Strona główna Wiadomości Frank Lampard z radością po nerwowym remisie po awansie Blackburn dla Coventry...

Frank Lampard z radością po nerwowym remisie po awansie Blackburn dla Coventry | Mistrzostwo

8
0


Coventry City w końcu wróciło do świetności, po raz pierwszy od pokolenia. Po 25 latach nieobecności i okresie, w którym klub zmienił stadion, osiągnął dno finansowe i spadł na dno League Two dopiero w sezonie 2017-18, menedżer Frank Lampard poprowadził klub do ziemi obiecanej, remisem 1:1 przypieczętowując słynny awans.

Sky Blues przez większą część tego napiętego wieczoru mieli trudności ze znalezieniem sposobu na wyprzedzenie Blackburn, ale stracili gola po strzale Ryoyi Morishity, po czym Bobby Thomas rozwalił bramkę na wyjeździe na Ewood Park główką, która przejdzie do folkloru Coventry. Premier League wzywa po raz kolejny.

Dla Lamparda jest to element osobistej windykacji. Po wykluczeniu z najwyższej klasy rozgrywkowej po słabych okresach w Chelsea i Evertonie, były reprezentant Anglii odbudował się w Championship. Teraz jest prawdziwą legendą Coventry.

Kibice przybyli licznie – ponad 7 000 osób wypełniło Darwen End z błękitnymi balonami, przygotowanymi na bycie świadkami historii. Wielu z nich nie urodziłoby się, gdy Coventry ostatni raz grało w Premier League. Strzelec bramki Thomas urodził się w połowie sezonu 2000/01 i miał cztery miesiące, kiedy Coventry po raz ostatni wystąpiło w najwyższej klasie rozgrywkowej.

Podopieczni Lamparda prowadzą w mistrzostwach od przodu, a ich awans do awansu został jedynie na krótko zatrzymany przez niedawne bezbramkowe remisy z Hull i Sheffield Wednesday. W Lancashire wystarczył punkt, aby to przypieczętować; teraz uroczystości będą trwały co najmniej do wtorkowego wieczoru, kiedy Portsmouth przybędzie do Coventry.

Zachęceni hałaśliwym podróżującym kontyngentem ludzie Lamparda szybko ruszyli w drogę. Strzał Ephrona Masona-Clarka został sparowany przez Balazsa Totha z Blackburn po szybkim ataku do przodu, po czym długi rzut Milana van Ewijka wywołał walkę wręcz w pole karne, a gospodarze wybili piłkę.

Kibice Coventry City świętują awans po golu Bobby’ego Thomasa w końcówce meczu przeciwko Blackburn. Zdjęcie: Luke Williams/Every Second Media/Shutterstock

Tutaj była szansa, że ​​Blackburn rozwali imprezę w Coventry. Dla gospodarzy pilniejsza była oczywiście ich własna walka o przetrwanie, którzy rozpoczęli mecz z czterema punktami przewagi nad pierwszą trójką, ale rozegrali jeden mecz więcej.

Niezależnie od motywacji Rovers zaczęli grać, ciesząc się lepszą częścią pierwszej połowy, po czym nagrodzono ich brawami. Yuki Ohashi powinien był zachować się lepiej przy strzale główki po dobrym dośrodkowaniu Ryana Alebiosu, ale napastnik skinął głową prosto na Carla Rushwortha. Później Ohashi z podobną siłą uderzył poprzeczkę, ale został ukarany karą za lekkie pchnięcie.

Podczas gdy Ryoya Morishita pociągał za sznurki w prawym kanale, podopieczni Michaela O’Neilla w dalszym ciągu próbowali zdenerwować liderów ligi. Jack Rudoni trafił w boczną siatkę, ale było oczywiste, że po kolejnych remisach w tym meczu Coventry nagle zaczęło wstydzić się strzelić bramkę, być może wyczuwając, że szampan się schłodził.

Jak otworzyć korek? Na to pytanie Lampard miałby odpowiedzieć w przerwie, chociaż Mason-Clark mógł tuż przed przerwą wykraść prowadzenie 1:0 po tym, jak wpadł w tylny słupek i uderzył obok bramki.

Menedżer Coventry City, Frank Lampard, świętuje z fanami po potwierdzeniu awansu klubu w wyniku losowania. Zdjęcie: Jason Cairnduff/Action Images/Reuters

„Jesteśmy w drodze do Premier League” – była ulubioną piosenką kibiców Coventry przez cały wieczór, ale ten występ nie należał do występów czekającej drużyny z najwyższej półki, była to kiepska imitacja drużyny, która przebiła się przez mistrzostwa.

Kiedy Morishita trafił do siatki Blackburn w 53. minucie, po dobrej akcji Alebiosu, był to wynik więcej niż zasłużony. Początkowo wydawało się, że Blackburn nie wykorzystał szansy na przerwę, ale Morishita nie mógł się doczekać, aby zakończyć spotkanie po podaniu Thomasowi z Coventry.

Nie wiadomo, czy okaże się to jedynie przestraszeniem dla wybranego mistrza Lamparda, czy też prawdziwym wybojem na drodze na tym etapie, chociaż 7000 przyjezdnych kibiców było uspokojonych, obawiając się zmarnowanej podróży. Niewiele drużyn w Championship może sobie pozwolić na pozostawienie dwóch najlepszych strzelców na ławce rezerwowych, a w przypadku Hajiego Wrighta i Brandona Thomasa-Asante – którzy zdobyli w sezonie 28 bramek – Lampard miał kilka atutów do wykorzystania. Miał obowiązek odpowiedzieć na drwiny kibiców gospodarzy w stylu „Premier League, śmiejesz się” i w 62 minucie posłał do szatni Wrighta, Romaina Esse i Victora Torpa. Rudoni trafił w słupek w 70. minucie, a chwilę później do siatki trafił Thomas-Asante.

Ryoya Morishita przekreślił nadzieje Coventry’ego, gdy w 62. minucie strzelił do bramki Bobby’ego Thomasa. Zdjęcie: Lee Parker/CameraSport/Getty Images

Jednak gdy ruszyli do przodu, Lampard zmienił formę i poświęcił środkowego obrońcę w postaci Joela Latibaudiere na rzecz trzech zawodników nastawionych na atak, w obronie pojawiło się więcej luk.

Potem przyszedł moment dla Coventry, gdy Thomas głową po rzucie wolnym Torpa wywołał zamieszanie. Na boisko wystrzelono jasnoniebieskie flary, kibice z radością wyrzucili w niebo szaliki i flagi, a Lampard z trudem powstrzymywał się na linii bocznej. Przez większą część wieczoru obserwował, jak ich zespół pochlebia oszukiwaniu. To był moment, dla którego ci fani przyszli. Będą się tym delektować przez jakiś czas.