Strona główna Kultura Recenzja Rose Finn-Kelcey – latające kalambury, sprytne dowcipy i modlitwy za 20...

Recenzja Rose Finn-Kelcey – latające kalambury, sprytne dowcipy i modlitwy za 20 pensów | Sztuka

3
0


Rose Finn-Kelcey chciała tworzyć sztukę, która nie byłaby ani pompatyczna, ani protekcjonalna. To dość rzadkie ideały w konceptualizmie, gdzie pompatyczność i protekcjonalność są nieodłączną częścią terytorium, ale Finn-Kelcey był artystą dość rzadkim.

Ten pokaz w nowym, wartym 5 milionów funtów centrum sztuki w Northampton – niezwykle kolorowej modernizacji historycznych urzędów miejskich i aneksu ratusza, wypełnionego pracowniami artystów – to powrót do domu. Finn-Kelcey urodziła się tu w 1945 r. i dorastała na pobliskiej farmie, ale lata 70. XX w. i później spędziła, wywołując wielkie, stare feministyczne zamieszanie za pomocą wszelkiego rodzaju artystycznych żartów, instalacji, performansów, filmów i fotografii w Londynie, zanim zmarła na chorobę neuronu ruchowego w 2014 r.

Paliwo dla wolności… Władza dla ludzi. Zdjęcie: Rose Finn-Kelcey/Angus Mill

Jej podejście do sztuki konceptualnej dobrze i doskonale podsumowuje Power for the People, praca z 1972 roku, podczas której wciągnęła dwie ogromne flagi na elektrownię Battersea, kiedy jeszcze była to elektrownia, dzięki czemu Londyn był oświetlony i silnie zanieczyszczony węglem. Flagi ozdobione ogromnymi, bezszeryfowymi literami są śmieszne, głupie i inteligentne. I tak rozwścieczyli eleganckich sąsiadów po drugiej stronie rzeki w Chelsea, że ​​kazali ich zabić. Oto Finn-Kelcey: mówienie o zbiorowości, byciu razem, myśleniu społecznym, a wszystko to przy jednoczesnym obnażaniu sposobu, w jaki te rzeczy są kontrolowane i ograniczane przez ludzi sprawujących władzę. Prace udokumentowano na dużym zdjęciu: flagi łopoczą na wietrze, elektrownia wyrzuca opary w londyńskie niebo.

Kolejne zdjęcie przedstawia instalację wahadłowych drzwi barowych zainstalowanych w parku w Teksasie. Wyrwane z kontekstu działają jak przegrody, architektura separacji i pozwolenia. Mówią, że to miejsce jest dla ciebie, tamto nie, możesz tam wejść, ale nie tutaj.

Pomysł pozwolenia i tego, kto może je udzielić, pojawia się ponownie w późniejszej pracy zatytułowanej Regulamin domu, dwa małe wyświetlacze LED, jeden czerwony, drugi zielony. Instrukcje przewijają się po zielonej – oczyść, uspokój, osusz, ubij, posiekaj – natomiast ograniczenia przewijają się po czerwonej – żadnego pływania, żadnego grania, żadnego zaufania, żadnego mycia. Zrób to, nie tamto. Jak każda ikona feministycznego punka Finn-Kelcey postrzegała ograniczenia społeczne jako wyraz władzy i represji i nie zamierzała pozwolić im pozostać bez sprzeciwu.

Przemówienie papieskie… Rose Finn-Kelcey: Regulamin Izby. Foto: Angus Mill

Jej innym ważnym tematem była duchowość. Na środku galerii watykańskiego znaczka pocztowego znajduje się ogromny dywan, na którym Bóg ma teraz przepaskę na oku niczym wszechpotężny, prawie wszystkowidzący pirat. Wszędzie pełno żółtych rzeźb w kształcie plam, gigantycznych wersji worków ze zbożem z zestawu Playmobil, używanych tutaj do przedstawiania codziennych dusz próbujących wejść do Perłowych Bram. Żadna praca nie jest aż tak świetna, obie trochę brzydkie, trochę tępe.

O wiele lepszym i najlepszym dziełem w programie jest It Pays to Pray, w pełni funkcjonalny automat sprzedający modlitwy. Wbij 20p, wybierz numer, a na ekranie LED zaczną pojawiać się smutne, głupie, poetyckie zwrotki: „Nikt mi za włosy nie będzie ciągnął”, „Nie warto”, „Chcę tylko zwinąć się w kłębek i iść spać”. Są to modlitwy za ateistów XXI wieku, za zblazowanych milenialsów i zrzędliwych przedstawicieli pokolenia boomers, błagania o wolność – i nudę. To właśnie w dzisiejszych czasach uchodzi za religię.

Finn-Kelcey był zabawnym, bezpośrednim, krytycznym, satyrycznym i zrozumiałym artystą, któremu bardzo zależało na ludziach, duchowości i władzy. Nie jest to wielka retrospektywa, na jaką zasługuje jej twórczość – to stosunkowo niewielki pokaz zdjęć i kilku obiektów – ale stanowi świetne wprowadzenie do twórczości artystki, której większe instytucje powinny poświęcać znacznie więcej uwagi.