Największe oratorium Elgara to coś rzadkiego – złożony tekst religijny, który zgłębia podstawowe założenia wiary rzymskokatolickiej, a jednocześnie jest oprawiony w muzykę, która w blasku transcendentnego piękna rozwiewa wszelkie zakurzone debaty filozoficzne. Jako najbardziej operowa partytura kompozytora, Gerontius chętnie reaguje na podejście teatralne, co było jednym z powodów, dla których dramatycznie naładowana interpretacja Antonio Pappano odniosła tak potężny sukces.
Weź preludium. Rzadko zdarza się, aby muzyka miała wagnerowski ból, a poczucie upływu czasu było tak namacalne. Gdzie indziej nie bał się się wycofać, drażniąc komorową teksturę Elgara z delikatną elastycznością. Co najbardziej satysfakcjonujące, jego dyrygencka uwaga skupiona na przedłużającym się łuku ekspresji sprawiła, że bliźniacze kulminacje dzieła – wielki chór Chwała Najświętszemu i palące spojrzenie duszy na Bóstwo – wydały się zasłużone. Zdawało się mówić, że to właśnie tam zmierzaliśmy przez cały czas.
David Butt Philip zrobił z siebie nieustraszonego Gerontiusa, w jednej minucie szepcząc przepięknym głosem, a w następnej wyrzucając bohaterskie najlepsze nuty. Czasami jedna lub dwie samogłoski wydawały się dziwnie zabarwione, ale jego pierwotny krzyk: „Zabierz mnie!” podniesione włosy na karku. Emily D’Angelo, która najwyraźniej znała tę rolę na pamięć, była głęboko poruszającym aniołem. Jej wypolerowany mezzo szczególnie poruszał w „Cicho i delikatnie”, choć czasami trudno było uchwycić każde słowo. William Thomas zrobił niesamowite wrażenie w roli Priesta i Angel of the Agony, a jego luksusowy bas grał zarówno w orkiestrze, jak i chórze.
Londyńska Orkiestra Symfoniczna pracowała na pełnych obrotach, dopracowując zmiany nastroju i tempa Pappano, podczas gdy London Symphony Chorus, skrupulatnie przygotowany przez Marianę Rosas, zdołał wydobyć nowatorskie szczegóły ze znanych tekstur. Precyzyjna dykcja i przemyślane sformułowanie wskazywały na często gubione wersety, czy to przedstawiające aniołów wychwalających swoją niezachwianą miłość do Boga, czy też złośliwe demony kpiące, że zostały „wyrzucone przez samą siłę woli despoty”. Jedyną frustracją był brak idealnej separacji dźwięków, będący wynikiem osadzenia skądinąd doskonałego półchóru w głównym korpusie chóru na ciasnej scenie Barbakanu.