„Wszystko, co widzisz, zostało przez nas zbudowane” – informuje mnie Toti Gifford, machając rękami. Oprowadzają mnie po farmie Fennells w Gloucestershire, gdzie od 2014 r. znajduje się bardzo lubiany Giffords Circus, a firma prowadzi właśnie próby do swojej najnowszej produkcji „Waterfield”. Jest mnóstwo do zobaczenia. Krajobraz jest zielony, bujny i pełen zwierząt gospodarskich, a obiekt nadal funkcjonuje jako gospodarstwo rolne i browar. siedziba firmy mieści się w ogromnej, przebudowanej oborze dla bydła, a gospodarstwo jest usiane prowizorycznymi stodołami, wszystkie zbudowane ręcznie i wypełnione rekwizytami, farbami oraz wszelkiego rodzaju cyrkowymi pamiątkami i tajemnicami (w tym, co całkiem genialne, ludzką kulą armatnią).
W budowie jest nowy obiekt zimowy oraz restauracja i hotel, a otwarcie obu obiektów zaplanowano na kilka najbliższych lat – oczekiwanie na budzące grozę pozwolenie na budowę. Udekorowano także teren wokół słynnego namiotu cyrkowego, zwieńczony migoczącymi światłami. Mając dość brodzenia w błocie podczas deszczu, Toti Gifford – który prowadzi również odnoszącą sukcesy firmę zajmującą się architekturą krajobrazu – postanowił rozkopać pole i całkowicie zastąpić je kamykami.
Balansowanie… Valencia Flyers. Zdjęcie: Wciąż poruszające się media
Zdjęcia zmarłej byłej żony i współzałożyciela Gifforda są wszędzie, wiszą po schodach i przyklejają się do ścian. Nell Gifford, artystka cyrkowa i amazonka, zmarła na raka w 2019 roku. Minęło tyle lat, a ona wciąż jest pierwszym imieniem na ustach wszystkich, wspominanym niemal od razu po wyjściu ze stacji Stroud i pierwszym tematem rozmowy podczas mojej rozmowy z Totim. Zasiadamy, aby porozmawiać w bardzo ładnym i bardzo małym wózku cyrkowym, który podczas długiego sezonu koncertowego będzie domem dla całej rodziny Giffordów – Totiego, jego drugiej żony Alice i ich mieszanej rodziny składającej się z czwórki dzieci.
W woskowanej kurtce i solidnych butach Toti Gifford wygląda jak rolnik, którym nadal jest, ale czasami zdarza mu się wpadać w poezję („Kiedy zachodzi słońce, horyzont zamienia się w płynne złoto”). Rzucił szkołę w wieku 15 lat, w wieku 17 lat założył firmę zajmującą się architekturą krajobrazu i po spotkaniu z Nell nagle znalazł się w zupełnie innym świecie: „Cyrk nigdy nie był moim marzeniem. Jestem synem rolnika i kierowcą koparki. Nie sądziłem, że to potrwa. Nell była siłą napędową. Była przeznaczona do tego wszystkiego. Po prostu lubiłem robić wozy i dobrze się bawić. „
Toti i Nell Gifford poznali się po dwudziestce. Nell miała już obsesję na punkcie koni i cyrku. Wkrótce po spotkaniu Nell dostała pracę w cyrku w Niemczech, gdzie pracowała jako stajenny i jeździec. Toti podążył za Nell do Niemiec i obserwując, jak dobrze radzi sobie w pracy, szybko zdał sobie sprawę, że przyszłość może być tylko jedna dla nich dwojga: „Nagle zrozumiałem, że nie zamierzam z niej robić cyrku. Więc zamiast tego będę musiał zbudować dla niej cyrk”.
Wszystkie uszy… żongler Sonny Caveagna. Zdjęcie: Jack Pilston
Kiedy Nell została zaproszona do omówienia swojej pierwszej książki, Josser: Sekretne życie dziewczyny z cyrku, na festiwalu literackim Hay w 2000 roku, Toti powiedziała: „Weźmy nasz cyrk”. Tyle że na tym etapie nie było cyrku: „Zrobiliśmy to z niczego. Mamy całą masę przyjaciół i podróżników, którzy zbierali owoce po drodze, żeby nam pomóc.” Wyciągali drewno ze kontenerów, zamienili chatę pasterską na kasę, pojechali do Hiszpanii, znaleźli konia i kupili mały namiot cyrkowy za 330 funtów od „pani o imieniu Edith z Somerset” z gazety ogłoszeniowej Trade-it.
Tak narodził się Giffords Circus: rodzinna firma, która 26 lat później nadal utrzymuje charakterystyczne ciepło i urok dzięki ręcznie robionym kostiumom i ręcznie malowanym wozom. W tym roku do kolekcji dołączy zupełnie nowy wagon. To pub na kółkach, który został przerobiony na dokładną replikę pobliskiego zajazdu znajomego, z malowanym sielankowym tłem przypiętym za barem. (W Giffords nawet toalety – z zasłonami z koralików rozciągającymi się nad drzwiami – sprawiają wrażenie teatru.)
Co więc sprawia, że Giffords jest wyjątkowy? Toti robi pauzę i w końcu odpowiada: „Urok. Surowa i szczera rozrywka. Powiew świeżego powietrza.” Podkręcając atmosferę, dodaje: „Chodzi o towarzystwo i rodzinę. Mamy siedem lub osiem różnych narodowości i wszyscy radzą sobie w polu, w deszczu, w błocie i rozśmieszają ludzi. To znaczy, dlaczego świat nie może zrobić tego trochę więcej?”
Fowl play… piosenkarka Jenna Dearness-Dark. Zdjęcie: Wciąż poruszające się media
Reżyser Cal McCrystal, który współpracuje z Giffords od 14 lat, uważa, że jest jeszcze jeden wyjątkowy składnik: „Jesteśmy bardzo dobrzy we wprowadzaniu do cyrku teatralności, co nie kłóci się z formą. Ludzie mają wrażenie, że oglądają fragment historii, ale w rzeczywistości po prostu tworzymy środowisko, w którym jesteśmy w stanie przedstawić występy w najlepszym możliwym świetle”.
McCrystal jest prawdopodobnie najbardziej znany ze swojej pracy nad przebojową komedią Teatru Narodowego Jeden człowiek, dwóch Guvnorów i stara się wplecić śmiech w materię przedstawienia: „Zawsze jest naprawdę zabawny wątek, który niesie ze sobą naszą historię. Tak więc, chociaż Giffords prezentuje się jako bardzo tradycyjny cyrk, narracja komediowa nadaje mu nowatorski charakter.” Tegoroczny program nosi nazwę Waterfield, a jego tematem jest „coś bardzo Cotswoldy”, mówi McCrystal: „Wiatr w wierzbach był wielką inspiracją. Postanowiliśmy oprzeć program na postaciach zwierzęcych i zobaczyć, dokąd nas to zaprowadzi”.
Po zakończeniu wywiadów i zebraniu się zespołu na ucztę przy cieście z puree, niewielka publiczność zbiera się, aby obejrzeć próbę generalną. Słynny namiot Gifford Circus wypełniony jest zieloną trawą, wysokimi kolczastymi trzcinami i przypominającym mgłę suchym lodem. Wydaje się o wiele bardziej kapryśny niż zeszłoroczna ekstrawagancja z okazji 25-lecia Laguna Bay i – przynajmniej w przypadku kilku pierwszych numerów – nieco delikatniejszy i poetycki. Kiedy Alice Gifford prezentuje na ringu swojego konia i kuca szetlandzkiego, występ wydaje się bliższy spokojnej chwili rodzinnej – zaskakująco słodkiemu spacerowi po lesie – niż pełnemu występowi cyrkowemu.
Jednak w miarę jak wydarzenia toczą się z urzekającą precyzją (i czasami zdarzają się ekscytujące potknięcia), stopniowo nabierają intensywności. Po przeczytaniu recenzji, z której wynikało, że Giffords nie jest tak naprawdę znane ze swoich niebezpiecznych występów, McCrystal zdecydował się podnieść stawkę: „W tym roku mamy najniebezpieczniejsze występy, jakie kiedykolwiek robiliśmy. Właściwie mam fizyczną potrzebę wybiec z namiotu, gdy jest ich kilku. Etiopska trupa z Addis Abeby jest szalona (gimnastycy rzucają się nawzajem jak piłki plażowe), a potem pojawia się Koło Śmierci. Mój Boże. To panika. atak, żeby obejrzeć”.
Nie przesadza. Pod koniec wysokooktanowego występu (wciąż łapię oddech po rzucie nożem) do namiotu wnoszone jest ogromne podwójne koło, zawieszone wysoko na osi. To jak kołowrotek dla gigantycznego chomika, tylko zawodnicy z Valencia Flyers biegają. Gdy koła są w ruchu, dwójka performerów wbiega w koła, zawsze – wydaje się – na skraju upadku. Następnie wskakują na koła i na koniec robią to wszystko z zawiązanymi oczami. Mała dziewczynka przede mną tańczy na swoim miejscu, zawieszona gdzieś pomiędzy radością a przerażeniem. To wszystko jest trochę szalone i magiczne. Niebezpieczne, ale też dziwnie pocieszające. Inaczej mówiąc – klasyczny Cyrk Giffords.
Waterfield przebywa w zamku Sudeley, nr Cheltenham, do 5 maja; Pałac Blenheim, nr Oxford, 8–18 maja; Chiswick House & Gardens w Londynie, od 21 maja do 7 czerwca, następnie zwiedzanie do 27 września.