Strona główna Życie i styl Tim Dowling: ta muzyka jest ciągle powtarzana – jak moje życie |...

Tim Dowling: ta muzyka jest ciągle powtarzana – jak moje życie | Rodzina

11
0


Siedzę w kuchni z telefonem na głośniku i słucham utworu instrumentalnego z powtarzającą się melodią piccolo, tak jak to robiłem przez ostatnie pół godziny. Na początku wydawało mi się, że jest to kompozycja bez końca, sprawnie skonstruowana tak, aby się składała, ale po kilku minutach szczególnego skupienia się na niej zdaję sobie sprawę, że to tylko krótki fragment większego utworu – składającego się z czterech taktów przed włączeniem perkusji i czterech taktów po – trwającego dokładnie 30 sekund. Na końcu pętli utwór zostaje na chwilę ucięty, po czym zaczyna się od nowa, pozostawiając cichą przerwę, która sprawia, że ​​wydaje się, że przedstawiciel obsługi klienta zaraz zacznie mówić. Ale to nigdy się nie zdarza.

Około 45 minut dokonuję szybkich obliczeń – dwa takty na takt, 8 taktów na 30-sekundowy cykl – co sugeruje, że słuchałem powtarzanej melodii piccolo ponad 1400 razy. Trudno sobie wyobrazić, że ta praca miała mieć inny cel niż doprowadzenie ludzi – być może więźniów – do szaleństwa.

Nagle muzyka zatrzymuje się w niewłaściwym miejscu.

„Dziękujemy za telefon do naszego zespołu obsługi klienta” – mówi głos. „Jak mogę Ci dzisiaj pomóc?”

„Um, tak” – mówię, powoli wybudzając się z transu – „Dostałem SMS-a z informacją, że moja paczka została dostarczona, ale absolutnie tak nie było”.

Myślę, że miałeś 45 minut na wymyślenie lepszego otwarcia.

„Bardzo mi przykro, że nie otrzymałeś przesyłki” – mówi głos. „Czy mogę wziąć twoje imię i nazwisko oraz pierwszą linijkę adresu?”

Krążę po kuchni, odkąd dostałem SMS-a z informacją, że moja paczka zostanie dostarczona między 14:00 a 15:00, a potem przez kolejne dwie godziny, kiedy nadal nie dotarła. Następnie o 17:00 dostałem SMS-a z informacją, że został pozostawiony u „sąsiada” wraz ze zdjęciem, które podejrzanie przypominało moją paczkę leżącą na masce furgonetki.

podwójny cudzysłówNie chcę się wypowiadać na temat mojego zamieszania, bo czasami można zostać przekierowanym na infolinię dla osób starszych

„Sprawdziłem u sąsiadów” – mówię – „i nie wzięli”.

– Czy mogę mówić do ciebie Tim? mówi głos.

– Jasne – mówię.

Z niesamowitą zgodą, zgadzam się na ponowne zawieszenie połączenia. Kilka minut później głos powraca i informuje, że zajezdnia nie odbiera telefonu. Będzie musiała do mnie oddzwonić.

Postanawiam skontaktować się z drugim najbliższym sąsiadem – mężczyzną, który prowadzi mały warsztat samochodowy bezpośrednio za szopą mojego biura. Rzadko się widujemy, bo dzieli nas wysoki ceglany mur.

„Nie przyszli tutaj” – mówi, ale w gruncie rzeczy bardziej niż ja martwi się o paczkę. Prowadzi mnie do kolejnych drzwi wejściowych i puka w moim imieniu, ale bezskutecznie. Pokazuje mi znaczny zasięg CCTV, do którego ma dostęp ze swojego telefonu, przewijając do przodu przez pół godziny po obu stronach godziny 17:00. Nie pojawiają się kurierzy.

„Był niezwykle pomocny” – mówię później żonie. „W przeciwieństwie do infolinii, która nigdy do mnie nie oddzwoniła”.

„To dobrze, że poznajesz nowych ludzi” – mówi.

„Powiedział mi, że czasami pod koniec dnia kierowcy oznaczają resztki przesyłek jako dostarczone, więc mimo to otrzymują zapłatę” – mówię. „On naprawdę widział to wszystko”.

„Myślę, że wystarczająco dużo usłyszałam o twojej paczce” – mówi.

Następnego ranka spędzam kolejne 30 minut z piccolo. W końcu przedstawiciel serwisu odbiera i opowiada mi historię, której nie rozumiem: albo kurier, którego to dotyczy, był na wakacjach, albo był to zwykły kurier, który teraz wyjechał na wakacje. Niechętnie wyrażam swoje zmieszanie, bo czasami można zostać przeniesionym na specjalną infolinię dla osób starszych.

Następnego ranka żona budzi mnie o 7 rano z pytaniem, na które zna już odpowiedź.

„Czy zrobiłeś kosze?” ona mówi.

„Cholera” – mówię.

Ciągnę śmieci do krawężnika w butach bez skarpetek, gdy przejeżdżający samochód zwalnia. Szyba pasażera opuszcza się i zaglądam do środka: to mężczyzna z warsztatu.

„Czy otrzymałeś paczkę?” mówi.

„Nie” – mówię. „Chyba poczekam aż kurier wróci z wakacji.”

„Szaleństwo” – mówi, kręcąc głową.

Żona czeka na mnie pod drzwiami w piżamie.

„O co w tym wszystkim chodziło?” ona mówi.

– Jemu zależy – mówię. „Ktoś się tym przejmuje”.

Słoneczny poranek, tydzień później: piccolo zaczyna mnie uspokajać. Nagle głos przerywa muzykę i mówi na podstawie scenariusza, który znam już na pamięć.

„Tak, mam na imię Tim” – mówię. „A to jest mój siódmy telefon”.