Strona główna Sport Hat-trick Gibbsa-White’a zatapia Burnley i przybliża Forest do bezpieczeństwa | Pierwsza liga

Hat-trick Gibbsa-White’a zatapia Burnley i przybliża Forest do bezpieczeństwa | Pierwsza liga

8
0


Był taki moment na początku drugiej połowy, kiedy Morgan Gibbs-White, poproszony o przesunięcie się w lewo ze swojej ulubionej pozycji nr 10, gdy Nottingham Forest zmieniało się w celu powrotu do meczu, który wygrywał Burnley, tak źle wymierzył swój obrót, mając dobrą widoczność bramki, że piłka nieszkodliwie zapętliła się za plecami niczym balon na dziecięcym przyjęciu.

„Idziesz na dno z Burnleyem” – śpiewali radośnie podróżujący kibice na trybunie Bridgford, ciesząc się z rzadkiego prowadzenia, jakie zapewnił im gol Ziana Flemminga w pierwszej połowie w doliczonym czasie gry.

Jednak kapitan drużyny Foresta jest twardszy. Nie cieszył się swoim najlepszym sezonem po zeszłorocznych dobrych wynikach z uznaniem klubu i Anglii, ale gdy następnym razem nadarzyła się okazja, gdy wchodził z lewej strony, rozprawiał się z nimi klinicznie i stylowo. A kiedy wręczył opaskę zamiennikowi Ryana Yatesa, kapitan klubu odwdzięczył się, znakomicie podając do Gibbs-White’a, który głową objął bramkę i skompletował hat-tricka w 15 minut. Dla strzelca gola w czwartek przeciwko Porto była to pierwsza potrójna pozycja w seniorskiej piłce nożnej i zapewniła Forestowi awans do półfinału Ligi Europy.

Kiedy w dziewiątej minucie doliczonego czasu gry Igor Jesus dobiegł do podania Nicolása Domíngueza i minął Martina Dubravkę, Forest doszedł do siebie, a popołudnie minęło. Podczas gdy Burnley jest o krok od spadku z ligi – co potwierdzi się, jeśli West Ham pokona Crystal Palace w poniedziałkowy wieczór – Forest ma pięć punktów przewagi nad trzema najniższymi miejscami w Premier League. „Przegrywasz z Tottenhamem” – śpiewali kibice swoim odpowiednikom z Burnley.

Jeśli Gibbs-White był niekwestionowanym zawodnikiem meczu i bohaterem kwadransa, to Elliot Anderson również będzie miło wspominał to popołudnie.

Morgan Gibbs-White doskonale uderza z woleja u siebie i daje Forestowi prowadzenie 2:1. Zdjęcie: Ryan Crockett/Every Second Media/Shutterstock

Przed meczem klub dał wyraz klasy, aby uczcić stratę przed meczem matki angielskiego pomocnika, Helen. Anderson, która po swojej śmierci opuściła tutaj czwartkowy mecz Ligi Europy, złożyła kwiaty i swoją koszulkę z numerem 8 z napisem „mama” w środkowym okręgu, zanim na boisku rozległy się minuty oklasków. Vítor Pereira podzielił się kondolencjami w notatkach programowych, oferując zawodnikowi „pełne wsparcie… ponieważ rodzina jest na pierwszym miejscu w życiu”. Anderson wykazał się odwagą grać w takich okolicznościach.

Pierwsza połowa rozegrała się w pięknym wiosennym słońcu, ale futbol był letni. Forest, być może wciąż odczuwający skutki czwartkowego meczu, z trudem grał z intensywnością, jaką nakazała mu Pereria. Chris Wood nie miał więcej niż połowy szans, który rozpoczął mecz pomimo konieczności wczesnego rozpoczęcia meczu przeciwko Porto z powodu kontuzji kolana, który musiał się rozciągnąć, aby dośrodkować i strzelić głową Neco Williamsa.

Forest, pokonany tylko raz na dziewięć meczów we wszystkich rozgrywkach, zdawał się czekać, aż coś się wydarzy. Murillo, który wyraźnie nie był w stu procentach zdrowy, odczuł skutki szamotaniny z Flemmingiem, gdy napastnik Burnley wszedł w ciemno i był bliski zdobycia bramki, a Forest musiał wprowadzić na boisko Jaira Cunhę.

Burnley, którego spadek do Championship był niemal pewny, zadowolił się grą niskim blokiem i bez zbytniego ryzyka. Następnie w drugiej minucie doliczonego czasu gry pozwolono im zbudować najlepszą akcję w meczu. Marcus Edwards zebrał niecelne uderzenie głową Nikoli Milenkovica, pobiegł do wycofującej się obrony Forest, po czym podał piłkę do Jaidona Anthony’ego. Na nakładce Quilindschy Hartman miał czas na wycofanie dośrodkowania – było tak, jakby mecz toczył się w zwolnionym tempie – a Flemming miał trochę miejsca na dośrodkowanie z sześciu jardów.

Forest potrzebował zastrzyku czegoś w przerwie. Ponieważ Callum Hudson-Odoi doznał kontuzji, Pereira zdecydował się na tempo Jesusa, który wszedł na boisko tuż za Woodem. Oznaczało to przesunięcie Gibbsa-White’a na lewą stronę, a nie na jego ulubioną pozycję.

Kiedy kapitan odwrócił się, by oddać strzał, ale źle wyczuł moment, po tym, jak niechcący został wykorzystany przez odbity strzał Jesusa, kibice przyjezdnych wybuchli autoironicznym skandowaniem. Miałem wrażenie, że na tym etapie Forest przez całe popołudnie nie był zsynchronizowany.

Zian Flemming podwyższył Burnley na 1:0 w doliczonym czasie gry w pierwszej połowie. Zdjęcie: Andrew Boyers/Action Images/Reuters

Jednak Gibbs-White po strzale z bramki odwrócił losy meczu dwoma golami z tego miejsca.

Wyrównanie nastąpiło w połowie drugiej połowy. Tym razem Milenkovic zdobył swoją główkę, pokonując Flemminga do połowy wybił piłkę tuż za polem karnym, a James Ward-Prowse nie mógł sięgnąć wystarczająco wysoko, aby wybić piłkę, zamiast tego odbił piłkę poza kolegów z drużyny, aby kapitan Forest mógł tym razem wymierzyć wyważony dotyk i wbić się w dalszy dolny róg, zdobywając swojego dziesiątego gola w sezonie w Premier League.

Następnie, po tym jak Matz Sels musiał umiejętnie bronić blisko słupka, a Lyle Foster dośrodkował Anthony’ego z woleja, Forest przejął kontrolę. Omari Hutchinson minął swojego zawodnika i dotarł do linii bocznej, skąd skierował się na tylny słupek. Gibbs-White tym razem idealnie wyczuł moment obrotowy, uderzając z woleja prawą nogą.

Magiczny dotyk Pereiry po zmianach był kontynuowany, gdy Gibbs-White skompletował swojego pierwszego hat-tricka w seniorskiej drużynie. Ola Aina przerzuciła piłkę w górę prawego skrzydła dla Yatesa, a następnie dla Wooda, podczas gdy Forest chciał wzmocnić pomoc, a kapitan klubu posłał świetne dośrodkowanie z prawej strony, aby Gibbs mógł idealnie wymierzyć czas skoku i skierować się w dalszy róg.