Strona główna Kultura Turangalîla: Recenzja Infinite Love – RPO i 1927 Studios ożywiają Messiaena radosnym...

Turangalîla: Recenzja Infinite Love – RPO i 1927 Studios ożywiają Messiaena radosnym i tętniącym życiem | Muzyka klasyczna

3
0


Co się stanie, gdy połączysz jedną z najbardziej gorączkowych i przytłaczających emocjonalnie ścieżek dźwiękowych XX wieku z hiperaktywnym filmem animowanym? Rezultatem mógł być bezbożny bałagan, ale to, co wyłoniło się z inspirującej współpracy Royal Philharmonic Orchestra z wielokrotnie nagradzanym 1927 Studios, było triumfem.

Symfonia Turangalîla Oliviera Messiaena jest przesiąknięta legendą o Tristanie i Izoldzie, a jej 80 bujnych minut kończy się radosnym wylaniem zmysłowej i duchowej miłości. Około 100 muzyków nigdy nie wzbraniało się przed złożonością dzieła, gdy Wasilij Petrenko prowadził ich przez najbardziej zawiłe muzyczne gąszcze w niezwykle przejrzystym opisie tej najtrudniejszej z partytur. Elastyczne tempa generowały ogromne szczyty orgazmu, a mimo to żaden z żywych kolorów kompozytora nigdy nie został rozmazany. Steven Osborne, doświadczony specjalista od diabelskiej partii fortepianu solowego, zrobił szczególne wrażenie w błyszczących kadencjach z niesamowitymi glissando Cécile Lartigau na ondes Martenot, przecinających czysto orkiestrowy wir.

Steven Osborne (po lewej) i Cécile Lartigau (po prawej) z Wasilijem Petrenko i Royal Philharmonic Orchestra. Zdjęcie: Pete Woodhead

Film będący dowcipnym hołdem dla złotej ery kina niemego został wyświetlony na ekranie nad sceną. Gorąca opowieść o niechętnych narzeczonych, dzielnych rycerzach, zazdrosnych królach i lubieżnych łotrach z początku wydawało się, że może przytłoczyć muzykę. Jednak w drugiej części stało się jasne, że akcja wizualna była w nadnaturalny sposób dostosowana do ekspresyjnego bicia serca partytury. Muzyczna konstrukcja i dramatyczna akcja zostały tak precyzyjnie zsynchronizowane między twórcami filmu a Petrenko, że nie można było się nie zrelaksować, usiąść i cieszyć się jazdą.

Cóż to była za wizualna uczta. Niespokojne, przebiegłe obrazy łączyły aktorskie postacie, odzwierciedlające maniery Glorii Swanson, Douglasa Fairbanksa i Lona Chaneya, z surrealistycznymi kolażami poklatkowymi, które nie wydawałyby się nie na miejscu w odcinku Monty Pythona. W pewnym momencie Petrenko, któremu jakimś cudem udało się dostać do filmu, zwrócił się do widzów i mrugnął. Innym razem krwistoczerwone róże wyrastały ze wszystkich dostępnych otworów ekstatycznych kochanków. Geniusz tego wszystkiego polegał na tym, jak celowo beztroskie i zabawne wizualizacje udało się tak doskonale zestroić z niezwykle odurzającą muzyką Messiaena.

Festiwal Tłumy trwa w Southbank Centre w Londynie do 30 kwietnia.