Czego chcesz od nagrody Turnera w roku Pańskim 2026? Czy szukasz dzikich, szokujących, niepokojących i przełomowych momentów kulturowych? Proszę, to nie lata 90-te. Co powiesz na ostre, ultrakonceptualne i wyrafinowane eksperymenty estetyczne? Daj spokój, nie mieliśmy czegoś takiego od dziesięcioleci. Może spodziewacie się jakiejś podżegającej do wojny kulturowej, superidentytarnej i polemicznie wybuchowej inwektywy politycznej? Myślę, że trochę 2022.
Nie, nagroda Turnera 2026 to coś innego, coś o wiele bardziej odpowiedniego dla tego wieku: trochę nieśmiałego, trochę przestraszonego, trochę bezpiecznego.
Nie żeby było w tym coś złego, cytując Seinfelda. Takie jest życie w roku 2026 – wszyscy jesteśmy już tym wszystkim zmęczeni. Tegoroczna lista nominowanych wyróżnia się przede wszystkim tym, czego brakuje w porównaniu z poprzednimi edycjami: nie ma starszych artystów, artystów wywodzących się z nietradycyjnych środowisk artystycznych, takich jak zeszłoroczna zwyciężczyni Nnena Kalu, nie ma malarstwa, nie ma sztuki wideo, nie ma nic gniewnie politycznego. Zamiast tego mamy utopizm science-fiction, poezję jazzową, efemeryczną rzeźbę i satyrę antykorporacyjną. Brakuje gniewu z poprzednich lat, radykalizmu i przemieniającej radości.
Ale wciąż jest co lubić. Dziwnie organiczne, biomorficzne rzeźby science-fiction Marguerite Humeau przedstawiają przyszłość, w której ludzie przetrwają dzięki wspólnej pracy, wzorując swoje społeczeństwo na mrówkach i pszczołach – to ekologiczne przetrwanie dzięki komunizmowi. Jej rzeźby są wypełnione strukturami przypominającymi kratownice i plastry miodu i przepełnione nadzieją, że jeśli się zbierzemy, może uda nam się wydostać z tego bałaganu, w jakim się znaleźliśmy. Jej praca ze sztuczną inteligencją nie zawsze kończyła się sukcesem, ale rzeźby są cholernie dobre.
Ponury… Łatka Morale Tanoi Sasraku. Zdjęcie: Jack Elliot Edwards/Vardaxoglou Gallery/PA
Sytuacja wygląda nieco gorzej w świecie Tanoa Sasraku, gdzie militarna estetyka spotyka się z ponurym, oślizgłym i chciwym światem eksploatacji ropy. Występ Sasraku w ICA wypełniony był przyciskami do papieru firm naftowych, z których każdy był nasycony kroplą ropy naftowej. Było to niepokojące, groteskowe, sprytne i satyryczne obalenie wyzysku przemysłu naftowego i przygnębiającej roli, jaką odgrywa on w geopolityce. Krótko mówiąc, wszystko, czym chcesz, aby była sztuka skupiona na koncepcie.
Oglądanie instalacji Kiry Freije jest jak wejście na nawiedzone złomowisko, gdzie wszystkie zardzewiałe nakrętki i śruby ożyły, ale zamarły, gdy tylko weszłeś. Jej praca w The Hepworth w Wakefield to scena teatralna złożona z postaci ludzkich naturalnej wielkości, z metalowymi rękami i twarzami odlanymi od życia, ale przyczepionymi do nagich stalowych szkieletów niczym banda dietetycznych Rodinsów.
Prace Freije są niezwykłe wśród nominowanych – a tak naprawdę szerzej rozumianej sztuki współczesnej – ponieważ niekoniecznie „o” niczym. Nie zajmuje się nierównościami społecznymi czy ekologią, nie jest estetyką czy historią sztuki i nie jest w dużym stopniu uzależniona od jakiegoś podłoża pojęciowego: jest to rzeźba figuratywna i tyle. Jest efemeryczny, tajemniczy, wyraźnie bardzo emocjonalny i dziwnie tradycyjny w porównaniu do wszystkiego innego tutaj.
Nie jest to jego najlepszy występ… Simeon Barclay wykonujący The Ruin. Zdjęcie: Anne Tetzlaff/Roberts Institute of Arts/PA
Prace Simeona Barclaya to zazwyczaj mieszanina elementów znaczących kulturowo – Dartha Vadera, piłki nożnej, Kaczora Donalda, clubbingu, wind schodowych Stannah, Josepha Beuysa – połączonych w celu zgłębienia idei klasy, rasy i męskości w rozpadającej się Wielkiej Brytanii po Thatcher, widzianej oczami kogoś, kto dorastał w Huddersfield w czerni. Jest artystą naprawdę interesującym, choć często przesadnie referencyjnym i nieco tępym. Ale prace, za które jest nominowany – The Ruin, pokazywane w ICA, The Hepworth i New Art Exchange w Nottingham – nie są jego najlepszymi pracami. To poemat mówiony, opowiadający o jego wychowaniu w Huddersfield, któremu towarzyszy facet grający na rogu i facet grający na perkusji. Przyciemniona scena, jaskrawo żółte reflektory, poezja o M62 – to wszystko sprawia wrażenie, jakby ktoś przesadzał z czymś raczej głupim. Brzmi to jak wkurzanie się, ale tak nie jest.
Lubię wszystkich tych artystów, ale to dość znajome nazwiska, nominowane do występów w dość znajomych miejscach. To kolejna krótka lista nagród Turnera sporządzona przez kuratorów, którzy rok po roku oglądają tych samych artystów w tych samych instytucjach i na biennale, na wystawach kuratorowanych przez ich kolegów, finansowanych przez nich i w których uczestniczą ich koledzy. Trudno oprzeć się wrażeniu, że ma charakter samozachowawczy, wyspiarski i elitarny. Całość sprawia wrażenie korporacyjnej konferencji świata sztuki. Nie ma w tym nic złego, ale muszą zacząć zarzucać sieć nieco szerzej, w przeciwnym razie wszyscy przestaną się tym przejmować. Może już to zrobili.