenta, JD Vance’a, nawróconego na katolika, który pewnego dnia pouczał papieża, że ​​powinien być bardziej ostrożny w mówieniu o, owszem, „kwestiach teologicznych”. Jak w przypadku wielu innych wydarzeń w Trump World, tego nie da się zmyślić.

Gdzie spotykają się z tym zwykli amerykańscy katolicy?

Anegdotycznie mogę donieść, że moi katoliccy przyjaciele są zachwyceni.

„Kocham naszego papieża” – jeden z nich wysłał mi SMS-a w Wielkanoc z emoji łez. „Obserwuję go w ten weekend. Jego pokorę… jego poddanie się… jego miłość.”

Entuzjazm wydaje się powszechny, przynajmniej wśród tych, którzy skłaniają się w lewo.

Jak zażartował pewnego dnia jeden z komentatorów, kto by pomyślał, że w obliczu paskudnego rozwodu w Ameryce liberałowie pozbędą się opieki nad katolicyzmem.

W ujęciu ilościowym badanie opinii publicznej przeprowadzone wspólnie przez ankietera Partii Republikańskiej i Demokratycznej pokazuje, że w czasie wojny w Iranie poparcie katolików dla Trumpa zmalało, poniżej 50%. Według Krajowego Rejestru Katolików to znacząca zmiana w porównaniu z chwilą, gdy został wybrany w 2024 r., kiedy to w głosowaniu katolickim zdobył przewagę 12 punktów.

Jeśli Trump i Leo rzeczywiście są w „warze”, jak twierdzi wiele mediów mających obsesję na punkcie konfliktu, kto wyjdzie z tego zwycięsko?

Zobaczmy, czy będzie to bluźnierczy prezydent, pociągnięty do odpowiedzialności za wykorzystywanie seksualne, który zagroził zniszczeniem całej cywilizacji i zbombardowaniem wrogów z powrotem do epoki kamienia? A może miłującego pokój papieża, który bez mrugnięcia okiem przeciwstawia się tyranowi?

Nie udaję, że jestem wszechwiedzącym Bogiem – zostawmy to pewnemu prezydentowi – ale pieniądze z mojego koszyka są przeznaczone na papieża Leona.