Strona główna Kultura „Trzeba odzwierciedlać język, aby uchwycić ludzkie dusze”: Martina Laird o calypso, patois...

„Trzeba odzwierciedlać język, aby uchwycić ludzkie dusze”: Martina Laird o calypso, patois i RSC | Teatr

6
0


Ponad dwie dekady temu aktorka Martina Laird odbyła podróż w przeszłość. Jako członkini zespołu w telewizyjnym dramacie Casualty, w którym zagrała ratownika medycznego Comfort Jonesa, była twarzą gospodarstwa domowego i miała satysfakcjonującą pracę, a mimo to czuła, że ​​utknęła w swoim życiu. „Sprawy nie rozwijały się” – wspomina. „Pomyślałem: «OK, jest coś, z czym trzeba się zmierzyć w przeszłości»”.

Pojechała do St Kitts, gdzie się urodziła, w poszukiwaniu czarnej matki z Karaibów, od której została oddzielona w wieku trzech lat, kiedy jej biały brytyjski ojciec zabrał ją do swojej rodziny w Trynidadzie. „To było stosunkowo uprzywilejowane wychowanie, ale zawsze są pytania. Pojechałem więc do St Kitts i spotkałem rodzinę, o której nie wiedziałem, że tam jest. Myślałem, że mogę się chronić i nie wpuszczać ludzi, ale tak nie było. Wszystko musiało się po prostu otworzyć. Potem świat wydał mi się pięknie wywrócony do góry nogami. Wszystko, czego się bałem, było kochane, a wszystko, co było na dole, zostało wzniesione”.

Jej matka zmarła na raka trzustki w ciągu roku od tego zjazdu; ich drugie spotkanie byłoby ostatnim. „Mogłem pojechać i spędzić z nią trochę czasu, kiedy była naprawdę chora. Któregoś dnia zostaliśmy sami na chwilę i mogła mi wszystko o sobie opowiedzieć. „

Te podróże i rozmowy doprowadziły Laird do napisania swojej pierwszej sztuki Driftwood, której akcja rozgrywa się w klubie dla dżentelmenów w Port of Spain w latach 50. XX wieku przed niepodległym Trynidadem i opiera się na spotkaniu syna Diamonda, z którym pozostawała w separacji, i jego niezłomnej matki Pearl. Wymagało to dalekosiężnych badań, a każde wydarzenie w sztuce miało w ten czy inny sposób źródło w prawdziwym życiu.

Prace nad Driftwood trwały dwie dekady i przez większą część tego czasu leżały na przysłowiowej dolnej szufladzie, częściowo dlatego, że branża postrzegała Lairda jako aktora, a nie pisarza. „Syndrom oszusta jest bardzo realny” – zastanawia się. Dopiero gdy znajoma namówiła ją do zgłoszenia jej do nagrody Verity Bargate za nowe teksty w 2024 r., przesłała ją „w duchu (otrzymania) większej liczby notatek”. Była zdumiona, gdy zajęła drugie miejsce na 1700 zgłoszeń. Obecnie spektakl jest wystawiany przez Royal Shakespeare Company w Stratford-upon-Avon, a następnie trafi do teatru Kiln w Londynie.

„Tak właśnie mówimy”… Laird z Dannym Sapanim w „Księżycu na tęczowym szalu” w National Theatre w 2012 roku. Fot. Tristram Kenton/The Guardian

Siedząc w londyńskich studiach prób RSC, Laird jest zrelaksowana, z lekkim trynidadzkim głosem i nadal wygląda na nieco zaskoczoną obrotem wydarzeń. W zeszłym roku leżała w łóżku z powodu „wrzeszczącego bólu” spowodowanego powikłaniami posocznicy, kiedy odebrała telefon. „To była wiadomość od Daniela Evansa (współdyrektora artystycznego RSC). Powiedział: «Wszyscy czytaliśmy tutaj twoją sztukę i bardzo nam się podoba»”.

Aktorstwo było dla Laird wczesną pasją, chociaż napisała także, dotychczas zawsze prywatnie, m.in. film drogi Three Suns to the Horizon i mroczną sztukę komiksową Fly Me to the Moon o kobietach i agresji, która została wystawiona w Londynie na początku tego roku.

Jako dziecko występowała w Trynidadzie, ale nie wyobrażała sobie, że kiedykolwiek będzie z tego zarabiać. „Mieliśmy kilku świetnych aktorów, na których oglądałem dorastanie – pamiętam, jak kręcono sztuki Dereka Walcotta, a moi rodzice byli częścią tego świata, więc widziałem to wszystko – ale każdy aktor miał też „odpowiednią” pracę, więc był także nauczycielem lub stewardem”.

Laird opuścił Karaiby w wieku 17 lat, aby studiować język francuski na Uniwersytecie w Kent. „Ze względów strategicznych ostatecznie połączyłem to z dramatem i to był początek końca, bo tylko to chciałem robić”. Od tego czasu często występowała na ekranie i na scenie, w tym w RSC oraz w Donmar, National Theatre, a ostatnio w Globe w wersji Cymbeline z odwróconą płcią.

Zastanawia się, że biała rodzina Lairda z Trynidadu zawsze była bardzo zaangażowana politycznie. Jej ojciec, architekt, odegrał kluczową rolę w swojej gildii zawodowej na wyspie i w latach 70. XX wieku nawoływał ich do bojkotu Republiki Południowej Afryki z czasów apartheidu. Jej brat i szwagier od lat tworzą archiwa kulturalne w całym regionie. Jako dziecko o mieszanym pochodzeniu czuła się tam pewnie, ale zmiana sposobu, w jaki była postrzegana w Wielkiej Brytanii, była irytująca. „Pochodząc z Trynidadu, gdzie większość wygląda jak ja – globalna większość – zdałem sobie sprawę, że przyszedłem z przekonaniem, że mam prawo zdefiniować siebie w przestrzeni, w której poczułem się wykluczony, osądzony lub gorszy od”.

Ziggy Heath, Cat White i Martins Imhangbe podczas prób do Driftwood. Zdjęcie: Marc Brenner

Spektakl Lairda funkcjonuje zarówno jako dramat o rodzinie, jak i metafora toksycznych skutków rządów kolonialnych. Poprzez każdą postać z Trynidadu widać bolesną walkę o samostanowienie w obliczu brytyjskich imperialistów i amerykańskich ryzykantów. Ukazuje także naród będący na krawędzi zmian. Eric Williams, pierwszy premier Trynidadu, który ogłosił niepodległość w 1962 r., jest ważną postacią poza sceną; jego partia powstała w 1956 roku – w roku, w którym rozgrywa się sztuka Lairda. „Każdy, kto tam był w tamtym czasie, powie wam, jaka była energia optymizmu. Druga wojna światowa rozwaliła wszystko na kawałki. Kobiety pracowały w fabrykach, a następnie zmuszano je do powrotu do swoich domów. Czarni, czyli Rzeczpospolita, walczyli, a potem zostali odesłani bez podziękowań i nagród. Teraz otrzymaliśmy informację zwrotną. „

Dodaje, że kultura była niezbędna do stworzenia nowej tożsamości Trynidadu. „W tamtych czasach orkiestry stalowe były prawdziwymi wojownikami ulic i wprowadzano je do sal koncertowych. Pisano hymny, projektowano flagi. Calypso tej epoki (która pojawia się w sztuce) było w dużej mierze komentarzem społecznym. Chodziło o konfrontację z władzą – rządami i systemami, od rasizmu po nawyki seksualne kobiet.”

Co uderzające, Driftwood jest napisany patois. Czy chodziło o uchwycenie autentycznej kadencji przemówienia trynidadzkiego, czy też o stwierdzenie, dla kogo jest ono napisane? Laird wspomina przełomowe doświadczenie sceniczne. „Jedną z pierwszych ról, jakie zagrałam i z której byłam bardzo dumna, była sztuka w Księżycu na tęczowym szalu Errola Johna, dramatopisarza z Trynidadu, w National Theatre. Kiedy czytałam tę sztukę jako dziecko w szkole, pomyślałam: «Tak właśnie mówimy, co w tym mądrego?»”. Ale wracając do tego jako dorosła, uświadomiła sobie, że właśnie o to chodziło. „Nie można nie próbować odzwierciedlić prawdy o języku, jeśli chce się uchwycić ludzkie dusze. Bo w tym języku i jego konstrukcjach kryje się historia i psychika.”

Czy mimo to miała jakiekolwiek obawy związane z pisaniem po patois dla brytyjskiej publiczności? Nie, ponieważ na początku nie pisała tego dla RSC, te wszystkie lata temu, kiedy po raz pierwszy przelała pióro na papier. „W tamtym momencie pisałem to, bo tego potrzebowałem. To było jak krzyżówka. Musiałem to wyciągnąć i rozwiązać. „

Driftwood przebywa w Other Place, Stratford-upon-Avon, do 30 maja. Następnie w teatrze Kiln w Londynie, 3 czerwca–4 lipca