Strona główna Kultura „Kiedy jednego zobaczyliśmy, przybiliśmy piątki i przytuliliśmy się”: szwedzki program telewizyjny (miejmy...

„Kiedy jednego zobaczyliśmy, przybiliśmy piątki i przytuliliśmy się”: szwedzki program telewizyjny (miejmy nadzieję) przyprowadzający łosia na twoją kanapę | Telewizja

5
0


W rześkie, jasne wczesnowiosenne popołudnie na małej niezamieszkanej wyspie na rzece Ångerman w północnej Szwecji gwiazdy Wielkiej Migracji Łosi okazują się odpowiednio nieuchwytne. Podobnie jak w większości dla widzów największego na świecie fenomenu slow TV – trzytygodniowej, 450-godzinnej, bezpłatnej, ciągłej transmisji na żywo z dzikiej przyrody Västernorrland, która co roku w tajemniczy sposób przyciąga miliony widzów na całym świecie, mimo że w ogóle niewiele się dzieje.

Zatwardziali obserwatorzy będą mieli szczęście, jeśli dostrzegą älg, jak się je nazywa po szwedzku, podczas corocznej przeprawy przez Ångerman w drodze na bogatsze letnie pastwiska na północ średnio częściej niż raz na 400 minut. Ale wśród tego krajobrazu, który łosie przemierzają od 6000 lat, ślady tych znakomitych zwierząt są wszędzie, jeśli wiesz, gdzie ich szukać. Po chwili grabienia krzaków borówki brusznicy, producent i współtwórca The Great Moose Migration, Stefan Edlund, w końcu znajduje twardą, okrągłą bryłę suszonego łajna łosia, którą może mi podać. „To trochę obrzydliwe” – przyznaje – „ale oni jedzą tylko rośliny”.

Kopanie w polu widzenia…. Stefana Edlunda i Johana Erhaga.

W pobliżu wskazuje charakterystyczne odciski kopyt w kształcie serca wciśnięte w mokre, omszałe zarośla, gdzie miesiącami leżały ukryte pod śniegiem. Słabo widoczne ślady wyryte w zaroślach przez tysiąclecia, wiejące między drzewami i skałami, aż do brzegu. Wczoraj Edlund zauważył z daleka kilka łosi zbliżających się do „wejścia”, jak nazywa przeprawową groblę łączącą południowy brzeg z lądem. Wyjątkowo wczesna wiosna, która już przyniosła odwilż, powinna wkrótce zaprosić do siebie kolejnych. Kamery Wielkiej Migracji Łosi, których 30 dyskretnie zawieszono na drzewach, będą spokojnie czekać.

Las i brzeg rzeki zostały świeżo przygotowane na potrzeby tegorocznej transmisji, a zestaw składa się z 42 mikrofonów i ponad 25 mil okablowania. Funkcja czatu na internetowej platformie oglądania programu umożliwia fanom komunikowanie się między sobą i zespołem podczas oglądania. „Grupa może liczyć tylko 200 osób” – mówi współtwórca serialu Johan Erhag – „potem łoś zaczyna pływać i nagle liczba osób wzrasta do 10 000, 20 000”. W ciągu siedmiu dotychczasowych sezonów największa liczba zarejestrowanych „pływaków” w 2023 r. wyniosła 87. W 2026 r. mają przekroczyć 100. Dodatkowe kamery w nowych miejscach zapewniają, że konfiguracja obejmuje najszerszy jak dotąd odcinek rzeki Ångerman w kształcie litery U, mierzący około pięciu mil.

Wyprodukowany przez szwedzkiego nadawcę ogólnokrajowego SVT film The Great Moose Migration odbywa się na sznurku, prowadzonym przez surowego, niezależnego ducha. Żadna z kamer nie jest przeznaczona do użytku na zewnątrz, co wymaga kilku improwizacji typu „zrób to sam” w celu zabezpieczenia przed warunkami atmosferycznymi – na przykład odwróconych do góry nogami czarnych plastikowych wiaderek kupionych w sklepie z narzędziami i owiniętych siatką maskującą. Energię elektryczną dostarczają przyjaźni mieszkańcy z pobliskiego domu. Jedynym ratunkiem dla transmisji jest długi, cienki światłowodowy kabel szerokopasmowy, ułożony wzdłuż koryta rzeki i dna lasu. Kiedyś przeżuły go głodne myszy, przez co Edlund gorączkowo telefonował w poszukiwaniu majsterkowicza, który w krótkim czasie mógłby mikroskopowo zszyć to wszystko w całość.

Bliskie spotkanie futrzastego gatunku… łoś przemierzający rzekę Ångerman. Zdjęcie: SVT

Edlund i Erhag zajmowali się wcześniej pracą w slow TV – wydarzeniami w czasie rzeczywistym, przedstawianymi z niewielkim montażem lub bez nich – dzięki współpracy z norweskim nadawcą państwowym NRK, który wymyślił tę koncepcję około początku 2010 roku poprzez transmisje takich rzeczy, jak skaczący łosoś, trzaskające ogniska oraz dalekobieżne podróże pociągami i promami. Obaj Szwedzi pracowali później razem nad serialem przyrodniczym SVT, podczas kręcenia jednego odcinka, podczas którego przyjechali tutaj, do regionu Junsele w Västernorrland, aby spotkać się z lokalnymi mieszkańcami Irene Hägglund i Kjellem Mählerem, którzy zauważyli, że każdej wiosny łoś regularnie przepływa przez rzekę Ångerman tuż obok ich domu. „Odwiedziliśmy tę parę” – wspomina Erhag – „a oni stali w oknie z lornetkami i liczyli przechodzące łosie. Wtedy wpadliśmy na pomysł”.

W bezlitosnym ogromie, w większości zalesionej dzikiej Szwecji, Edlund i Erhag natknęli się na coś wspaniałego: miejsce na corocznej trasie migracji łosia z wbudowanym wyzwaniem i dramatem gotowym do wizualnego opowiadania historii. „Sztuka przez przypadek”, jak lubi to mawiać Edlund. „Natura stworzyła to miejsce” – mówi – „od początku było idealne. Po prostu je znaleźliśmy.”

Mam dla Was łosia… jedną z kamer produkcji na drzewie. Foto: Stefan Edlund

Sprzedawanie koncepcji dyrektorom Den stora älgvandringen, jak serial nazywa się po szwedzku, okazało się żmudną pracą. W 2019 roku dostali szansę nakręcenia pierwszego sezonu, ale nie od razu wszystko poszło zgodnie z planem. „Przez tydzień nie widzieliśmy ani jednego łosia” – wspomina Erhag. „Mój telefon wariował, bo szefowie do mnie dzwonili”. W końcu jeden z nich wpadł w strzał, potem drugi i jeszcze więcej. „Co za uczucie. Ja i Stefan przybijaliśmy piątki i przytulaliśmy się.”

Drugi sezon przypadł na początek pierwszych blokad spowodowanych pandemią Covid-19, dzięki czemu serial dotarł do ogromnej nowej publiczności uwięzionej i znudzonej w domu, desperacko pragnącej przeniesienia się do innego świata. Nieoficjalna grupa na Facebooku – obecnie licząca około 96 000 członków – wystartowała organicznie. „Musieliśmy poprosić o dołączenie” – wspomina Erhag.

Jak wytłumaczyć niezwykły urok Wielkiej Migracji Łosi? Odpowiedź może częściowo leżeć w samym łosie. Znany w Szwecji jako Skogens konung, król lasu, Alces alces (często nazywany łosiem europejskim) od dawna jest gwiazdą nordyckiego królestwa zwierząt. „To kultowy gatunek Szwecji i północy” – mówi profesor Göran Ericsson ze Szwedzkiego Uniwersytetu Nauk Rolniczych. „Reprezentuje coś bardzo szwedzkiego: dostępność natury. Każdy ma związek z łosiem, nawet jeśli nigdy go nie widział. „

Pływanie… Łoś uchwycony kamerą. Zdjęcie: SVT

Szwedzi od tysięcy lat na różne sposoby wyrażają fascynację tymi zwierzętami – od prehistorycznych malowideł jaskiniowych przedstawiających łosie po sprytny, współczesny chwyt marketingowy największej marki piwa w północnej Szwecji, w ramach której puszki są ozdobione termochromowym symbolem w kształcie łosia, który zmienia kolor na niebieski po schłodzeniu napoju. Wzdłuż południowej strony wyspy, gdzie kręcono film „Wielka wędrówka łosi”, znajduje się rząd dołów do chwytania, wykopanych po raz pierwszy przez człowieka z epoki kamienia i przez tysiące lat łapanych w pułapki niczego niepodejrzewających łosi.

Tak cenionym źródłem białka były zwierzęta, które aż do połowy XIX wieku łosie były niemal wymarłe. Jednak od tego czasu liczby ponownie wzrosły. „Dziś w Szwecji żyje około 300–400 000 łosi” – mówi profesor Ericsson. A jednak, jako gatunek, te nieśmiałe, ociężałe stworzenia, ważące około 300–500 kg, pozostają, jak zauważa, „trochę tajemnicze”. Najbliższe zbliżenie, jakie może dziś spotkać Szwed, to potrącenie samochodem łosia, co zdarza się w kraju średnio około 5000 razy w roku. Tym samym widoczne na poboczach dróg charakterystyczne czerwono-żółte, trójkątne znaki ostrzegawcze przed przejściami dla łosi – od dawna są popularnym celem kradzieży przez turystów, którzy zabierają je jako pamiątkę ze szwedzkiej dziczy.

To właśnie dało początek natchnionemu pomysłowi w SVT, że „Wielka migracja łosi” może mieć publiczność poza szwedzkimi granicami. Nadawca eksperymentował już z odblokowaniem geograficznym niektórych treści natywnych, które nie są powiązane ze skomplikowanymi ograniczeniami praw na swojej platformie streamingowej SVT Play. Elegancka prostota Wielkiej migracji łosi – „Na szczęście łoś nie ma menedżera” – żartuje Erhag – uczyniła z niego idealnego kandydata.

Łoś i bezpieczeństwo… Załoga Wielkiej Migracji Łosi. Foto: Stefan Edlund

SVT nie jest w stanie śledzić liczby widzów za pośrednictwem swojej platformy przesyłania strumieniowego, a tym bardziej dzielić ich na poszczególne kraje. Wiedzą jednak, że w 2025 r. Wielka migracja łosi wygenerowała 12 milionów godzin oglądania programów. Erhag i Edlund z dumą pokazują mi klipy przedstawiające amerykańskich influencerów na TikToku i streamerów Twitcha, którzy ekscytują się pływaniem łosia. W ramach serialu powstał nawet mem: łoś niewdzięcznie wpadający przez lód – uniwersalny internetowy skrót oznaczający plan, który komicznie się nie udał.

To, co mogło być tylko jedną z przemijających chwil mody z czasów Covida, jak koncerty transmitowane na żywo lub PE z Joe Wicksem, w jakiś sposób utknęło i rozrosło się w sposób, jakiego nie spotkało żadne inne doświadczenie w wolnej telewizji. Annette Hill, profesor mediów i komunikacji na Uniwersytecie w Jönköping, która prowadzi badania akademickie na temat transnarodowego uroku Wielkiej Migracji Łosi, uważa, że ​​jego trwałość polega nie tylko na przedstawieniu cichej, prawdziwej alternatywy dla niekończącego się zwoju szybkich, fragmentarycznych współczesnych mediów, ale także na ucieczce od błędów i fałszerstw sztucznej inteligencji, które sprawiają, że nieustannie kwestionujemy nasze oczy i uszy. „W świecie pomieszanych mediów” – mówi – „gdzie jest tak: czy to prawda? Czy mogę temu zaufać? Myślę, że to piękne antidotum”.

Widziane i gromadzące… Łosie wyruszają w podróż przez rzekę o zmierzchu. Zdjęcie: SVT

To program nie przeznaczony do tradycyjnego oglądania na siedząco, ale raczej do biernej konsumpcji, na dodatkowym ekranie lub w oknie przeglądarki, w domu lub w pracy. Płótno celowo pozostawiono spokojne i puste – bez narracji lektorskiej, jedynie otaczające dźwięki wiatru i wody oraz śpiew ptaków. Inne zwierzęta od czasu do czasu pojawiają się w scenach – lisy, bobry, ryś, całe mnóstwo ptactwa (choć nigdy jeszcze nie był to wilk – prawdziwie nieuchwytna bestia szwedzkiej dziczy). Jako bonus można dorzucić kamerę monitorującą niedźwiedzia w oddzielnym miejscu. Ale nawet bardziej niż łoś, cicha okolica może być prawdziwą gwiazdą. Błyszcząca rzeka, długie cienie drzew pełzające po poszyciu lasu. Pusta przestrzeń, w której widz może zanurzyć się w odległą od codziennej, miejską rzeczywistość. Brakuje tylko zapachu świeżego, czystego, wiosennego powietrza północy.

Dzień po mojej wyprawie na wyspę zostałem zaproszony do centrum nerwowego The Great Moose Migration w studiu SVT w mieście Umeå, 240 km na wschód. Tutaj, w zaciemnionym pokoju, na dziesiątkach ekranów, Edlund, Erhag i zespół będą siedzieć na zmiany przez trzy tygodnie podczas transmisji, ręcznie polując na pikselowane łosie. Ponieważ jak dotąd nie udało im się znaleźć żadnego rozwiązania technologicznego, które ostrzegłoby ich, że ktoś jest w strzale. Czasami polegają na wsparciu fanów. „Możemy mieć w domu kogoś, kto siedzi w domu z 98-calowym ekranem” – mówi Edlund – „kto wyraźnie widzi łosia, którego przeoczyliśmy, i krzyczy do nas na czacie: «Przesuń kamerę w prawo!»”.

Migruj oczekiwania… członkini załogi Maja Edlund konfigurująca sprzęt. Foto: Stefan Edlund

Kilka zwierząt, zwłaszcza odważniejsze samice, pruje prosto w lodowaty strumień i przepływa w ciągu kilku sekund. Innym może zająć wiele godzin, zanim nabiorą odwagi. Niektórzy zawracają i znajdują inną drogę. Czasem zdarza się niebezpieczeństwo (na dowód zobacz gif łosia spadającego przez lód), a nawet jeśli jeszcze się to nie wydarzyło, pewnego dnia można być świadkiem śmierci łosia. „Ponieważ taka jest natura” – mówi Edlund. „To nie jest film Disneya. To dzieje się naprawdę.”

Wcześniej zespół uzbroił wyspę w głębokim śniegu, podróżując quadem po lodzie. Ze względu na dziwnie wczesną wiosnę w 2026 r. po raz pierwszy zrobili to po odwilży. Winę może stanowić kryzys klimatyczny, a jeśli się pogorszy, zachowanie łosi w tym miejscu może ustać przez sześć tysiącleci. Ponieważ, jak zauważył ekspert ds. łosi, Ericsson: „Jeśli różnica między porami roku jest mniej wyraźna, potrzeba migracji nie jest tak konieczna”. Trzeźwo przewiduje, że w 2026 roku będzie stosunkowo niewiele pływających łosi, ponieważ mniejsza ilość śniegu oznacza, że ​​wiele zwierząt nigdy nie przemieszczało się na zimę na południe.

Erhag woli pozostać większym optymistą. „Sto łosi” – przewiduje, uśmiechając się. Niezależnie od tego, jak wiele osób wybierze się na tę wędrówkę, zespół The Great Moose Migration będzie gotowy i będzie czekał, aby pokazać je światu.

Transmisja na żywo Wielkiej migracji łosi na svtplay.se