Strona główna Sport „Nie jestem chwytem PR”: Marie-Louise Eta o tworzeniu historii w Union Berlin...

„Nie jestem chwytem PR”: Marie-Louise Eta o tworzeniu historii w Union Berlin | Unia Berlina

7
0


Zapowiadało się na standardowy sobotni wieczór Marie-Louise Ety, kiedy zadzwonił telefon i jej życie nabrało tempa. Chwiejny Union Berlin zdecydował się rozstać ze swoim menadżerem Steffenem Baumgartem i myślał o szybkim rozwiązaniu. Chcieli, aby utalentowany trener ich drużyny do lat 19 awansował na resztę sezonu, a to oznaczało oderwanie jej od planów następnego dnia zmierzenia się z młodzieżą Mainz.

„Byłam w domu i przygotowywałam się do laptopa” – mówi. „Wtedy nasz prezydent Dirk Zingler zadzwonił do mnie i powiedział: «Teraz to robisz. Liczę na ciebie.» Rozmowa nie trwała długo. Nie było mi łatwo ogłosić na czacie grupowym do lat 19, że nie będę już mógł brać udziału w grze.

Jeśli ten poziom uwagi przemawia do Ety, być może dzieje się tak dlatego, że jej nominacja na kierownictwo męskiego zespołu Union Berlin wydawała się bardziej wyjątkowa dla osób z zewnątrz niż ktokolwiek pracujący wewnątrz. Union zadał sobie pytanie, kto najlepiej pasuje do tej roli: trafili na błyskotliwego, energicznego trenera, który nadzorował mecze Bundesligi podczas poprzedniej pracy jako zastępca menedżera. Ledwo została zrzucona znikąd na spadochronie, żeby trafić na pierwsze strony gazet.

„Kluczowe pytanie brzmi: «Kto jest odpowiednią osobą na to stanowisko?»”, mówi Eta. „W mojej sytuacji w Union Berlin mogę powiedzieć, że czuję zaufanie i przekonanie. Wierzą, że mogę utrzymać drużynę w Bundeslidze. Nie jestem chwytem PR. „

Niemniej jednak było nieuniknione, że Eta, pierwsza kobieta, której powierzono zadanie zarządzania męską drużyną w najważniejszych ligach europejskich, przyciągnie tłumy. Na jej pierwszej konferencji prasowej wzięło udział około 50 dziennikarzy, co stanowiło odejście od zwykłego jednocyfrowego spotkania. Jej nazwisko obiegło cały świat, co wiąże się z paradoksem: Eta nie chce być postrzegana jako osobliwość, ale zaprezentowanie jej osiągnięcia jest niezbędnym krokiem na drodze do jego normalizacji.

„Rozumiem zainteresowanie” – mówi, siedząc na stadionie Union An der Alten Försterei dwa dni po swoim pierwszym meczu, porażce 2:1 z Wolfsburgiem. „Jestem świadoma, co to oznacza dla społeczeństwa. Nakłada na mnie odpowiedzialność, czy mi się to podoba, czy nie. Moim głównym celem nigdy nie było wzmacnianie roli kobiet, zawsze chciałam przekonać swoimi występami. Chcę być postrzegana jako trenerka piłki nożnej. „

Eta instruuje swoich zawodników podczas meczu z Wolfsburgiem. Zdjęcie: Clemens Bilan/EPA

Nawet jeśli nie mogła się doczekać tej pracy, istnieje głębokie zrozumienie, że aspirujące dziewczyny potrzebują wzorców do naśladowania. Zwykle trudniej jest być tym, czego nie widać. „Cieszę się, że mogę inspirować innych” – mówi. „Kiedy otrzymuję wiadomości od dziewcząt, które czują się zachęcone, bardzo mnie to cieszy. Widoczność jest ważna. Czasami drzwi są zamknięte, ale są inne, które można otworzyć. Jako dziecko miałam tylko trenerów płci męskiej. Nie mogłam uwierzyć, kiedy miałam pierwszą trenerkę-kobietę. Dorastałam w branży zdominowanej przez mężczyzn.”

Wynika to z jej wychowania w Dreźnie w latach 90. Choć Eta miała dwie starsze siostry, świetnie poradziła sobie z rywalizacją wśród chłopców i nie może zapomnieć krzyku: „Nie daj się pokonać dziewczynie!” Musiała wtedy opracować skórę nosorożca. „Ale umiem się bronić, potrafię to wyciszyć” – mówi. „I mogę odkrzyknąć. Nie chodzi tylko o płeć. W sporcie wyczynowym każdy musi codziennie udowadniać swoją wartość. Moim największym krytykiem zawsze byłem ja.”

Z pewnością bardziej interesuje ją samoocena niż ponura, nieunikniona fala internetowych trolli, którzy zamieszczali seksistowskie komentarze, które dyrektor sportowy Unii, Horst Heldt, określił jako „szalony” w związku z jej awansem.

„Każdy ma prawo do swojej opinii” – mówi. „Zwykle mówi to więcej o osobie niż o mnie. Do mediów społecznościowych podchodzę sceptycznie. Niezależnie od własnego doświadczenia, uważam, że to prawda, że ​​politycy chcą to regulować. Sama nic z tego nie czytam.”

Eta wolałaby rozmawiać o swojej grze i wpływach trenerskich, na które składają się Xavi Hernández i Pep Guardiola. „Specjalny styl futbolu” – tak opisuje tę starą szkołę w Barcelonie. „Atak, precyzja techniczna, a wszystko to z polotem i kreatywnością”.

Duża część jej pracy z drużyną do lat 19 pasowała do tego przedziału, ale jej zdolności adaptacyjne zostaną teraz wystawione na próbę: Union wygrał dwa razy w 15 meczach ligowych, w piątek odwiedził trzeci w tabeli RB Lipsk i jest coraz bliżej miejsca w barażach o utrzymanie. Jest zafascynowana tradycyjnie szybkim rozwojem Unionu, który zapewnił drużynie Ligę Mistrzów w sezonie 2023–2024, i chce połączyć swój styl z duchem, który przyniósł jej bezprecedensowy sukces.

„Musisz wiedzieć, co uczyniło cię silnym” – mówi. „Spójność i dyscyplina zapewniły Unionowi awans na szczyt. Po dobrej pierwszej połowie sezonu przeżywamy obecnie trudny okres. Musimy się z tego wydostać.

„Mogłem obserwować, jak chłopaki wdrożyli już część mojej filozofii gry i planu meczowego (przeciwko Wolfsburgowi), a przynajmniej próbowali to zrobić. To bardzo cenne. Naszą siłą w ostatnich latach była pewna stabilność w defensywie. Ale aby wygrać, trzeba także stworzyć okazje do zdobycia gola.

Eta podchodzi do coachingu indywidualnie. „Można powiedzieć, że kobiety są bardziej wrażliwe, a mężczyźni bardziej próżni, ale dla mnie to stereotypy”. Foto: Marzena Skbatz dla Die Zeit

Oczekuje się, że Eta będzie nadzorować drużynę kobiet Union w przyszłym sezonie, chociaż Heldt skomplikował sytuację w zeszłym tygodniu, mówiąc, że może rozważyć długoterminową umowę z mężczyznami. W praktyce widzi niewielką różnicę pomiędzy coachingiem jednym a drugim. Pytanie nieustannie krążące po jej głowie brzmi: „Czego potrzebuje ode mnie osoba stojąca przede mną, aby dawać z siebie wszystko?”

Wyjaśnia: „Mam do czynienia z indywidualnymi osobami. Można powiedzieć, że kobiety są bardziej wrażliwe, a mężczyźni bardziej próżni, ale dla mnie to stereotypy. Jest wielu wrażliwych mężczyzn, których musiałam objąć ramieniem. Z drugiej strony były kobiety, którym jako trenerowi trzeba dać kopa w tyłek.”

Jej historia jest sama w sobie tonikiem, a Niemcy, gdzie Sabrina Wittmann jest głównym trenerem trzecioligowej drużyny Ingolstadt, wydają się być lata świetlne od innych czołowych krajów, jeśli chodzi o reprezentację. „Nie powinniśmy być zbyt zarozumiali, wciąż mamy trochę do nadrobienia” – ostrzega Eta.

Gdyby mogła porozmawiać z dziewczyną, która w Dreźnie zagłuszała żarty chłopców, zasugerowałaby postawienie stopy na piłce. „Korzystaj z chwili i ciesz się nią, a czasem też spójrz wstecz” – mówi. „Nie zawsze chcę po prostu szybciej, wyżej, dalej. To moja słabość. Jeśli nie będę ostrożny, tęsknię za pięknymi chwilami, tymi, w których mogę po prostu być z siebie dumny. ” To z pewnością jeden z nich; na razie jednak stoi przed nami wszystko.

Wywiad został przeprowadzony we współpracy z „Die Zeit”.