Strona główna Sport Maraton Sabastiana Sawe trwający poniżej dwóch godzin to moment Rogera Bannistera naszych...

Maraton Sabastiana Sawe trwający poniżej dwóch godzin to moment Rogera Bannistera naszych czasów | Maraton Londyński

3
0


Kilka lat temu podczas maratonu londyńskiego organizatorzy wprowadzili na rynek bieżnię przemysłowych rozmiarów o nazwie Tumbleator. Następnie kusili ciekawskich widzów prostym pytaniem: czy dotrzymasz kroku Eliudowi Kipchoge? Odpowiedź była oczywista. Ale to nie powstrzymywało ludzi przed próbami. Większość trwała kilka sekund, po czym komicznie spadła z tyłu na matę.

The Tumbleator ma teraz nowego chłopca z plakatów: Sabastiana Sawe, który w niedzielę zdobył ostatni święty Graal lekkoatletyki, przebiegnąc maraton poniżej dwóch godzin. Wyobraź sobie, że biegniesz 100 metrów w 17 sekund, a następnie utrzymujesz ten dystans na dystansie 40,2 km. Lub ustaw bieżnię na 4 minuty 33 sekundy na milę i kontynuuj bieganie przez 1 godzinę 59 minut 30 sekund. Brzmi to śmiesznie, niemożliwie, śmiejąc się głośno i głupio… dopóki nie zdasz sobie sprawy, że to właśnie zrobił Sawe w Londynie.

Następnie, pomimo samych superlatywów i poszukiwania perspektywy, dyrektor wyścigu Maratonu Londyńskiego, Hugh Brasher, przedstawił niezwykłą sugestię. Powiedział nam, że czterominutowy przebieg na milę Sir Rogera Bannistera był najwspanialszym sportowym momentem XX wieku. I być może byliśmy świadkami jego odpowiednika w XXI wieku.

Twoim pierwszym odruchem może być wzdrygnięcie się. Ale Brasher nie jest osobą, którą można łatwo odrzucić. Jego ojciec, Chris, w maju 1954 r. pokonał Bannistera słynnym czasem 3:59,4 mili, a następnie w 1981 r. zorganizował z Johnem Disleyem pierwszy maraton londyński. Hugh również głęboko docenia dziedzictwo wielu dyscyplin sportowych.

Czy ma więc rację? W pierwszej kolejności odruchowo oddzielam momenty sportowe – takie jak zwycięstwo Rory’ego McIlroya po raz pierwszy w turnieju Masters – które wiążą się z osobowością, atmosferą i oczekiwaniami, od wyczynów sportowych, które często toczą się z czasem.

Miałem szczęście być świadkiem wielu wspaniałych chwil sportowych na żywo, a awansowałem do drugiej ligi, jak Super Sobota w Londynie w 2012 r., Novak Djokovic pokonujący Rogera Federera w najdłuższym finale Wimbledonu, uderzenie głową Zinedine’a Zidane’a w finale Pucharu Świata w 2006 r. i Usain Bolt na trzech Igrzyskach Olimpijskich. Tylko nie proś mnie, żebym je ocenił.

podwójny cudzysłówNie jestem pewien, czy Sawe ma sobie równych w XXI wieku – nawet jeśli Bolt z czasem 9,58 s na 100 m i osiem złotych medali Phelpsa w Pekinie są blisko

Jeśli jednak mówimy o wyczynie sportowym, to jest to inna rozmowa. I tutaj nie jestem pewien, czy Sawe ma sobie równych w XXI wieku – nawet jeśli rekord świata Bolta na 100 m w czasie 9,58 s i osiem złotych medali olimpijskich Michaela Phelpsa w Pekinie są blisko tego wyniku. Niedzielny przełom był nie tylko nieoczekiwany, dramatyczny i historyczny. Był to także jeden z tych momentów, które zdarzają się raz na pokolenie, kiedy w sporcie od razu następuje wyraźny podział na „przed” i „po”. Przed Sub-2. Po Sub-Dwa. Podobnie jak za czasów Bannistera.

I podobnie jak przebiegnięcie mili w czasie 3:59, pomysł przebiegnięcia maratonu poniżej dwóch lat był kiedyś marzeniem. Kiedy w 2003 roku Paul Tergat został pierwszym biegaczem poniżej 2:05, odrzucił ten pomysł jako fantastyczny. „Wierzę, że rekordy zostaną pobite i możliwy jest ich spadek” – stwierdził. „Ale niemożliwe pozostaje przebiegnięcie maratonu w czasie krótszym niż dwie godziny”.

Co prawda Tergat dodał: „Może czas mnie zbeszta”. Nie mógł też przewidzieć ery superbutów, które pozwalają sportowcom częściej trenować z większą intensywnością, a także szybciej się ścigać. Albo pojawienie się hydrożeli Maurtena, które pozwalają sportowcom spożywać duże ilości węglowodanów bez problemów żołądkowych.

W niedzielę Sawe pobiegł w 97-gramowych butach Adidas i spożył także 325 g węglowodanów, co oznaczało, że nie uderzył w ścianę. Zmiany te zmieniły zasady gry. Mimo to, jakie inne wyczyny sportowe możesz sobie wyobrazić, które mogłyby znaleźć się na pierwszych stronach gazet na całym świecie? Cztery minuty na milę kobiet? Wielki szlem w tenisie lub golfie w ciągu jednego roku? Być może. Ale lista jest krótka.

Wyczyn Rogera Bannistera na milę z maja 1954 r. odbił się echem wśród pokoleń, mimo że jego rekord świata został pobity półtora miesiąca później. Foto: AP

Co dalej z Sawe i maratonem? Mamy tu do czynienia z precedensem historycznym, o którym warto pamiętać. W kwietniu 1954 roku John Landy opisał czterominutową barierę milową jako „ceglany mur”. Miesiąc później w Oksfordzie Bannister uzyskał czas 3:59,4. Do czerwca Landy pobiła swój stary rekord, biegając bez przerwy 3:58. Après moi, le déluge.

Są szybsze kursy niż w Londynie, w tym w Berlinie, Chicago i Walencji. Marsz technologii również będzie kontynuowany. Odzież stanie się lżejsza, odżywienie sportowców poprawi się, pianki do butów staną się bardziej sprężyste.

Nick Anderson, trener, który szkolił sportowców światowej klasy i był częścią elitarnego składu maratonu londyńskiego, również wskazuje na inny czynnik – że najlepsi biegacze średniodystansowi coraz wcześniej pokonują dystans 42,2 km. „Mają świetną mechanikę biegu. Są szybcy. Mają prawdziwą prędkość, ale silnik wytrzymałościowy pozwala im pracować przez dwie godziny i tak dobrze trenują” – mówi.

„Myślę więc, że kolejne minuty pobiją rekord świata. To powiedziawszy, nadal potrzebują absolutnie idealnej burzy – odpowiednich temperatur, bardzo małego wiatru, a także odpowiednich zawodników, aby wyścig się rozwijał, dzięki czemu można było uzyskać prawdziwy wyścig na ostatnich 10 km. „

Sabastian Sawe (w środku) rywalizuje w epoce, w której technologia obuwia i odżywiania łączą się ze wspaniałym efektem. Zdjęcie: Xinhua/Shutterstock

Miałem szczęście poznać Bannistera i Sawe’a i podobieństwo było niesamowite. Obaj byli wyjątkowo skromni, jeśli chodzi o swoje osiągnięcia i trzeba było, żeby wyśmiewano ich wspomnienia z występów. Pamiętam, jak Bannister opowiadał mi o przebłysku złości, jaki poczuł po falstartie Brashera, jego pierwszego rozrusznika serca. I czując się tak pełen energii na pierwszym okrążeniu, że krzyknął: „Szybciej” do Brashera. Potem strach pod koniec trzeciego okrążenia trwającego 62,4 sekundy, kiedy wydawało się, że rekord się wymyka, zanim przypływ adrenaliny przeniósł go w sportową nieśmiertelność.

Sawe powiedział mi, że dopiero, gdy zobaczył linię mety, zdał sobie sprawę, że przebiegł niecałe dwie godziny. „Byłem bardzo podekscytowany, próbowałem naciskać i w końcu mi się to udało” – powiedział.

Jeśli Sawe jest tak czystym sportowcem, jak obiecuje, to jest godnym następcą Bannistera. Bez wątpienia jest to zdumiewające osiągnięcie niedzieli.