Wyobraź sobie, że mieszkasz w ogromnym, pięknym mieszkaniu zaprojektowanym przez jednego z najbardziej podziwianych architektów na świecie przy najdroższej ulicy w Hiszpanii i za które płacisz śmieszny czynsz, mając prawo mieszkać w nim aż do śmierci.
Poznaj pisarkę Anę Viladomiu (70 l.), ostatnią lokatorkę Casa Milà Antoniego Gaudiego przy eleganckiej Passeig de Gràcia w Barcelonie. Viladomiu jest tak naprawdę ostatnim lokatorem któregokolwiek z budynków Gaudiego, chyba że uwzględni się sokoły wędrowne gniazdujące w Sagrada Família.
Jak to jest być jedynym lokatorem budynku, który rocznie odwiedza około miliona osób?
„Przyzwyczaiłam się do wszystkich gości. To miejsce wpisane na listę światowego dziedzictwa kulturowego, ale to mój dom od prawie 40 lat” – Viladomiu mówi o świetlistym mieszkaniu, w którym wychowała swoje dwie córki, obecnie architektki.
Ana Viladomiu: „Wiem, że życie tutaj to zaszczyt”. Zdjęcie: Jordi Matas/The Guardian
„Oczywiście nie mogę wyrzucać śmieci w piżamie, bo ludzie robią zdjęcia lub pytają, czy jestem kobietą, która mieszka na górze, jakbym była jakąś postacią. To część mojego życia. Ale wiem, że życie tutaj to zaszczyt.”
Mieszkanie należało do jej męża, Fernando Amata, właściciela opłakiwanego sklepu projektantów Vinçon, podobnego do sklepu Conran w Londynie, który został zamknięty w 2015 roku. Viladomiu wprowadził się do Amata w 1988 roku.
Choć Viladomiu nie chce ujawnić, jaki czynsz płaci, ma tak zwaną renta antigua, umowę na stały czynsz, z prawem do zamieszkiwania w nim do czasu śmierci ona i Amat (z którym jest w separacji), kiedy to własność przejmie fundacja non-profit, która zarządza budynkiem od 2013 roku. Kontrakty tego rodzaju zaprzestano udzielania w 1985 r., ale według szacunków w całej Hiszpanii nadal istnieje ich około 100 000.
„Kiedy się przeprowadziłem, było tu mnóstwo życia, było mnóstwo sąsiadów” – mówi Viladomiu. „Mniej więcej w tym czasie budynek został nabyty przez bank Caixa Catalunya, który wykupił najemców hojnymi ofertami w celu jego renowacji. Nie wiem, dlaczego nigdy nie złożyli nam oferty. Żartujemy, że chcieli, żebyśmy tu zostali jako atrakcja, jak płatek śniegu, słynny goryl-albinos w barcelońskim zoo. „
Viladomiu: „Kiedy się przeprowadziłem, było tu dużo życia, było mnóstwo sąsiadów”. Zdjęcie: Jordi Matas/The Guardian
Caixa Catalunya zaprzestała działalności jako bank w 2010 roku i połączyła się z dwoma innymi bankami oszczędnościowymi, które upadły, tworząc fundację non-profit, która obecnie zarządza La Pedrera. Pozostała część budynku składa się obecnie z biur, a część powierzchni jest wykorzystywana na wydarzenia kulturalne, takie jak koncerty.
Casa Milà, popularnie – i pejoratywnie – znana jako La Pedrera (kamieniołom) została zamówiona przez Pedro Milà i Rosario Segimon, którzy odziedziczyli ogromną fortunę, którą jej ojciec zarobił na handlu kawą w Gwatemali. Prace nad budynkiem ukończono w 1910 roku i podobnie jak wiele dzieł Gaudiego, przyjęto go z drwiną, częściowo dlatego, że przypominał ścianę kamieniołomu.
Budynek znajduje się na liście dziedzictwa UNESCO od 1984 roku i przechodził w różne ręce. Na początku hiszpańskiej wojny domowej w 1936 r. na niższych piętrach zainstalowały się lokalne partie trockistowskie i socjalistyczne; podczas gdy przez lata La Pedrera była siedzibą sali bingo, agentów nieruchomości, konsulatów i egipskiego księcia.
Mieszkanie Viladomiu jest nie tylko duże, ale, jak wszystkie budynki Gaudiego, jest również jasne, z rzeźbionymi, krzywoliniowymi ścianami i balkonami, których ślusarstwo przywołuje na myśl formy zwierzęce i morskie.
Po śmierci Gaudiego w 1926 roku Segimon zgorszyła świat architektury, wyrywając lub zakrywając wiele oryginalnych detali w swoim mieszkaniu na pierwszym piętrze, najwspanialszym w budynku, i zleciła jego remont w stylu Ludwika XVI.
Co zaskakujące, Viladomiu twierdzi, że nie ma żadnych zasad określających, jakie zmiany może wprowadzić w mieszkaniu, ale dodaje, że nie marzyłaby o zmianie czegokolwiek, nawet starych mosiężnych włączników światła. Poza tym, jak mówi, wszystko nadal działa.
Przeprowadziła wywiady z wieloma byłymi najemcami na potrzeby czegoś, co stało się dziełem autofikcji historycznej, obecnie opublikowanej w języku angielskim jako The Last Tenant.
„Ta książka jest autofikcją, ale wszystko, co dotyczy La Pedrery, jest w niej prawdziwe” – mówi. „Zaczęło się od serii wywiadów z byłymi lokatorami, ale znajomy dziennikarz powiedział: «Powinieneś opowiedzieć tę historię w pierwszej osobie, razem z historią swojej rodziny»”.
Po ukończeniu w 1910 r. Casa Milà Gaudiego spotkała się z szyderstwem, częściowo dlatego, że przypominała ścianę kamieniołomu. Foto: robertharding/Alamy
Zarówno w książce, jak i w życiu przez mieszkanie przewinęło się wiele znanych osób, wśród nich architekt Zaha Hadid, były burmistrz Barcelony i prezydent Katalonii Pasqual Maragall oraz projektant mody Jean Paul Gaultier.
„Spotkałam się z Gaultierem na dole, przy windzie” – mówi. „Miałam w ramionach worki pomarańczy, a on patrzył na wszystko z wielkim entuzjazmem. Zapytał mnie, czy tu mieszkam, i zaprosiłam go, żeby się rozejrzał. «Uczyniłeś mi dzień dobry» – powiedział. Później przysłał mi bukiet róż. „
W 2026 r. przypada setna rocznica śmierci Gaudiego; natomiast w czerwcu papież odwiedzi Barcelonę, aby poświęcić nowo ukończoną wieżę Jezusa Chrystusa w arcydziele Gaudiego, Sagrada Família. Tymczasem Viladomiu pozostaje żywym przypomnieniem, że większość tego, co zbudował Gaudi, nie została zaprojektowana dla turystów, ale dla ludzi, w których można mieszkać.