No cóż. Wszystkie najlepsze imprezy w południowym Londynie trwają trzy minuty. Każdy to wie.
Na początku Bermondsey było miejscem wiosennym, delikatne majowe światło oświetlało wspaniałą wieżę miejskiej spalarni na końcu Cold Blow Lane. The Den został wyprzedany, jak zawsze w dzisiejszych czasach.
A zadanie dla Millwall było dość jasne. Miejsce w fazie play-off było zapewnione. Wracasz z tym do domu. Jednak lepszy wynik u siebie z Oksfordem niż Ipswich u siebie z QPR oznaczałby, że Millwall mogłoby przed końcem dnia awansować do Premier League, awansować do najwyższej klasy rozgrywkowej po raz pierwszy od 36 lat i w zasadzie pomalować południowy Londyn na niebiesko przez następne trzy miesiące.
Ziemia była już podniesiona przed rozpoczęciem, a powietrze trzeszczało od bardzo wyraźnej elektryczności. Zwykła playlista niosła się echem po stoiskach z tektury falistej. Niech przyjdą. Nikt nas nie lubi. Twój tata to nonsens. Nie boimy się żadnego wroga – z wyjątkiem, jak się okazuje, wiadomości o golu w Ipswich po trzech minutach przeciwko drużynie QPR grającej już w sliderach i sprzęcie do snorkelingu.
Ta chwila minęła wraz z migotaniem wokół ziemi. Słońce świeciło dalej. Pociągi toczyły się obok pustych rogów trybun. W stalinowskim zbliżeniu pojawiła się twarz Alexa Neila, grymas na dużym ekranie. Na tym polega piękno sportu. Do końca pozostało 87 minut. Graj dalej, graj dalej. Uśmiechaj się, gdy pęka Ci serce.
Po dziewięciu minutach było już 2:0 dla Tractor Boys, o czym natychmiast poinformowali kibice Oksfordu w końcówce gości, a zawieszenie niedowierzania w końcu zniknęło na dobre. „Schodzisz na dół” – odpowiedziało stanowisko Dokerów. Wkrótce weszliśmy w repertuar skierowany przeciwko Keirowi Starmerowi i dzień zaczął się uspokajać.
To zawsze była dziwna okazja. Zbliżanie się do automatycznego miejsca powoduje zawroty głowy, poczucie kuszącej bliskości, którą trzeba zarządzać. Dla zawodników, zwłaszcza z Millwall, które składa się prawie wyłącznie z starych graczy EFL, awans oznaczałby zmianę w karierze i jednorazowy strzał.
Podczas przygotowań Neil był przyjemnie ponury i miał niski poziom dźwięku, zajmując się wieloma rzeczami, których nie mogliśmy zrobić w przypadku wyników gdzie indziej, i nie spędzał dnia na słuchaniu radia tranzystorowego (klasycznego, oldschoolowego). Następnie, gdy Millwall potwierdził, że zajął trzecie miejsce, jego jedyny komentarz brzmiał: „No cóż, wolałbym drugie miejsce”, po czym pochwalił jego zespół i swobodę, z jaką grali pod presją przez ostatnie kilka tygodni.
Prawdziwym zadaniem było po prostu utrzymanie pociągu w ruchu, podniesienie poziomu energii i dobra atmosfera. I Millwall właśnie to zrobił. Femi Azeez był genialny, dobrze się bawił na słońcu, czego zdecydowanie nie było na prawej stronie Oksfordu, i strzelił oba gole w wygranym 2:0 meczu Millwall.
Femi Azeez po strzeleniu drugiego gola dla swojej drużyny. Zdjęcie: Alan Stanford/PPAUK/Shutterstock
Po 55 minutach Azeez nawet odbił zablokowany dośrodkowanie Rabony, a ludzie śmiali się i krzyczeli: aprobata, zamiast z obrzydzeniem podrzeć swoje bilety okresowe. Wszystko się tu zmieniło. Pikle rzemieślnicze można kupić na Old Kent Road.
Przez chwilę na początku prawdopodobnie wszystko było dobrze, nic tak naprawdę nie zależało od wyniku, ponieważ Millwall znajdował niezliczone sposoby na to, aby nie strzelić gola, dośrodkowania syczały w polu karnym z wysokości sześciu jardów, a strzały wbijały się w najbliższy desperacki blok.
Oxfordy ubrane były w rzucający się w oczy, jasny turkusowy kolor, taki kolor, jaki lokalny dostawca łazienek nazwałby Spearmint Bidet. Trzymali się, gdy Millwall odhaczał serię rzutów rożnych, a Jake Cooper był niezawodnie masywnym celem, który przy każdym stałym fragmencie trafiał na miejsce jak średniowieczna wieża oblężnicza.
Barry Bannon był najlepszym zawodnikiem na boisku, zawsze jakimś cudem trafiał w odpowiednie miejsce.
I w 33. minucie Millwall w końcu zdobył bramkę. To był piękny gol Azeeza, zmiana nogi i drżenie, a piłka z całą mocą wbiła się w siatkę. Tuż po pierwszej połowie podwyższył na 2:0, ładnie kończąc grę na drugim słupku.
Krótki przewodnik Podsumowanie mistrzostw: Hull wraca do walki o ostatnie miejsce w fazie play-off. Pokaż
Hull zapewniło sobie miejsce w play-offach Championship dzięki dwóm bramkom Oli McBurnie podczas wygranego 2:1 u siebie meczu z Norwich.
Po porażce w Wrexham i Derby Tygrysy wykorzystały swój moment, aby odzyskać miejsce w pierwszej szóstce – pozycję, którą zajmowały przez większość sezonu – po tym, jak odrobiły straty na stadionie MKM.
Norwich było w zeszłym miesiącu najlepszą drużyną w Championship i nawet nie mając nic do grania poza osobistą dumą i lepszymi negocjacjami w sprawie kontraktu, zasłużenie otworzyło wynik dzięki Mo Toure.
Hull spisywało się fatalnie aż do zdobycia gola w 26. minucie, ale dwie minuty później wróciło do gry, gdy McBurnie wyrównał z rzutu karnego.
Po dobrych wynikach gdzie indziej kibice Hull mogli marzyć o potencjalnym powrocie do Premier League po tym, jak McBurnie strzelił do siatki swojego 20. gola w sezonie w 67. minucie.
Po drugiej stronie tabeli Sheffield Wednesday odniosło pierwsze w tym sezonie zwycięstwo w mistrzostwach u siebie przed nowym właścicielem Davidem Storchem, pokonując West Brom 2:1 i ostatecznie odrabiając straty 18 punktów.
Spółka Arise Capital Partners, na której czele stoi Storch, sfinalizowała przejęcie drużyny Owls, a Amerykanin wyszedł na boisko przed rozpoczęciem meczu, aby przemówić do fanów swojego nowego klubu.
Nowy właściciel potwierdził również, że Owls rozpoczną życie w League One bez odejmowania punktów, ku uciesze wyprzedanej publiczności.
Southampton zaliczyło 19 meczów w mistrzostwach bez porażki, kończąc sezon zwycięstwem 3:1 nad Preston na Deepdale. Znakomita główka Taylora Harwooda-Bellisa w 12. minucie otworzyła wynik, a Ross Stewart podwoił prowadzenie, zdobywając dobrą sekundę po 47 minutach. Lewis Dobbin wykorzystał wycie Daniela Peretza i zmniejszył o połowę zaległości po godzinie gry, ale rezerwowy Cyle Larin trafił do siatki i przypieczętował zwycięstwo w doliczonym czasie gry.
Stephy Mavididi dał związanemu z League One Leicester powód do radości na koniec żałosnego sezonu, gdy jego gol w końcówce zapewnił zwycięstwo 1:0 z Blackburn.
Hat-trick Ellisa Simmsa i piledriver Viktora Torpa zapewniły Coventry stylowe zakończenie sezonu, w którym zdobył tytuł mistrza, jednostronnym zwycięstwem 4:0 nad żałosną drużyną Watford na Vicarage Road. Dopingowana przez około 2000 kibiców ubranych w błękit nieba, drużyna Franka Lamparda zakończyła pamiętny sezon z 95 punktami i 97 bramkami.
Adam Idah wszedł z ławki rezerwowych i strzelił dwa gole, a Swansea zakończyła sezon zwycięstwem u siebie z Charlton 3:1.
Sheffield United powróciło na drugą połowę, wygrywając 2:1 na Pride Park i kończąc nadzieje na play-off Derby Championship. Derby kontrolowały mecz po przełamaniu po bramce Sama Szmodicsa, ale goście odpowiedzieli mocnym uderzeniem i pokrzyżowali marzenia gospodarzy o zajęciu miejsca w pierwszej szóstce. Błąd Joe Warda pozwolił Tomowi Cannonowi wyrównać, zanim uderzenie Sydie Pecka wywróciło grę do góry nogami.
Doskonała forma Adriana Segecica na koniec sezonu utrzymała się, gdy Portsmouth zremisował 1:1 z Birmingham na Fratton Park.
Gole Delano Burgzorga i rezerwowego Sama Bella sprawiły, że Roy Hodgson zakończył swoją krótką karierę jako tymczasowy główny trener Bristol City zwycięstwem 2:0 nad Stoke na stadionie Ashton Gate.
Zdjęcie: Matt Wilkinson/Wydawnictwo Shutterstock
Dziękujemy za Twoją opinię.
Obie drużyny Millwall zaprezentowały się tak dobrze, jak mogły się spodziewać, w pustym meczu przeciwko zdemotywowanym i, szczerze mówiąc, niezbyt dobrym przeciwnikom. I od tego momentu był czas na zastanawianie się, co dalej.
Coś się zmieniło w kwestii wzrostu Millwall. Przez pewien czas zakładano, że nadawcy i administratorzy po prostu tego nie chcieli, z jakiegoś powodu. Teraz to robią. To całkiem jasne. Millwall są w telewizji co drugi tydzień. To przecież era treści: hałasu, ciepła, gałek ocznych. Produkt może, nie oszukujmy się, czasami wydawać się nieco zimny i przetworzony.
Cóż, nie w tej okolicy. Podaj inny klub Premier League, w którym zakończy się triumfalny, słoneczny, ostatni dzień wciąż aktywnego sezonu, tak jak ten zakończył się masową inwazją na boisko lokalnych 10-letnich herbertów, którzy rozdawali znaki V i wstępy do walk przed 2000 kibiców gości, po czym reszta kibiców wykrzykiwała ich z boiska.
Zatem Millwall za dwa tygodnie wejdzie do play-offów. Zmierzą się z Hullem, który wyeliminował Wrexham, ratując nas wszystkich przed nieuniknionymi teoriami spiskowymi dotyczącymi hollywoodzkich zabawek. Kogo Premier League chciałaby na swoich ekranach, co? Deadpool i ten drugi koleś? A może handlarze drewnem i budownictwem w Selhurst?
Southampton to prawdopodobnie najsilniejsza drużyna w stawce. Jednak Millwall będzie miał nadzieję na dotarcie na Wembley w rewanżu z Hull w Den; oraz szersze poczucie dumy z i tak już najlepszego sezonu klubu od trzech dekad.