Strona główna Kultura Recenzja Niebieskiego Szlaku – hipnotyczna opowieść o buncie starszych ludzi w Amazonii...

Recenzja Niebieskiego Szlaku – hipnotyczna opowieść o buncie starszych ludzi w Amazonii w mrożącej krew w żyłach dystopijnej bajce | Film

8
0


Krnąbrny, intrygujący film Gabriela Mascaro to swego rodzaju film drogi, a może film rzeczny – a właściwie Amazonia w odległej północno-zachodniej Brazylii. To film, który podąża za jego nosem, wędrując po lądzie i wodzie, wspaniale nakręcony z fascynującymi kompozycjami wizualnymi. Czasem pojawiają się dziwne podobieństwa do Fitzcarraldo czy Afrykańskiej królowej, ale nie o filmowe aluzje tu chodzi. To dramat, który poprzez serię spotkań i winiet stara się przemienić i wyzwolić swoją starszą bohaterkę; jest to film o ucieczce i być może sam film wymyka się ogólnej klasyfikacji, choć problemem jest to, że odmienne pomysły i postacie pozostają nierozwinięte.

Z jednej strony mamy mrożący krew w żyłach dystopijny koszmar o przyszłym społeczeństwie, które udaje, że ceni swoich starszych obywateli, zmuszając ich do opuszczenia domów i zamieszkania w specjalnych „koloniach”, czyli niedrogich magazynach gerontobójczych dla wszystkich osób powyżej 75. roku życia. Czasami są przewożeni specjalnym pojazdem więziennym dla zbłąkanych starców, nazywanym „wagonem ze zmarszczkami” – niczym furgonetka do łapania psów – a kiedy w końcu muszą wsiąść do autokaru wiozącego ich do tych miejsc „koloniom” wydaje się im upokarzające, obowiązkowe pieluchy dla dorosłych. Ale na innym poziomie jest to bardziej realistyczny dramat opowiadający o tym, jak społeczeństwo traktuje i wymazuje osoby starsze.

Tereza to 77-letnia wdowa, grana przez Denise Weinberg, z nieprzeniknionym wyrazem zdziwionej dezaprobaty, która czasami przechodzi w radosny uśmiech; pracuje w fabryce skórującej kajmany, a jej dorosła córka nie interesuje się nią. Któregoś dnia zostaje szorstko poinformowana, że ​​musi opuścić skromną chatę, w której jest doskonale szczęśliwa, i udać się do jednej z takich kolonii. Ale udając wypadek w toalecie za pomocą pieluchy dla dorosłych, śmiało ucieka przed zapędzeniem do autokaru.

Kapitan statku rzecznego Cadu (Rodrigo Santoro) zabiera siwowłosego uciekiniera wzdłuż Amazonki do miejsca, gdzie Ludemir (Adanilo), pilot mikrolotu, obiecuje lot dokądkolwiek i gdziekolwiek. Jednak jej prawdziwym wybawicielem okazuje się Roberta (Miriam Socarras), kobieta mniej więcej w wieku Teresy, która pilotuje hałaśliwą łódź rzeczną i sprzedaje cyfrowe Biblie, mimo że nie interesuje się Bogiem ani nie wierzy w Boga. Ona i Teresa zostają przyjaciółmi, spiskowcami, a może i kochankami.

I gdziekolwiek się pojawią, Teresa znajduje dziwnego „niebieskiego, śliniącego się ślimaka”, którego wodniste wypustki wywołują ekstatyczne wizje, jeśli wyciśniesz kropelki do oczu. Wprowadza ją w to na wpół szalony Cadu, a w tej roli Santoro może zaskoczyć tych, którzy pamiętają go jako niezwykle atrakcyjnego mężczyznę w „To właśnie miłość”. Właściwie to raczej żałowałem jego wcześniejszego odejścia z tego filmu.

„Błękitny Szlak” to rodzajowa mieszanka: częściowo ma słodko-gorzki ton wielu filmów o buntowniczych starszych ludziach, a częściowo ma coś znacznie bardziej wywrotowego i niepokojącego. Ciekawa jest mieszanka tonów, przypominająca żucie ciasta i sera jednocześnie.

„Błękitny szlak” w kinach w Wielkiej Brytanii i Irlandii od 17 kwietnia.