Rozpoczęły się rozmowy i walka o miejsca w zarządach. W nadchodzących tygodniach dowiemy się, jak silną ofertę jest gotowa złożyć australijska Narodowa Liga Rugby, aby zainwestować w Super League i potencjalnie zmienić losy rozgrywek.
Istnieje szkoła myślenia, być może utrwalona bardziej przez Australijczyków niż w Europie, że Super League upadnie i desperacko potrzebuje pomocy. Pod względem finansowym może to mieć pewne zalety, ponieważ zamożni właściciele klubów tracą każdego roku dziesiątki milionów. W miarę upływu czasu modele biznesowe są mało trwałe.
Jeśli jednak dyrektorzy NRL patrzą na Super League i zastanawiają się, w jakie rozgrywki inwestują, powinien pocieszyć fakt, że na boisku naprawdę nie trzeba wiele majsterkować. Niewiele wyników z pierwszych ośmiu rund pokazało więcej niż ta.
Każda zdrowa konkurencja opiera się na nieprzewidywalności i niepewności; NRL ma to od lat i istnieje słuszny argument – w przypadku gdy tylko cztery kluby wygrywały pierwsze 30 edycji Super League – że w rozgrywkach na półkuli północnej tak się nie dzieje. Przepaść między najlepszymi a resztą zawsze wydawała się duża – mniej więcej do ostatniego roku.
W Super League panuje przekonanie, że prawie każdy mecz może zapewnić dowolny wynik, który jest atrakcyjny dla neutralnych graczy, nadawców i, w ostatecznym rozrachunku, potencjalnych inwestorów, takich jak NRL. Gdybyś powiedział dwa lata temu, kiedy Wigan dominowało w tym sporcie, że przegrają mecze u siebie z drużyną z dołu tabeli, zostałbyś wyśmiany. Jednak po porażce u siebie z Huddersfield Warriors dokonali tego ponownie, a Castleford jako ostatni przybył na Brick Community Stadium i zakłócił szanse na zwycięstwo.
Na początku 2026 roku Tygrysy miały swoje problemy, ale być może było to popołudnie, które mogłoby ożywić sezon po dość ponurym otwarciu pod wodzą Ryana Carra. Byli godnymi zwycięzcami przeciwko Warriors, choć doznali kontuzji, którzy po miesiącu nadawali tempo, ale ze względu na wyrównaną atmosferę w Super League są teraz tylko kolejną porażką od spadnięcia z miejsc w play-offach. Nawiasem mówiąc, Wigan nie przegrało w lidze trzech meczów z rzędu od lata 2021 roku.
„W meczu z Huddersfield otrzymaliśmy przypomnienie, że wszystko może się zdarzyć, ale nie jest to nam potrzebne” – stwierdził ich pokonany trener Matt Peet. „Co tydzień bierzesz udział w meczu i w każdym tygodniu musisz dawać z siebie wszystko”.
Spektakularna próba Dayona Sambou przeciwko Castleford pokazała jakość Super League. Zdjęcie: Richard Walker/ProSports/Shutterstock
Jego postawa jest dosadna bez władczego Bevana Frencha, jednej z niewielu gwiazd Super League, która mogłaby występować w większości drużyn po obu stronach globu.
Ale Castleford zasługuje na ogromne uznanie. Po pierwszej połowie przegrywali 14:6, a po próbach Jacka Ashwortha, Krystiana Mapapalangiego i George’a Lawlera zdobyli 18 punktów bez odpowiedzi. Niektórzy krytycy kwestionują miejsce w wizji NRL, jeśli kluby takie jak Castleford chcą usprawnić Super League. Wynik ten być może pokazał, dlaczego nadal mają swoje miejsce.
Nastroje w klubach po wizycie dyrektora naczelnego NRL, Andrew Abdo, w tym tygodniu są w dużej mierze pozytywne. Abdo prawdopodobnie powróci w przyszłym miesiącu z formalną ofertą, która zostanie złożona klubom, które będą musiały zrzec się praw do podejmowania decyzji i pozwolić NRL na utworzenie niezależnej komisji, która zarządzałaby sportem.
To już dawno zaległe. Kluby zbyt długo prowadziły ten sport we własnym interesie, ale jednocześnie nie musiały podporządkowywać się wszystkim żądaniom NRL. Tłumy są coraz większe, dane telewizyjne rosną i trwa wyścig o tytuł, w którym prawdopodobnie bierze udział aż pięć lub sześć drużyn. Jasne, że brakuje pieniędzy i propozycji NRL nie można ignorować; może to być moment zmieniający reguły gry w lidze rugby w Europie.
Ale nie dajcie się zwieść myśleniu, że Super League ma słabe stanowisko w zakresie negocjacji. Ten konkurs ma wiele do zaoferowania.