Piracka stacja radiowa to sprytny temat na musical z szafy grającej. A nie ma nic bardziej znanego niż Radio Caroline, którego rewolucyjne audycje nadawane z łodzi u wybrzeży Essex rozpoczęły wojnę kulturową z rządem brytyjskim.
Pisarka Vikki Stone częściowo fabularyzowała historię tego statku, przedstawiając postacie tylko w niewielkim stopniu wzorowane na ludziach – rekordziście Tony’m Blackburnie i irlandzkim biznesmenie Ronanie O’Rahilly’u – których rozsławił. Zamiast tego mamy Robbiego, młodego mężczyznę walczącego o przetrwanie, dopóki miłość do popu nie zapewni mu pracy DJ-a, oraz jego ukochaną z dzieciństwa Caroline, która wspiera jego marzenia, dopóki nie straci go na łodzi o tej samej nazwie.
Empatia… Eloise Richardson i Claire Lee Shenfield w Caroline: nowy musical. Zdjęcie: Will Green
Utalentowana obsada aktorów i muzyków zapewnia przedstawienie z buntowniczą energią, a Jake Halsey-Jones i Claire Lee Shenfield jako Robbie i Caroline łączą ujmującą chemię z uroczymi występami wokalnymi. Utwory Beatlesów, Rolling Stonesów, The Kinks i innych w imponujący sposób prezentują różnorodne umiejętności instrumentalne zespołu i są znakomicie opracowane choreograficznie. W utworze „will not it be nice” zespołu Beach Boys pojawiają się wspaniałe chórki i wspaniały Twist and Shout, który dosłownie wstrząsa łodzią.
Narracja wymaga jednak doprecyzowania. Spędzamy dużo czasu, obserwując założycieli stacji pirackiej, Declana i Kitty, mozolnie opowiadających nam o swojej walce o utrzymanie łodzi na powierzchni, a niewiele musicali mogło kiedykolwiek tak wiele wspomnieć o organie ustawodawczym Wyspy Man, Tynwaldzie. Gareth Cooper, będący zjadliwie spiętym naczelnikiem poczty, chcącym zatopić swój biznes, akcentuje longueurów cenną komiczną ulgą i potępia przenikający do społeczeństwa amerykański materializm. „Nie pozwól, żeby cię to zmoczyło, Nigel!” – szczeka na swojego pomocnika.
Projekt Stelli Backman, z nadmorską ławką i rdzewiejącym molo, podkreśla empatię opowieści i „zwykłą” Caroline, dla której była przeznaczona ta muzyka z lat 60. Prolog otwierający, wspominający Spotify, Napstera i pliki MP3, ma na celu umieszczenie odcinka w historii muzyki. Jest tam kilka wzmianek o wolności słowa, niektóre od zaskakująco zradykalizowanego Robbiego. Nigdy jednak nie jest do końca jasne, jaki sens ma program Stone’a – z wyjątkiem tego, że piraci mają najlepsze melodie.