Strona główna Kultura Recenzja Exit 8 – korytarz stacji metra w stylu Eschera prowadzi do...

Recenzja Exit 8 – korytarz stacji metra w stylu Eschera prowadzi do niepokojącej tajemnicy psychologicznej | Film

5
0


Błąd w matrixie, rozdarcie kruchej tkanki istnienia i nagle wszystko, co wiedzieliśmy o świecie, zostaje zgaszone… a może ujawnione nam po raz pierwszy. Widzimy jego arbitralność, okrucieństwo, ogromną obojętność wobec szczurów laboratoryjnych biegających po nim gorączkowo, zmierzających ku śmierci, której nie mogą sobie wyobrazić. Psychologiczna tajemnica Genkiego Kawamury inspirowana jest japońską grą wideo o tym samym tytule, a także powtórzeniami Dnia Świstaka i zawrotnymi perspektywami hotelu Overlook w Lśnieniu, z korytarzami, których narożników nie da się zaokrąglić bez spotkania twarzą w twarz z czymś strasznym.

Kazunari Ninomiya gra przygnębionego młodego mężczyznę w zatłoczonym japońskim metrze w godzinach szczytu, który pewnego dnia widzi prostackiego pasażera dojeżdżającego do pracy krzyczącego na młodą matkę za to, że nie uciszyła dziecka. Wysiadając na peronie, odbiera telefon od swojej byłej dziewczyny – a ten dzwonek iPhone’a sam w sobie jest bardzo denerwujący, co gwarantuje, że każdy widz odruchowo sięgnie po swój telefon z poczuciem winy i lękiem. Wyjawia, że ​​jest w ciąży i coś w zbiegu tych wydarzeń wytrąca młodego mężczyznę z równowagi.

Długimi i pustymi, wyłożonymi białymi kafelkami korytarzami, kieruje się do właściwego wyjścia, wyjścia 8, tego numeru z pożerającym węże ogonem, przypominającego niekończący się wstęga Möbiusa z plakatów wystawy Eschera, który zauważa na ścianach. Cierpliwie podąża za znakami wskazującymi wyjście nr 8, dopóki nie zorientuje się, że wrócił tam, skąd zaczął; inny niesamowity, bezowocny obieg ukazuje tego samego beznamiętnego mężczyznę, który przechodzi obok niego w tym samym miejscu. Z irytacją, przerażeniem, a potem narastającą egzystencjalną paniką uświadamia sobie, że nie może znaleźć wyjścia. Wyjście zniknęło. Jest uwięziony.

A może jest? Niektóre „zasady” wywieszone na ścianie mówią, że może uciec, jeśli będzie szedł dalej. Kiedy jednak za każdym razem odwraca się w przeciwnym kierunku, zauważa „anomalie” lub niespójności w tym, co widzi wokół siebie: plakatach, fotobudce, stercie śmieci i zamkniętych drzwiach antywłamaniowych, których położenie i kształt wkrótce staną się dla niego – i dla nas – równie znajome jak układ naszych własnych domów. Każdy pomyślnie opanowany obwód staje się w ten sposób ukończonym poziomem w piekielnej grze wideo. I zaczyna mieć swego rodzaju relację z innymi zagubionymi duszami, w tym z tym beznamiętnym mężczyzną (Yamato Kochi) i małym chłopcem (Naru Asanuma).

Zwykle oczywiste podobieństwo filmu do gry wideo, która go zainspirowała, skutkuje fatalną bezwładnością lub deficytem wyobraźni. Tutaj o to właśnie chodzi. Wszyscy ci najemni niewolnicy dojeżdżający metrem wierzą w życiową grę, zażywają niebieską pigułkę, robią codziennie to samo, uzupełniają szczeble swojej kariery zawodowej; ufając, że zasady, choć piekielnie trudne, są sprawiedliwe na swoich warunkach. Ale młody człowiek nie może się wydostać. Czy jego koszmarny paraliż jest przypowieścią o niepokoju przyszłego ojca? Może. Ale ten film nie potrzebuje metaforycznego odczytania wieku średniego, żeby był straszny. To miażdżące, gdy dzieje się w pozbawionych wyrazu nowoczesnych budynkach – które Marc Augé nazwał „nie-miejscami” nowoczesności – których formy kładą nacisk na naszą anonimowość i znikomość. To elegancki, chłodny sen o rozpaczy.

„Exit 8” w kinach w Wielkiej Brytanii i Irlandii od 24 kwietnia.