Strona główna Kultura Recenzja Olivii Dean – supergwiazda soul-popu wyrusza w elegancką i imponującą pierwszą...

Recenzja Olivii Dean – supergwiazda soul-popu wyrusza w elegancką i imponującą pierwszą trasę po arenie | Oliwia Dean

7
0


Kiedy kremowe kurtyny na scenie się rozsuwają, Olivia Dean i zespół już pracują pełną parą. Wyciągając ręce na powitanie do publiczności, porusza się za srebrnym statywem mikrofonu w sięgającej do podłogi różowej sukience z waty cukrowej, a jej zespół stąpa po zakrzywionych, wyłożonych miękkim dywanem podestach. Rozkołysany, wzdychający, soulowo-popowy singiel Nice to Each Other jest pełen optymizmu dla relacji typu on-off, podczas gdy materiał z kamery o miękkiej ostrości tworzy kolaż lśniących trąbek, czarujących chórków i promiennej twarzy Deana. Całość utrzymana w klimacie staroświeckiej telewizji muzycznej, świadomie retro i głęboko romantyczna – wszystko, czego można oczekiwać od 27-letniej piosenkarki, która tchnie świeże powietrze w brytyjską duszę.

Podczas wieczoru inaugurującego dwa wyprzedane koncerty w Glasgow, przed sześcioma wieczorami w londyńskim O2, Dean przegląda jeszcze dwie swoje największe piosenki, jakby to nie była żadna wielka sprawa. Lady Lady opowiada o przeprowadzce i dorastaniu, jest basowa i bogata, podczas gdy So ​​Easy (To Fall in Love) jest wolna, zalotna i promienna: „To piosenka, która ma ci przypomnieć, że jesteś wspaniały” – wrzeszczy, tańcząc teraz przy światłach sceny.

Szybki awans Dean na wyższe szczeble popu, uwieńczony zwycięstwem jej najlepszej nowej artystki na gali Grammy w lutym i czterema nagrodami Brit, zawdzięcza właśnie temu zwiewnemu, swobodnemu urokowi. Kiedy więc Dean dopracowuje swój zatrzymujący show Let Alone the One You Love, jest to tym bardziej uderzające. Opierając się o klawiaturę, ze zmarszczonymi brwiami, ponownie przeżywa kłótnię, a w jej głosie zdaje się narastać autentyczna frustracja – „Gdybyś w ogóle mnie znał, nie starałbyś się, żebym był mały” – podczas gdy jej muzycy wachlują swoje wsparcie. Na nagraniu jasna aranżacja utworu wydaje się nie na miejscu, ale na scenie jest bardziej oczywistą ripostą: powodzenia w próbach przyćmienia światła Deana.

Retro i romantycznie… Olivia Dean. Zdjęcie: Lola Mansell

„W drodze tutaj przejeżdżałam obok King Tut’s” – mówi powoli. „Nigdy nie wyobrażałem sobie, że będę mógł zorganizować własną trasę koncertową po arenie”. Zaledwie trzy lata temu grała w klubie występującym na 300 występach, a w 2024 r. przeniosła się do klubu trzykrotnie większego od klubu – pomijając olśniewającą scenografię, szkielet występu Deana nie zmienił się. Od czasu swojej ostatniej wizyty dodała do swojego zespołu dwóch wokalistów oraz garderobę pełną zmian kostiumów, ale prawdziwy rozwój nastąpił w samej Olivii. Magnetyczna i władcza, nadal wykonuje pewne ruchy Motown – dłoń oparta na biodrze lub palec trzymany w górze w tradycyjnym stylu dziewczęcej grupy – ale jej występy wydają się żywe i naturalne, podobnie jak jej miękki, ekspresyjny głos.

Nabrała także pewności siebie, dzięki czemu jest bezbronna. Kiedy Dean siada na stołku, aby zaśpiewać starszy utwór UFO, przy wsparciu jedynie swojego wieloletniego basisty i gitarzysty, publiczność oświetla arenę swoimi telefonami. To dość standardowa praktyka w przypadku ballady, ale Dean wzdryga się na ten widok. Dotarła do ostatniej linijki, po czym ukryła twarz w dłoniach i krzyknęła: „Nigdy tego nie zapomnę” – piszczy.

W pokoju da się ją wyczuć namacalną sympatią i wspólnym uczuciem obserwowania gwiazdy wkraczającej na nieznane, choć od dawna wymarzone terytorium. Nadaje różowy odcień niektórym jej mniejszym materiałom, które jaśnieją dzięki podejściu big bandu i czystej sile osobowości. A kiedy nieuchronnie kończy „Man I Need” – jej pierwszy numer 1 w Wielkiej Brytanii i najnowszy członek Spotify Billions Club – Dean unosi się w powietrzu ze szczęścia, a jej stopy ledwo dotykają ziemi. Zasłony się zamykają, pojawiają się napisy końcowe i pod każdym względem mamy wrażenie klasycznego romansu.

Olivia Dean gra w OVO Hydro, Glasgow, 23 kwietnia; następnie koncertował w Wielkiej Brytanii i Europie do 21 czerwca