Strona główna Kultura Od Michaela po Back to Black – wiele autoryzowanych filmów biograficznych o...

Od Michaela po Back to Black – wiele autoryzowanych filmów biograficznych o charakterze muzycznym staje się mdłą propagandą. Fani zasługują na więcej | Muzyka

4
0


Gdy gigantyczny, błyszczący diabelski młyn rozpływa się w zbliżeniu twarzy Michaela Jacksona, legendarny producent Quincy Jones wyjaśnia mu, że ludzie pragną „czystego eskapizmu”. Michael, nowy film biograficzny o drodze do sławy Jacksona w reżyserii Antoine’a Fuquy, z pewnością jest tym: fantastyczną playlistą z największymi hitami oczyszczoną z mroku, który zszarganił reputację piosenkarza. Piosenki, które uzyskały licencję Sony i majątku Jacksonów, pozostają wspaniałe, przejmujące i niezatarte.

Michael to najnowszy dodatek do nowego kanonu autoryzowanych biografii muzycznych, obejmującego filmy o oficjalnej muzyce Eltona Johna, Arethy Franklin, Elvisa Presleya, Whitney Houston, Amy Winehouse, Boba Marleya, Robbiego Williamsa, Boba Dylana i Bruce’a Springsteena oraz przedstawiające oficjalną muzykę. Gatunek ten odrodził się dzięki sukcesowi filmu biograficznego Freddiego Mercury’ego „Bohemian Rhapsody” z 2018 r., który powstał przy zaangażowaniu Queen i przyniósł do domu cztery Oscary i 911 mln dolarów przychodów ze sprzedaży biletów. Nieważne, że został odrzucony przez krytyków; wzrost popularności transmisji strumieniowych zespołu stworzył nowy precedens dla głodnych posiadaczy nieruchomości, chcących zarobić – i kontrolować narrację.

Zadaniem filmów biograficznych jest nadanie sensu twórczym wyborom z perspektywy czasu i zaszczepienie ich znaczeń. Czasami to się sprawdza: „A Complete Unknown” w inteligentny sposób skupia się na początkach Boba Dylana w muzyce ludowej, co pozwala mu opowiedzieć szerszą historię o celebrycie i zmieniającej się wokół niego kulturze. Springsteen: Deliver Me from Nowhere opowiada o tym, jak z niskiego odpływu narodził się album Bossa z 1982 roku, Nebraska: sugeruje, że inspiracja nie bierze się z powietrza, ale być może artyści będą musieli szukać tego, co chcą powiedzieć.

Biografie czasami dobrze się sprawdzają… Jeremy Strong jako Jon Landau i Jeremy Allen White jako wokalista w Springsteen: Deliver Me from Nowhere. Foto: Studia XX wieku

Są też mniej udane przykłady, takie jak Back to Black Sama Taylora-Johnsona, który opiera się na scenariuszach opisanych na bardzo lubianym drugim albumie Amy Winehouse o tym samym tytule. To narracyjne ograniczenie sprowadza piosenkarkę do jej najbardziej tragicznego romantycznego związku, zamiast patrzeć, jak to przeplatało się z jej rzemiosłem. Sympatyczny portret ojca Winehouse, Mitcha (który został przedstawiony znacznie mniej przychylnie w filmie dokumentalnym Asifa Kapadii „Amy” z 2015 roku) może mieć coś wspólnego z faktem, że jest on właścicielem jej majątku i zarządza nim.

Zatwierdzone przez wytwórnię filmy biograficzne, takie jak Bohemian Rhapsody, Whitney Houston: I Wanna Dance with Somebody i teraz Michael to łatwe, gotowe IP dla studiów, pełne znajomych twarzy i podnoszących na duchu momentów muzycznych. Trudno jednak uniknąć faktu, że te filmy sprawiają wrażenie, jakby przesłaniały złożoność ludzi w ich centrum: seksualność Merkurego; skalę używania narkotyków w Houston. Czyniąc to, spłaszczają człowieczeństwo, które leży u podstaw kontrowersji, których starają się uniknąć. W najgorszym przypadku można odnieść wrażenie, że są to rażące, a nawet nieetyczne próby oczyszczenia spuścizny artystów w celu wyciągnięcia od publiczności jak największej sumy pieniędzy.

Michael śledzi 20 lat życia Jacksona, zatrzaskując podręcznik do historii na długo przed wielokrotnymi zarzutami wykorzystywania seksualnego dzieci, które prześladowały go od 1993 r. i powróciły na światło dzienne po filmie dokumentalnym Leaving Neverland z 2019 r. (który został usunięty z platformy streamingowej HBO po wszczęciu postępowania prawnego przez majątek Jacksonów). Jest tak uczulony na zmuszanie widzów do uwzględniania pragnień Jacksona – co jest dziwnym wyborem, biorąc pod uwagę seksualność jego przełomowych solowych albumów dla dorosłych i jego tańca – że w scenach z życia osobistego gwiazdy postać jest całkowicie wykastrowana, je lody truskawkowe, czyta książki dla dzieci i ogląda w domu klasyczne filmy z mamą. Film nigdy tego nie kwestionuje. Odważniejszy reżyser mógłby poprosić widzów o wyciągnięcie własnych wniosków na temat środowiska dorosłych, w jakim przebywał jako dziecięca gwiazda, lub dojrzałości tekstów, które miał śpiewać jako dziecko. „Jego historia trwa” – obiecuje karta tytułowa na końcu filmu, co jest niedopowiedzeniem, jeśli w ogóle takie było.

Gotowe IP dla studiów… Eddie Marsan i Marisa Abela jako Mitch i Amy Winehouse w Back to Black. Zdjęcie: Landmark Media/Alamy

W tym momencie jest oczywiste, co niektóre osiedla i pracownie czerpią ze swoich rewizjonistycznych historii. Dla fanów jest to mniej jasne. Zagorzałych wielbicieli prawdopodobnie zirytują wszelkie nieścisłości historyczne wprowadzone w celu zwiększenia napięcia (takie jak wymyślona postać dziewczyny w filmie Springsteena); zwykli fani największych hitów, ciekawi, skąd pochodzą, raczej nie znajdą odpowiedzi w schematycznych montażach wrzeszczących fanów i inspirujących sesjach studyjnych lub w żmudnych rekonstrukcjach ukochanych teledysków i słynnych występów na stadionach. Jeśli podoba Ci się muzyka, bardziej nostalgiczną przyjemność sprawi Ci obejrzenie występu na żywo w YouTube.

Widzowie szukający głębszego wglądu w swoich ulubionych artystów – ducha, konflikty i motywacje, które stworzyły ich najważniejsze dzieła – powinni domagać się odważniejszych filmów. Film biograficzny o Eltonie Johnie Rocketman wzniósł się w odpowiednio magiczne, realistyczne fantazje. Kompletny Nieznany nie bał się, że Dylan będzie wyglądał jak arogancki kutas i nie cierpiał z tego powodu. Jeszcze mniej pochlebny jest film biograficzny Robbiego Williamsa Better Man, który obsadził piosenkarza w roli występującej małpy. Wyreżyserowany przez Michaela Graceya z The Greatest Showman i stworzony przy udziale Williamsa, film znakomicie wykorzystał jego liczne hity do zgłębienia mroczniejszych tematów, takich jak niska samoocena piosenkarza, uzależnienia i problemy z tatusiem, co dało w rezultacie zuchwały, dziwny i poruszający film.

Według prognoz podanych przez Deadline, kiedy Michael otworzy w ten weekend, ma zarobić 150 milionów dolarów. Jego sukces jest przybity. Na razie usankcjonowany przez majątek muzyczny film biograficzny jest zbyt duży, aby upaść, bez względu na to, jak zredukowano ikonoklastów definiujących historię do utartych historii o triumfach i tragediach. W pewnym sensie są to filmy idealne na nasze czasy, kiedy szczegółowe fakty nie mają tak dużego znaczenia, jak siła sprzedawanej historii; kiedy panuje dezinformacja, a publicyści sprawują większą kontrolę niż kiedykolwiek; kiedy wyśmienita, niczym nie wyróżniająca się nostalgia kulturowa kładzie w cieniu współczesną i złożoną twórczość.

Michael prawdopodobnie spełni swoje zadanie jako reklama poprzedniego katalogu Jacksona, a potem szybko o nim zapomni. To ironia losu, że tak wiele filmów biograficznych skupiających się na muzykach, którzy zmienili kulturę, nie ma na nią żadnego wpływu.