Strona główna Sport Arsenal jest przygnębiony, ale wyścig w Premier League jeszcze się nie skończył...

Arsenal jest przygnębiony, ale wyścig w Premier League jeszcze się nie skończył | Pierwsza liga

9
0


Był to prawdopodobnie najlepszy występ Arsenalu od dwóch miesięcy, ale nie będzie to pocieszenie. Niedzielne zwycięstwo Manchesteru City daje drużynie Pepa Guardioli kontrolę nad wyścigiem o tytuł; jeśli w środę pokonają Burnley na Turf Moor, zajmą pierwsze miejsce w Premier League pod względem różnicy bramek. Obie drużyny będą miały wówczas do rozegrania po pięć meczów.

O niedzielnym meczu zadecydowały rozpaczliwie dobre przewagi. Co uniemożliwiło mocny strzał Eberechiego Eze zza pola karnego? Cal? Połowa jednego? Gabriel również uderzył w słupek, a Kai Havertz w doliczonym czasie gry głową głową przeleciał nieznacznie nad poprzeczką. To była porażka, która zapewniła City przewagę w wyścigu o tytuł, ale równie dobrze mógł to być bojowy remis, który pozwoliłby utrzymać prowadzenie Arsenalu i, co być może ważniejsze, przywrócić morale.

Ale potem City również uderzyło w siatkę i miało 15 szans na dziewięć szans Arsenalu; podczas gdy gol Arsenalu był równie dziwaczny, jak tylko się pojawił. Opłakiwanie fortuny nie ma sensu ani po jednej, ani po drugiej stronie.

Nikt nie powinien myśleć, że wyścig się skończył. Choć od finału Pucharu Ligi wyraźnie można było wyczuć, że City przyspieszyło, zespół nie jest już tą bezlitosną siłą jak dawniej. Po meczu z Burnley zmierzą się z Evertonem na wyjeździe, Brentford u siebie, Bournemouth na wyjeździe i Aston Villą u siebie, a także u siebie z Crystal Palace, który nie został jeszcze zaplanowany. To zespół, który w zeszłym miesiącu zremisował z Nottingham Forest i West Hamem i został solidnie pokonany przez Real Madryt. Nie ma powodu zakładać, że wygrają sześć z sześciu spotkań.

Arsenal ma u siebie Newcastle i Fulham, West Ham na wyjeździe, Burnley u siebie i Crystal Palace na wyjeździe. Całkiem prawdopodobne, że mogliby wygrać to wszystko. Skorzystają także z dostępności Gabriela po tym, jak uniknął czerwonej kartki za uderzenie głową w twarz Erlinga Haalanda, co było bardzo trudne do zrozumienia. Haaland faktycznie zapłacił cenę za to, że stał i patrzył na niego z wyrazem wspaniałego rozbawienia; inny zawodnik upadłby i wtedy trudno sobie wyobrazić, jak Gabriel mógłby uniknąć zwolnienia. (To kwestia poboczna, ale właśnie dlatego gracze nurkują i udają kontuzję; ruch głowy był wyraźny, ale Gabrielowi uszło na sucho, ponieważ Haaland odmówił reakcji, co stawiało City w niekorzystnej sytuacji w krótkim okresie meczu, ale także w tym sensie, że obrońca nie będzie teraz objęty zawieszeniem na trzy mecze). Podobnie, jeśli kontuzja pachwiny Rodriego będzie poważna, City może go brakować przez część lub całość sezonu.

Jednak twierdzenie, że w Arsenalu nie ma powodów do przygnębienia, byłoby chyba mijaniem się z sednem sprawy. Popadli w przygnębienie. Zaczęli w siebie wątpić. W niedzielę nie zagrali źle. Nie było poczucia, że ​​przegrywają grę. Na początku meczu doszło do dziwnego błędu, gdy David Raya był prawie przejęty przez Haalanda, ale poza tym nie było widać wyraźnych oznak niepokoju ani nerwów, które dławiły drużynę w ostatnich tygodniach. Zagrali tak, jak można się spodziewać po drużynie wyjazdowej City.

Problem w tym, że Arsenal, który wygrał tylko jeden z pięciu poprzednich meczów (co prawda tylko jeden w lidze), stał się meczem, w którym Arsenal nie mógł sobie pozwolić na żadne wpadki. Dynamika psychologiczna jest teraz w City. To był mecz, który uwydatnił jeszcze jeden wyraźny problem: brak elitarnego środkowego napastnika. Viktor Gyökeres nie trzyma dobrze piłki i pomimo wszystkich bramek, które strzelił w Championship dla Coventry oraz w Lidze Portugalskiej w Sportingu, nie jest wyjątkowo bystrym strzelcem. Co najmniej jeden wysokiej klasy klub z Premier League spojrzał na niego w Sportingu i doszedł do wniosku, że nie jest wystarczająco dobry w odbijaniu strzałów z ciasnych przestrzeni.

Havertz prawdopodobnie odegrał w niedzielę tę rolę lepiej, niż Gyökeres, ale nie jest napastnikiem. Wszyscy gracze marnują okazje, ale jak często Haaland traciłby tę główkę w końcówce? Albo, bardziej trafnie, jak często robiłby to Alexander Isak? Jak inaczej sezon mógłby wyglądać, gdyby Arsenal na początku lata nabrał wielkiego znaczenia dla reprezentanta Szwecji, zamiast pozyskać Gyökeresa i Noni Madueke.

Ale latem warto spróbować to naprawić. Z punktu widzenia Mikela Artety i Arsenalu liczy się to, aby się podnieść, zostawić za sobą mrok poprzedniego miesiąca i wygrać pięć pozostałych meczów ligowych, aby przynajmniej wywrzeć presję na City. Ich szansa na mistrzostwo ligi nie przepadła całkowicie, a przed nimi półfinał Ligi Mistrzów. Przywrócenie utraconej dynamiki jest niezwykle trudne, ale w wyścigu o tytuł było już wiele zwrotów akcji. Dlaczego nie miałoby być jeszcze jednego?

To jest fragment książki Piłka nożna z Jonathanem Wilsonem, cotygodniowego przeglądu rozgrywek w Europie i poza nią, wydawanego przez Guardian US. Zarejestruj się bezpłatnie tutaj. Masz pytanie do Jonathana? Wyślij e-mail na adres Soccerwithjw@theguardian.com, a on odpowie na najlepsze w przyszłym wydaniu