Strona główna Kultura Recenzja Sen nocy letniej – przezabawna i szczera, od góry do dołu...

Recenzja Sen nocy letniej – przezabawna i szczera, od góry do dołu | Teatr

6
0


Nie pamiętam, kiedy ostatni raz chichotałem w kinie, ale radosne podejście reżyserki Emily Lim do „Snu nocy letniej” niemal mnie rozwaliło. Jest hojny, kreatywny i mądry, zawsze starając się, aby publiczność poczuła się włączona. Z cudownie ekstrawaganckimi kostiumami (koncepcja Fly Davisa), scenografią, która spontanicznie rozkwita od projektanta Aldo Vázqueza, serdeczną muzyką ludową Jima Fortune’a i porywającymi występami komiksowymi, to najrzadsza rzecz: marzenie, którym może cieszyć się cała rodzina. Po prostu zakryj dzieciom oczy, żeby nie zobaczyć nieco niegrzecznych fragmentów.

The Globe to idealna przestrzeń dla Lim, która większość swojej kariery spędziła na łączeniu dramatu i społeczności, szczególnie przy projekcie Public Acts Teatru Narodowego. Elementy interakcji z publicznością nie są tutaj tylko zabawnym dodatkiem, ale istotną częścią przedstawienia. Właściwie jesteśmy tak całkowicie włączeni w akcję, że w końcowych scenach jeden szczęśliwy widz – w ramach genialnego gagu biegowego – dołącza do Pucka na scenie, aby wziąć udział w ceremonii wiązania rąk przy spontanicznych wiwatach wszystkich.

Wspaniale ekstrawagancka… Audrey Brisson (Tytania) po lewej stronie i Adrian Richards (na dole) w środku w Śnie nocy letniej. Zdjęcie: Tristram Kenton/The Guardian

Żadna z tych interakcji nie byłaby możliwa bez Pucka inspirowanego Michaelem Grady-Hallem. Bardziej nadworny błazen niż wróżka, większą część występu spędza na żartach z publicznością, popisywaniu się w znakomitym wyczuciu czasu i obrzucaniu wszystkich bąbelkami. Jako Bottom, pretensjonalny aktor am-dramatu, który przemienia się w bardzo błyskotliwy tyłeczek, Adrian Richards ma komiczny talent w każdym ruchu, od sposobu, w jaki porusza biodrami po poruszanie językiem.

Pomija się kilka aspektów. Przeplatająca się historia miłosna nie robi większego wrażenia – chociaż miło zobaczyć w ognistym występie Romayi Weaver Helenę pełną odwagi. Ciągłe muzyczne skecze nie zawsze działają, a Audrey Brisson, utalentowana piosenkarka, zbyt mocno stara się, aby w roli Królowej Wróżek roztaczała się atmosfera tajemniczości i magii. Ale wszystko zostaje wybaczone w przedstawieniu, które w wyraźny sposób stara się rozwiać wszelkie obawy widzów, jakie mogą mieć co do zrozumienia Szekspira – i po prostu zapewnić im dobrą zabawę.

W Shakespeare’s Globe w Londynie do 29 sierpnia