Strona główna Kultura „Zmarnowaliśmy wiele istnień ludzkich”: przestroga mistrza szpiegów CIA w związku z wcześniejszą...

„Zmarnowaliśmy wiele istnień ludzkich”: przestroga mistrza szpiegów CIA w związku z wcześniejszą interwencją Iranu wypływa zza grobu | Filmy dokumentalne

8
0


W kręgach społecznych Nowego Jorku był znany jako „żydowski James Bond”: uchodźca z nazistowskich Niemiec, którego wdzięczność wobec amerykańskich gospodarzy była tak wielka, że ​​zgłosił się na ochotnika do armii amerykańskiej i już jako dwudziestokilkulatek został pierwszym szefem placówki CIA w Berlinie, składając wczesne ostrzeżenia o działalności sowieckiej, której przypisuje się zapoczątkowanie zimnej wojny.

Podobnie jak 007, Peter Sichel również docenił wyborny trunek i po odejściu z amerykańskiego wywiadu zagranicznego to właśnie on na krótko zamienił słodkie niemieckie białe wino Blue Nun w jedno z najlepiej sprzedających się win na świecie.

Jednak film, który trafił do kin w Wielkiej Brytanii rok po jego śmierci w wieku 102 lat, ukazuje Sichela jako kogoś bardziej przypominającego Żyda Jasona Bourne’a: byłego agenta, który był coraz bardziej rozczarowany wtrącaniem się CIA i stał się zaciekłym krytykiem spoza grobu amerykańskiej polityki zagranicznej – zwłaszcza w Iranie.

W filmie dokumentalnym The Last Spy amerykańsko-niemieckiej reżyserki Kathariny Otto-Bernstein Sichel otwarcie krytykuje rządy USA z przeszłości za działanie wbrew radom społeczności wywiadowczej w celu obalenia demokratycznie wybranych przywódców w Gwatemali, Indonezji, Kongo, a zwłaszcza w Iranie.

W 1953 r. socjalistyczny premier Iranu Mohammad Mossadegh został obalony w wyniku zamachu stanu zainicjowanego przez brytyjskie MI6 i CIA w celu ochrony brytyjskich interesów naftowych przed nacjonalizacją. Zamach stanu umocnił rządy szacha Mohammada Rezy Pahlaviego, dopóki nie został obalony przez irańską rewolucję w 1979 roku.

Premier Iranu Mohammad Mossadegh ze zwolennikami w 1951 r. Zdjęcie: AP

„Gdybyśmy nie pozbyli się Mossadegha, dzisiejszy Iran byłby dobrym członkiem rodziny narodów, krajem socjalistyczno-demokratycznym” – mówi Sichel przed kamerą w filmie dokumentalnym. Wzmocnienie autorytarnych rządów szacha, dodaje, „spowodowało rewolucję” i „pośrednio spowodowało przybycie mułłów”, czyli islamskiej teokracji, którą Donald Trump określił jako „złą” i starał się usunąć w obecnej wojnie z republiką.

Choć Sichel nie jest pierwszym agentem CIA, który krytykuje postępowanie swojego byłego pracodawcy – w 2023 r. agencja po raz pierwszy przyznała, że ​​jej interwencja w Iranie była „niedemokratyczna” – amerykański historyk Stephen Kinzer stwierdził, że rzadko zdarza się, aby agenci wykazywali się taką wnikliwością w śledzeniu konsekwencji swoich własnych działań.

„Nie sądzę, żeby kiedykolwiek powstał film, w którym tak były oficer CIA tak przemyślanie ujawniał, co zrobił, co widział, i analizował to w sposób głęboko krytyczny, ale także przemyślany i wyrafinowany” – powiedział Kinzer, autor książki Overthrow: America’s Century of Regime Change from Hawaii to Iraq. „Argumentuje, że tak naprawdę zmarnowaliśmy wiele istnień ludzkich i zamiast próbować je rozwiązać, nasililiśmy konflikty na świecie”.

„Do samego końca nie myślimy o tym, że działanie, które podejmiemy dzisiaj, na dłuższą metę może być sprzeczne z naszymi interesami” – mówi Sichel w filmie, który 24 kwietnia wejdzie do wybranych kin w Wielkiej Brytanii.

Peter Sichel w „Ostatnim szpiegu”. „Sprowadzenie szacha spowodowało rewolucję… pośrednio spowodowaliśmy przybycie mułłów”. Zdjęcie: Dogwoof

Urodzony w 1922 roku w Moguncji, w zamożnej rodzinie handlarzy winem, której klientami był między innymi Ritz w Paryżu, Sichel wychował się w szkole publicznej w Buckinghamshire.

Jednak po wprowadzeniu w 1935 r. w Norymberdze prawa rasowego Sichelowie uciekli najpierw do Bordeaux, a następnie do Nowego Jorku, gdzie młody człowiek zgłosił się na ochotnika do armii amerykańskiej dzień po japońskim bombardowaniu Pearl Harbor.

Znajomość języków i uprzejmy sposób bycia Sichela zwróciły uwagę Biura Służb Strategicznych (OSS), organizacji będącej prekursorem CIA, i został zwerbowany do wydobywania informacji wywiadowczych od niemieckich jeńców wojennych.

Nawet wtedy silna wiara w wartość starannie zebranych informacji zamiast bezpośrednich działań postawiła go na kursie konfrontacji z wojskiem. „Uważany jest za bohatera, ale był złym generałem” – Sichel powiedział o George’u S. Pattonie, często okrzykniętym jednym z najwybitniejszych amerykańskich generałów drugiej wojny światowej. „To był bardzo głupi człowiek”.

Po zwycięstwie aliantów nad nazistowskimi Niemcami dyrektor OSS Allen Dulles poprosił 23-letniego „cudownego dziecka”, aby pozostał w Berlinie i kierował działalnością agencji wywiadowczej na terytorium okupowanym przez USA.

Sichel przejął obsługę kluczowych informatorów i utworzył siatkę szpiegowską w całej strefie wschodniej, infiltrując siedzibę KGB w Karlshorst za pomocą pułapki na miód – kobiety, która miała romans z szoferem szefa KGB – i udało mu się zrekrutować dwóch członków Komitetu Centralnego SED (Partii Jedności Socjalistycznej) i DWK (Niemieckiej Komisji Gospodarczej) jako agentów amerykańskich.

Po przeniesieniu się z powrotem do Waszyngtonu w 1954 r., aby kierować biurem CIA w Niemczech i Europie Wschodniej, był zaangażowany w amerykańskie wysiłki propagandowe, takie jak utworzenie Radia Wolna Europa i nadzorował „Operację Złoto”, czyli kopanie 450-metrowego tunelu z Berlina Zachodniego do Wschodniego w celu podłączenia podziemnych kabli telefonicznych kontrolowanych przez Sowietów.

Na początku lobbował rząd USA, aby skierował swoją uwagę na Związek Radziecki. „Zdawał sobie sprawę, że Sowieci się zamykają, zanim George Kennan napisał swój długi telegram, więc w pewnym sensie nawiązał do zimnej wojny” – powiedział Otto-Bernstein. „Ale (on) był także pierwszym, który przyznał, że Rosjanie nie mieli zamiaru maszerować na zachód”.

Lojalny wobec szefa CIA Allena Dullesa Sichel nabrał podejrzeń co do zagorzałego antykomunizmu swojego brata Johna Fostera, amerykańskiego sekretarza stanu za rządów Eisenhowera od 1953 r., którego określił jako „znienawidzonego” w środowisku wywiadowczym.

Pod przywództwem braci Dulles CIA przekształciła się z agencji zbierającej informacje wywiadowcze w taką, która również na ich podstawie podejmuje działania, a lekkomyślny charakter niektórych jej operacji zaskoczył Sichela. Według jego zeznań „niewiarygodna” liczba amerykańskich agentów straciła życie, kiedy zostali zrzuceni do Polski, Ukrainy i Albanii w celu utworzenia sieci oporu, ale szybko zostali wyeliminowani przez Sowietów.

„Ludzie na wysokich stanowiskach mają pojęcie, jaki powinien być obraz sytuacji, a jeśli inteligencja nie pasuje, nie wierzą jej” – mówi Sichel w The Last Spy.

Reklama magazynu z lat 70. promująca markę Blue Nun, którą założył Sichel. Zdjęcie: Retro AdArchives/Alamy

To sposób myślenia, jak twierdzi Sichel, doprowadził Stany Zjednoczone do postrzegania każdego nacjonalistycznego przywódcy wybranego na całym świecie, który przeciwstawił się amerykańskiej hegemonii, jako sowieckiej marionetki i usprawiedliwiał podejmowanie tajnych działań mających na celu usunięcie przywódców takich jak Mossadegh z Iranu, Jacobo Árbenz z Gwatemali, Patrice Lumumba z Konga i Sukarno w Indonezji.

Sichel brał udział w niektórych z tych operacji, wysyłając agentkę przebraną za stewardesę, aby pobrała próbkę kału po tym, jak Sukarno odwiedził toaletę na pokładzie, w celu zbadania (fałszywej) plotki o złym stanie zdrowia nacjonalistycznego prezydenta Indonezji.

Jednak w CIA urodzony w Niemczech szef wywiadu stał się teraz głośnym krytykiem, co doprowadziło do wszczęcia wobec niego dochodzenia przez FBI w związku z podejrzeniem o szerzenie sympatii komunistycznych pod koniec lat 50. Rozczarowany, w 1960 roku odszedł z wywiadu i przejął rodzinny biznes winiarski, który prowadził z Nowego Jorku.

Fenomenalny sukces komercyjny jego marki słodko smakującego wina Liebfraumilch, ochrzczonego Blue Nun, aby było łatwiejsze do wymówienia dla klientów w USA i Wielkiej Brytanii, sprawił, że Sichel nie patrzył z goryczą na swoją karierę, gdy zmarł w lutym 2025 roku w wieku 102 lat.

„Sichel wyjaśnia mentalność, która podzieliła świat na dobro i zło, i ubolewa nad naszą niezdolnością do zrozumienia jakichkolwiek niuansów” – stwierdził historyk Kinzer. „Reakcją na wyzwania rzucane na prymat Ameryki jest raczej brutalna reakcja, a nie przemyślana polityka mająca na celu złagodzenie różnic. To impuls, który jest nadal silny, a być może w ostatnim czasie staje się jeszcze silniejszy.”