Manchester nie zbudował jeszcze obiektu, którego nie mogliby sprzedać chłopcy z rodzinnego miasta, Courteeners. Ale dziś wieczorem zespół stadionowy jest wciśnięty w najwęższe miejsce. W tętniącej życiem kawiarni Night & Day niedowierzający fani robią zdjęcia swoich opasek wejściowych na rzadki, kameralny występ na cześć nowej kolekcji największych hitów. „Dwadzieścia lat” – zachwyca się frontman Liam Fray, zastanawiając się nad żywotnością swojego zespołu. – Nie pozbędziesz się nas tak łatwo. Dla większości widzów Manchester praktycznie nie istniał bez nich.
Charlotte (18 lat) widziała Courteeners na ich ogromnych występach w Heaton Park. „Wszyscy moi przyjaciele je lubią” – mówi. Burmistrz Greater Manchester, Andy Burnham, powiedział mi, że został fanem dzięki swojemu synowi. Paul (56 l.) widział ich ponad 100 razy. „Nie ma już zbyt wielu zespołów” – mówi, co wydaje się być kluczem do ich atrakcyjności.
podwójny cudzysłówRobiłem sesję zdjęciową w Cortinie, ale nie umiem prowadzić, więc ktoś pchnął samochód. Taka metafora
Przybyli na rynek w 2008 roku, gdy brytyjskie grupy gitarowe wymierały, Courteeners przetrwali krytyczną reakcję i stali się jednym z najtrwalszych zespołów swojego pokolenia. Wypełniają duże sale w całym kraju i ogromne pola w kraju. Pozostał Fray o złożonym profilu. „Nie jestem sławny” – mówi. „Ale nie mogę iść do chippy”. Niedawno podsłuchał, jak zespół ze szkoły średniej ćwiczył w tej samej sali prób, z której korzystają Courteeners. Zagrali rześki Not Nineteen Forever, charakterystyczny hit jego zespołu. Zachwycony Fray poszedł i zrobił sobie zdjęcia ze zdumionymi dziećmi. „Staliśmy się wielopokoleniowi” – mówi z dumą.
Na kilka dni przed występem Night & Day 40-letni Fray wita mnie w sali prób, w której mieści się również biuro zespołu. Jest uderzająco wysoki i ciepły, choć zdenerwowany. „Jestem istotą towarzyską” – mówi, prowadząc mnie na sofę. „Ale ludzie są dla mnie przytłaczający i niezręczni”. Od czasów szkolnych radził sobie z lękiem społecznym wykraczającym poza skalę. Niedawno został ojcem, co, jak twierdzi, napawa go optymizmem. O niepokojach związanych z zespołem, które kiedyś nie dawały mu spać bezsennie, mówi: „Patrzę na siebie i stwierdzam: «To nie jest tak ważne, jak myślisz»”.
Fray był kiedyś typowany na następcę tronu Gallagherów, ale zarozumiałość nie do końca mu odpowiada. W 2020 roku zaczął publicznie opowiadać o swoich doświadczeniach z depresją – dziś „dość łagodną”, ale uporczywą. Zaczęło się podczas jego pierwszego przypływu sławy. Częścią tego było „nie bycie wystarczająco dobrym”, ale także „sekcja komentarzy, presja, brak rutyny”. Picie pomogło, „ale wtedy wpadasz w błędne koło”. A potem jest przerwa między trasami. „Masz siedzieć w domu przez sześć miesięcy” – mówi – „a potem pójść na górę i zostać Freddiem Mercurym? Trochę cię to pierdoli”.
Udało mu się to dzięki przyjęciu klasycznej osobowości frontmana: prześladowaniu rywali i robieniu szumu wokół swojego zespołu. Kiedy zaczyna mówić, że był kutasem w pierwszych latach istnienia zespołu, przerywa i przeprasza – siebie. „Wiesz, co to jest?” – mówi, zastanawiając się nad swoim często ostrym monologiem wewnętrznym. „To znaczy: «Kim, do cholery, są ci Courteenerowie?»” – zastanawia się ponownie. „Nie sądzę, żeby było w tym ego” – mówi z ręką na piersi. „A jeśli w ogóle tak było, był to mechanizm obronny, ponieważ czułem się nie na miejscu”.
Fray urodził się w 1985 roku w rodzinie nauczycieli w mieście Middleton w północnym Manchesterze. „Od najmłodszych lat zaszczepiano w nas ciężką pracę, współczucie i empatię” – mówi Fray. Jego przyszłość mogła wiązać się z piłką nożną (był chłopcem od podawania piłek w Manchesterze United), ale kasety VHS z Oasis i Beatlesami zmieniły go w niezależnego dzieciaka. Swoje twórcze przebudzenie przypisuje nastoletniej pracy w sklepie z ubraniami Freda Perry’ego w Manchesterze: NME w pokoju nauczycielskim, ulotki informujące o każdym koncercie w mieście. „Napisałem Cavorting” – jego drugą piosenkę w życiu i debiutancki singiel Courteeners – „na liście komplementów Freda Perry’ego”.
Widok na żywo autora tekstów Stephena Fretwella zainspirował Fraya do zajęcia się muzyką, a „pretensjonalne” imprezy w Manchesterze dały mu powód do narzekania. „Wyglądałem jak chuligan z tarasu” – mówi o swojej modnej fryzurze i wszechobecnej ekipie z Middleton, ale „dyskomfort” go podniecał. Zainspirowało to warczące, hiperlokalne utwory dissowe „Acryl” i „Fallowfield Hillbilly”, broniące „normalnych dzieciaków” przed postrzeganą jako modna elita. „To była niepewność” – mówi, nazywając te piosenki „przymrużeniem oka, satyryczne”.
Niebezpieczna praca… Courteeners w Glastonbury w 2010 r. – Fray śpiewając na palcach spowodował artretyzm. Zdjęcie: Andy Willsher/Redferns
Fray kochał Strokes, Libertines i Cribs i spodziewał się odpowiednika w Manchesterze, więc stworzył własny. Założył zespół, zbierając przyjaciół i sąsiadów – perkusistę Michaela Campbella, gitarzystę Daniela Conana Mooresa, basistę Marka Cuppello (który odszedł w 2015 r.) – i zaczęli koncertować w 2006 r. Fray wiedział, że „coś się dzieje” podczas jednego wypełnionego po brzegi koncertu. Kiedy podczas Bide Your Time, demo dostępnego na ich Myspace, zepsuł mu się mikrofon, wpadł w panikę. „Graliśmy dalej, a cała sala zaśpiewała drugą zwrotkę”.
Piosenki Fraya zaczęły przyciągać uwagę branży. Myślał, że podpisanie kontraktu z majorem oznacza „wyprzedawanie się”, ale i tak zdecydował się na Polydor. Swoim pierwszym wywiadem w NME zawiódł, robiąc po pijanemu zdjęcia całej klasie indie w 2007 roku, czego teraz – głównie – żałuje. „Jeśli pracujesz w Lloyds TSB i jesteś w All Bar One” – mówi – „kolega zostanie wyrzucony w błoto”.
Ta chwila nie trwała długo. Gorączka złota w tamtej epoce w zespołach gitarowych została szybko zdyskredytowana jako „indie na wysypisku śmieci”. „Na początku byliśmy niemodni” – mówi Fray o ich trudnej sytuacji, „ale teraz sama muzyka gitarowa jest niemodna”.
Przeniósł się więc do Nowego Jorku. Fray zakochał się w Amerykance. Napisał tam drugi album zespołu, Falcon z 2010 roku. Jednak jego duży zwrot w kierunku hymnów w stylu Elbow utknął w martwym punkcie komercyjnie. Pierwszego wieczoru trasy koncertowej promującej ten album Fray wyszedł z kolacji, aby odebrać telefon. Polydor je upuszczał. „Wróciłem i nikomu nie powiedziałem” – mówi. „Nie powiedziałem im przez resztę wycieczki”. Nie spał tej nocy, pił, a potem poleciał na Heathrow na sesję zdjęciową. „Musiałem wsiąść do Forda Cortiny dla magazynu Q. Nie umiem prowadzić, więc ktoś pchał samochód. Pomyślałem: «To taka metafora»”.
To, co mogło być końcem, stało się nieoczekiwanym drugim aktem. „Przemysł muzyczny będzie cię kopał jak pusty makaron” – Fray wzrusza ramionami, ale wiedział, że publiczność jest lojalna: na koncertach „widziałem, że zbyt wielu ludzi dobrze się bawi”. Opuścił Amerykę po zakończeniu jego związku. Courteeners podpisali kontrakt z niezależną wytwórnią Pias. Albumy „Anna” z 2013 r. i „Concrete Love” z 2014 r. nie zrobiły na krytykach wrażenia, ale zespół przeniósł swoje ambicje na rynek koncertowy.
Przez lata Courteeners niezawodnie wyprzedawały arenę w Manchesterze. W 2015 roku wyprzedali cały ogromny Heaton Park w mieście. Wpasowywał się w schemat północnych zespołów niezależnych, które rozkwitały dzięki oddanemu wsparciu regionalnemu. (Od tego czasu dwukrotnie wyprzedali obiekt). Burnham pamięta, jak ich występy po raz pierwszy zgromadziły młodych mieszkańców Mancuni po zamachu bombowym na Manchester Arena w 2017 roku. W sobotę po atakach zamienili występ na stadionie Old Trafford w oświadczenie jedności. Fray przeczytał wiersz Ryana Williamsa celebrujący „miasto dresów, Biblii i burek”. Dla Burnhama każda reakcja przeciwko nim jest „tym, co odkryły pokolenia mieszkańców północy. Ludzie są karani za całkowitą wierność temu, skąd pochodzą”.
„Siedzisz w domu przez sześć miesięcy, a potem musisz być Freddiem Mercurym w trasie”… na festiwalu Isle of Wight w 2023 r. Zdjęcie: Dan Reid/Shutterstock
Do największych hitów Courteeners Fray napisał dwie nowe piosenki: romantyczną „Plus One Forever” i żałośnie chwytliwą „The Luckiest Man Alive”. Courteeners kiedyś szczegółowo skatalogowali hedonizm Manchesteru, ale cel tego ostatniego, nudysta z pubu z napędem 4×4, znajduje się na przedmieściach. To styl życia, w którym Fray się „opiera”. Wspomina o członkostwie w National Trust, odzieży męskiej M&S i podcaście The Rest is Entertainment. „Jak na ironię” – mówi Fray, którego utwory są usiane codziennymi markerami, od Debenhamów po długopisy Parkera, czy te nudne szczegóły nie są dokładnie „tym, czym interesują się ludzie?”
Fray nauczył się cieszyć praktycznymi aspektami radzenia sobie z depresją: korzystaniem z aplikacji Reframe do ograniczania spożycia alkoholu; ustawiając alarm, aby złapać wschód słońca; dziennik wdzięczności. „Lista wdzięczności jest naprawdę fajna” – mówi. „Kiedy zaczynasz zauważać rzeczy, jest to niesamowite”. Znalazło to odbicie w jego pisaniu piosenek, a piosenki z lat 20. XX w. „Take It on the Chin” i „brzęczący Better Man” poruszały kwestię niezręczności terapii i jego ewoluującego podejścia do męskości. „Dlatego chłopcy nas lubią” – sugeruje.
Niedawno zdiagnozowano u niego zapalenie stawów obu stóp po latach przysiadania na palcach i pochylania się do mikrofonu, przez co przez większość dni budzi się z bólem. „To zastrzyki na całe życie” – mówi. Ale to nie powstrzyma Fraya od zapewniania wypełnionym ludźmi radosnych wspomnień ze swoimi przyjaciółmi: podczas wzburzonego, spoconego Night & Day chłopaki obejmują innych chłopaków i ryczą piosenki Fraya na scenie. Zespoły, ostrzega ponuro, stają się „permanentnym okresem dojrzewania”. Teraz nadrabia stracony czas. Jego czterdziestka to „odkrycie, kim jestem. Ponieważ byłem w Courteeners”. Błyska uśmiechem. „A to dużo dla każdego.”
God Bless the Band: The Very Best of Courteeners ukaże się 28 sierpnia nakładem Ignition. Od lipca zespół koncertuje po Wielkiej Brytanii